CO NOWEGO W WIERZBNIKU ?

tu zamieszcane są "newsy" i komentarze z Wierzbnika i o Wierzbniku
od czasu napisania pracy (a "de facto" od umieszczenia jej w internecie)
oraz o zmianach na tej stronie

 

13 III 2004

Zmiana i ujednolicenie szaty graficznej serwisu "poznaj.starachowice.org" wraz z częścią o Wierzbniku.

17 I 2003

Gazeta Starachowicka / portal www.sse.pl

Czynny przejazd na Targowej


Przejazd przy ul. Targowej w Starachowicach będzie nadal służył kierowcom. Do połowy tego roku koszt utrzymania dróżników po połowie znowu pokryją samorządy powiatu i gminy. Po tym terminie zajmie się tym PKP. Jest też szansa, że minister infrastruktury w drodze wyjątku zezwoli na zamontowanie urządzeń pozwalających automatycznie opuszczać i podnosić zapory. To efekt podpisanego w ubiegły piątek porozumienia pomiędzy władzami naszego powiatu i miasta a okręgową dyrekcją PKP PLK w Lublinie.

Perturbacje w tej sprawie trwały kilka lat. Dyrekcja PKP wielokrotnie zapowiadała, że zlikwiduje przejazd w Starachowicach, bo przedsiębiorstwa nie stać na pokrycie kosztów jego funkcjonowania (zatrudnienie dróżników, konserwacja). W ubiegłym roku samorządy powiatu i miasta zawarły porozumienie z PKP PLK w Lublinie. Na jego mocy przez pierwsze sześć miesięcy 2003 roku przejazd funkcjonował na starych zasadach, w drugim półroczu koszty utrzymania pięciu dróżników wzięły na siebie oba samorządy. Podatników kosztowało to 70 tysięcy złotych. Jednak z uwagi na problemy finansowe samorządy zdecydowały się nie dopłacać do zapór w 2004 roku. W odpowiedzi PKP postanowiło nieodwołalnie zlikwidować rogatki z początkiem tego roku, a władze powiatu i miasta zrobić wszystko, by utrzymać przejazd w tej części miasta, niezbędny dla prawidłowej komunikacji pomiędzy północną o południową częścią Starachowic oraz funkcjonowania ponad 30 małych i średnich firm zlokalizowanych w sąsiedztwie przejazdu.

Wcześniej podjęto działania, aby szlabany opuszczane były automatycznie z pobliskiej nastawni kolejowej. Niestety, przepisy zezwalają na to tylko w przypadku, jeżeli natężenie ruchu na przejeździe wynosi mniej niż 5 tysięcy pojazdów na dobę. Przy ulicy Targowej oscyluje ono w granicach 7-8 tys.
W ubiegły piątek w Skarżysku-Kamiennej doszło do spotkania władz powiatu, miasta, przedstawicieli Komendy Powiatowej Policji w Starachowicach, Urzędu Transportu Kolejowego z dyrekcją oddziału regionalnego PKP PLK w Lublinie. Efektem rozmów jest zawarte porozumienie, które zapewne ucieszy wszystkich zmotoryzowanych mieszkańców naszego powiatu oraz właścicieli i pracowników firm zlokalizowanych w pobliżu przejazdu.

- Podczas spotkania ustaliliśmy, że samorząd powiatu wspólnie z samorządem gminy wystąpią do ministra infrastruktury o odstąpienie w drodze wyjątku od rozporządzenia w sprawie warunków technicznych, jakimi powinny odpowiadać skrzyżowania linii kolejowych z drogami publicznymi i ich usytuowania w celu umożliwienia zabezpieczenia przejazdu rogatkami opuszczanymi automatycznie. Zgodnie z umową, PKP PLK oraz Urząd Transportu Kolejowego mają pozytywnie zaopiniować nasz wniosek. Jeżeli taka zgoda będzie, PKP zobowiązało się pokryć koszty zainstalowania zdalnego sterowania rogatkami oraz przeniesienia obsługi ze strażnicy na nastawnię z zabudową. Do tego czasu, ale nie później niż do 30 czerwca 2004 r., samorządy powiatu i miasta na dotychczasowych warunkach, czyli po połowie, będą pokrywały koszty utrzymania obsługi osobowej przejazdu, czyli dróżników. Podobnie jak to było w ubiegłym roku kosztować to nas będzie 70 tysięcy złotych. Nawet jeśli minister nie wyda potrzebnej zgody, przejazd będzie czynny, ale po 30 czerwca br. jego utrzymanie i obsługa spoczywać będzie na PKP PLK - powiedział "GAZECIE" starosta Andrzej Maciąg. (p)

8 I 2004

Gazeta Starachowicka / portal www.sse.pl

Miłośnicy "wąskotorówki" na szlaku

Kolejka wąskotorowa w Starachowicach miała ruszyć jeszcze w ubiegłym roku. Prace przy remontach linii wąskotorowej ze Starachowic do Iłży, rozpoczęte w czerwcu przez Fundację Polskich Kolei Wąskotorowych z Warszawy, zostały przerwane z powodu dewastacji wagonów sprowadzonych na stację Starachowice Wąskotorowe i braku możliwości dostępu do hali lokomotywowni w Starachowicach.

Zabezpieczenie taboru w hali będzie możliwe dopiero od 1 kwietnia 2004 roku. Do tego czasu Fundacja będzie prowadziła wszystkie możliwe roboty przy oczyszczaniu linii i naprawach torowiska bez udziału składu pociągu roboczego.

Dzięki Marcinowi Przybyszowi, miłośnikowi kolei z Wrocławia, 27 grudnia ub. R. zebrała się grupa kilkunastu wolontariuszy z całej Polski i ruszyła na szlak kolei wąskotorowej ze Starachowic do oddalonego o 5 km Lipia. Przy dobrej pogodzie oczyszczono ten odcinek torowiska z trawy i krzaków oraz dokonano kilku napraw i przytwierdzeń szyn do podkładów. Kolejnym zadaniem było zinwentaryzowanie brakujących elementów torowiska na tym odcinku i przygotowanie planu robót na następny miesiąc. Kolejne spotkanie zaplanowano na 17 stycznia br. Tym razem, pod okiem fachowców, wykonane zostaną wszystkie prace torowe niezbędne do wyruszenia na szlak składu pociągu - pomiary torowiska, naprawy rozjazdów i połączeń szyn.
Przy okazji prac członkowie Fundacji przeprowadzili również inwentaryzację odcinka torów pomiędzy Lipiem a Lubienią - na najbardziej rozkradanym odcinku linii kolejowej. Kradzieże następują tu niemalże w każdym miesiącu. Porównanie ilości ukradzionych szyn ze stanem z roku 2001 wypadło zastraszająco. Stwierdzono ubytek ok. 3 km całego torowiska!!! To więcej niż ukradziono pomiędzy rokiem 1996 (zamknięciem linii), a rokiem 2001. Z 20-kilometrowego toru na całym szlaku Starachowice - Iłża, brakuje szyn długości aż pięciu kilometrów.

- Jesteśmy bezradni - mówi prezes Fundacji Paweł Szwed. Po raz kolejny na policję zgłoszone zostały doniesienia o kradzieżach, a my ze swej strony zaczynamy numerować i znaczyć każdą szynę napisem "Własność Powiatu Starachowickiego". Być może to zniechęci bezkarnych, jak dotąd, złodziei. Apeluję do ludzi mieszkających w sąsiedztwie torowiska o zwrócenie uwagi na złodziei torów. Gdyby ktoś zauważył złodziei, proszony jest o niezwłoczne powiadomienie policji. Schwytanie rabusiów na gorącym uczynku położy kres dalszemu rozkradaniu i dewastacji torowiska - powiedział "GAZECIE" Paweł Szwed.

Wąskotorowa linia kolejowa jest własnością Powiatu Starachowickiego, czyli naszą wspólną. Jej uruchomienie przyczyni się do wzrostu atrakcyjności turystycznej regionu i zwiększy napływ turystów w ten region Polski, a więc wpłynie bezpośrednio na rozwój miasta w tej sferze gospodarki. Kolejne kradzieże na taką skalę mogą opóźnić, a w skrajnym wypadku nawet uniemożliwić jej odbudowę.

galeria zdjęć w portalu sse.pl

6 I 2004

Tygodnik Starachowicki nr 1 z dn. 6 I 2004

Łąki przy Targowicy. Protesty odrzucone

Radni miejscy odrzucili trzy protesty dotyczące planu zagospodarowania przestrzennego miasta w rejonie Łąk przy Targowicy.

Wszystkie trzy protesty złożone do Urzędu Miejskiego przez Platformę Obywatelską Zarządu Powiatu Starachowickiego, Zrzeszenie Kupców Polskich oraz Marię Sokół, która ubiega się o zwrot nieruchomości w rejonie Łąk przy Targowicy zostały odrzucone przez radnych miejskich podczas ostatniej sesji RM (22 grudnia). Nie pomogły usilne starania mające zablokować ewentualną sprzedaż Łąk, na których zdaniem protestujących ma powstać kolejny supermarket w mieście.
Przypomnijmy, że zastrzeżenie protestujących budził przede wszystkim fakt podziału terenu na mniejsze obszarowo działki oraz ograniczenie wielkości obiektów handlowych do powierzchni nie przekraczającej 2000 metrów kwadratowych. Ich zdaniem stanowi to jedynie sztuczny zabieg, będący ominięciem prawa. Dzięki temu nie dojdzie do powstania gigantycznego hipermarketu, ale trzech mniejszych obiektów handlowych, które podobnie jak w pierwotnej wersji pełnić będą funkcje komercyjne z zakresu handlu, gastronomii, turystyki, rekreacji, kultury i administracji. Takie wątpliwości miał także radny Grzegorz Walendzik, który podczas sesji pytał, czy obecna zmiana w planie zagospodarowanie przestrzennego nie jest obejściem prawa.
Ponadto protestujący podnosili problem formalny, dotyczący znajdujących się w projekcie "odręcznych przypisów, niewiadomego autorstwa, a naruszających treść planu w istotny sposób". Prezydent miasta Sylwester Kwiecień wyjaśnił jednak, iż dopisane ołówkiem poprawki zostały naniesione przez upoważnioną do tego Grażynę Kozakiewicz-Opałkę, architekta Urzędu Miejskiego.
- W ten sposób zostały uwzględnione protesty organizacji kupieckich oraz załączone listy z podpisami - tłumaczył prezydent.
Argumenty oraz tłumaczenia władz miasta nie przekonywały jednak przedstawicieli protestujących obecnych na posiedzeniu Rady Miejskiej. Jednomyślnie podkreślali, że po wybudowaniu kolejnego supermarketu, pracę w handlu w Starachowicach może stracić około 3.900 osób, gdyż spowoduje to likwidację ponad 500 sklepów.
- Siła oddziaływania takiego obiektu handlowego na gospodarkę w mieście jest ogromna - powiedział Tadeusz Zieliński, pełnomocnik powiatowy Platformy Obywatelskiej.
- Plany sprzedania działek przy Targowicy to chwilowe zapchanie dziury budżetowej - uznał Janusz Mierzyński ze Zrzeszenia Kupców Polskich. - Władzom miasta brak jest pomysłów na wykorzystanie środków unijnych. Oceniam niedowład administracyjny miasta i to jest największy problem.
Ostatecznie radni odrzucili protesty przychylając się do stwierdzenia prezydenta miasta, że gra na czas niczemu nie służy i trzeba podjąć jakieś decyzje, aby można było iść dalej. Za odrzuceniem protestów głosowało 14 radnych, przeciw było ośmiu radnych.
W tej sytuacji można przystąpić do uchwalenia projektu miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego Łąk, a dopiero potem ewentualnie przymierzyć się do sprzedaży tego terenu. Warto dodać, że budżet miasta na 2003 rok zakładał wpływy z tego przedsięwzięcia w wysokości około trzech milionów złotych.

E.K.

29 XII 2003

Gazeta Starachowicka / portal www.sse.pl

Decyzja o zamknięciu przejazdu podjęta
Dyrekcja Oddziału Regionalnego PKP PLK w Lublinie zdecydowała jednak o zamknięciu od 1 stycznia 2004 roku przejazdu kolejowego przy ul. Targowej w Starachowicach Wschodnich.

Od nowego roku z północy na południe miasta będzie więc można dojechać tylko wiaduktem. Przyszłość ponad 30 firm zlokalizowanych w pobliżu wiaduktu rysuje się w ciemnych barwach. Władze powiatu nadal czynią usilne starania o utrzymanie zapór w tym miejscu. Efekt zobaczymy w Nowy Rok.
Zdaniem dyrekcji lublińskiego oddziału PKP PLK przejazd przy ul. Targowej w Starachowicach powinien zostać zlikwidowany. Przede wszystkim za zbyt wysokie koszty utrzymania, konserwacji i płac dla kilku dróżników (około 300 tys. zł rocznie). Dodatkowym argumentem PKP jest rozporządzenie ministra transportu i gospodarki wodnej z 1996 r., zezwalające na likwidację zapór kolejowych, jeśli w odległości nie większej niż 3 kilometry znajduje się wiadukt drogowy.

W wyniku zawartego porozumienia między miejskim i powiatowym samorządem a oddziałem PKP PLK przejazd przez pierwsze sześć miesięcy bieżącego roku funkcjonował na starych zasadach. W drugim półroczu br. koszt utrzymania dróżników solidarnie wzięły na siebie powiat oraz gmina. Podatników kosztowało to 70 tysięcy złotych. Z uwagi na problemy finansowe, samorządy zdecydowały nie dopłacać już do utrzymania przejazdu, a PKP zlikwidować od 1 stycznia 2004 roku. Decyzja taka trafiła do starosty Andrzeja Maciąga.
- Wysłaliśmy pismo do Starostwa Powiatowego w Starachowicach, w którym informujemy starostę, iż w związku z negatywną odpowiedzią w sprawie partycypacji kosztów utrzymania przejazdu podjęliśmy działania w celu zamknięcia przejazdu od 1 stycznia 2004 roku. Taka jest ostateczna decyzja dyrekcji - poinformowała "GAZETĘ" rzecznik prasowy Oddziału Regionalnego PKP PLK w Lublinie Małgorzata Kwiatkowska.

Czy Nowy Rok zmotoryzowanych mieszkańców miasta powita zamkniętymi "na amen" zaporami. Starosta zapewnia, że dołoży wszelkich starań, by tak nie było.
- Przesłaliśmy pismo do dyrekcji PKP PLK, w którym odwołujemy się do rozporządzenia, na mocy którego zamknięcie przejazdu wymaga uzgodnienia i zgody z zarządcą drogi. To nie jest tak, że PKP zlikwiduje sobie przejazd. My też mamy swoje prawa - mówi starosta Andrzej Maciąg.
Zamknięcie przejazdu jest równoznaczne ze zmianą układu komunikacyjnego miejskich autobusów. Także posiadaczom własnych aut utrudni dojazd z północnej do południowej części miasta. Według przeprowadzonych pomiarów w ciągu doby przejeżdża tamtędy ponad 7 tysięcy pojazdów. Droga jest najdogodniejszym traktem dojazdu do miejskiego targowiska. Zlokalizowane w bezpośrednim sąsiedztwie małe i średnie firmy, a jest ich 36, straciłby klientów i zwolniłyby kilkaset osób. Ucierpiałoby także miasto, gdyż rocznie firmy te odprowadzają do kasy miejskiej 560 tys. zł w formie podatków.
Samorządy wcześniej starały się także, by zapory opuszczane były automatycznie z pobliskiej nastawni kolejowej. PKP PLK miała podjąć działania w tym celu. Niestety, nic nie zmieniło się.
- Ktoś musiałby tym sterować, to też kosztuje - stwierdziła M. Kwiatkowska.

Władze miasta i powiatu zwróciły się do sekretarza stanu w ministerstwie infrastruktury Andrzeja Piłata o zmianę niekorzystnych dla Starachowic przepisów dotyczących tego typu przejazdów i obniżenia granicy natężenia ruchu na przejeździe. Otrzymały odpowiedź negatywną.
- W czerwcu otrzymaliśmy z ministerstwa odpowiedź, z której wynika, że PKP oponuje przeciwko proponowanej przez nas nowelizacji. Tymczasem zgodnie z ustaleniami miało nas poprzeć i podjąć działania w tym celu. Nie jesteśmy w stanie sami utrzymywać przejazdu. Za 140 tysięcy złotych można wykonać kawałek drogi. Pieniądze te można też przeznaczyć dla szkół. Liczyliśmy, że PKP podejmie jakieś działania w celu obniżenia kosztów utrzymania przejazdu. Nie zrobiło jednak nic. PKP liczy, że ugniemy się pod presją. Za nami stoi jednak prawo, będziemy bronić swych interesów - zapowiedział Andrzej Maciąg.
(wis)

19 XII 2003

Gazeta Starachowicka / portal www.sse.pl

Wąskotorówką do Lipia w 2004 roku

We wrześniu tego roku miał być oddany do użytku pierwszy odcinek zabytkowej kolejki wąskotorowej na trasie Starachowice - Lipie. Niestety, na turystyczną atrakcję trzeba jeszcze poczekać, bo pojawiły się problemy.

W styczniu 2001 roku do Starostwa Powiatowego w Starachowicach wpłynęła oferta Fundacji Polskich Kolei Wąskotorowych w Warszawie, powołanej do ochrony dziedzictwa kulturowego i historycznego "wąskotorówek" w sprawie przywrócenia ruchu kolejowego na zabytkowej trasie kolei wąskotorowej Starachowice - Iłża. Znalazła ona poparcie u władz powiatu i rozpoczęły się negocjacje w tej spawie. Właściciel - Polskie Koleje, za zgodą resortowego ministra, podjął decyzję o nieodpłatnym przekazaniu nieruchomości i mienia ruchomego "wąskotorówki" na rzecz powiatu, a Rada Powiatu jednogłośnie zdecydowała o przejęciu w użyczenie, a następnie na własność, budynków, podtorza, torów, rozjazdów, wszelkich urządzeń kolejowych.

Radni zdecydowali również, by składniki mienia ruchomego zostały przekazane na własność Fundacji Polskich Kolei Wąskotorowych, a nieruchomości wydzierżawione na 20 lat.
Na podstawie zawartej umowy, Fundacja zobowiązała się do przywrócenia osobowego - turystycznego - ruchu kolejowego na zabytkowej trasie kolejki wąskotorowej. Na niej spoczywał także obowiązek przeprowadzenia niezbędnych prac remontowych i innych działań przyczyniających się do wznowienia ruchu "ciuchci". Koszty związane z przygotowaniem linii kolejowej do eksploatacji oraz sprowadzenia i utrzymanie taboru również spoczywały na Fundacji.
Proces wznawiania ruchu na tej trasie miał być realizowany etapowo, według opracowanego harmonogramu. Porozumienie w tej sprawie podpisano 10 stycznia 2003 roku. Od początku września br. kolejka miała kursować na trasie Starachowice - Lipie. Kolejny odcinek: Lipie - Lubienia, miał być gotowy do 1 maja 2004 r, a od 1 września przyszłego roku odcinek Lubienia - Marcule. Zgodnie z planem, pod koniec 2005 roku do użytku miała być oddana cała trasa, licząca blisko 20 kilometrów.

Wznowienie ruchu wąskotorówki miało uatrakcyjnić turystycznie nasz powiat. Tymczasem pojawiły się pierwsze problemy. Ponad rok temu, komisja powołana przez starostę starachowickiego stwierdzała duże ubytki w torowisku, szczególnie na odcinku leśnym pomiędzy Lipiem a Lubienią. W sumie brakowało około 2 kilometrów szyn oraz podkładów. W tym roku pojawiły się kolejne. Fundacja miała do końca czerwca br. sprowadzić cały tabor do Starachowic - ustalono z PKP. Nie ma go do dziś. PKP zagroziło więc, że wskutek niedotrzymania terminu, taboru nie przekaże. Na szczęście do tego nie doszło, ale termin zakończenia pierwszego etapu uruchomienia kolejki przepadł. Opracowany został natomiast nowy harmonogram prac przy wznowieniu ruchu kolejki wąskotorowej.

- Nowy harmonogram nie narusza ostatecznego terminu uruchomienia kolejki do Iłży. Przesunięciu ulegają terminy dotyczące poszczególnych etapów. Według przyjętego planu, do 1 maja 2004 roku zostanie uruchomiony odcinek Starachowice - Lipie. Do końca listopada przyszłego roku przygotowany ma być odcinek Lipie - Lubienia, zaś do 30 września 2004 roku Lubienia - Marcule. Tym razem przedstawiciele FPKW zapewniają, że terminy zostaną dotrzymane. Czuwać będzie nad tym członek Zarządu Powiatu, Dariusz Dąbrowski - mówi rzecznik prasowy Zarządu Powiatu Marcin Bondarowicz.

Z ogromną satysfakcją informujemy, że działa już "grupa inicjatywna" powołana przez Marcina Przybysza. Jest z nami grupa ludzi, którzy poruszyli sumienia okolicznych miłośników kolei, oni zaś w listopadzie br. "wyszli na tory" i efekty są! Wszystkich pozytywnie zakręconych zapraszamy do współpracy. Spotykamy się około 27 grudnia, gdzie i której godzinie? Szczegóły w kolejnych wydaniach "GAZETY". Objęliśmy patronat nad tym społecznym wysiłkiem. Razem zrobimy dużo... i jeszcze więcej!!! Meldujcie się!
(p)

31 X 2003

Ukazuje się nowa wersja serwisu o WIERZBNIKU. Oto zakres zmian:
• zmieniony układ graficzny
• więcej mapek historycznych i fotografii współczesnych
• prezentacja plansz (zdjęcie całości i fragment z Rynkiem)
• graficzne wytyczne pierzei północnej i połudnowej Rynku
• szkice - czyli jak powstawał efekt końcowy
• porównanie - czyli jak na planie wygląda Wierzbnik dziś i jakby mógłby wyglądać po realizacji planu sporządonego na podstawie tej pracy dyplomowej (w dziale "szkice").

Równolegle ukazuje się interenetowe opracowanie
ROZWÓJ PRZESTRZENNY STARACHOWIC.
Na podkładzie ze stanem istniejącym (kolory szrości) naniesione zostały elementy historycznego zagospodarowania przestrzennego (w czterech okresach).
Opracowanie było również dołączone do pracy dyplomowej.

19 VIII 2003

Tygodnik Starachowicki nr 34 z dn. 19 VIII 2003

Koło Targowiska. Nie będzie hipermarketu

Protesty kupców odniosły skutek - po posiedzeniu wykonawczym prezydenta Starachowic zapadło postanowienie, że teren łąk koło Targowiska Miejskiego nie zostanie sprzedany jednemu inwestorowi.

- Obszar zostanie podzielony na klika działek. Dziś nie jestem jeszcze w stanie powiedzieć, ile tych działek będzie - powiedział Szymon Jarosz zastępca prezydenta Starachowic. - Do projektu Miejscowego Planu Zagospodarowania Przestrzennego zostanie wprowadzony zapis, że na terenie łąk nie powstaną obiekty większe niż mające dwa tysiące metrów kwadratowych powierzchni. Tyle mniej więcej ma Champion.
Z wnioskiem o zmianę projektu wystąpiły Elżbieta Łaganowska po. naczelnika Wydziału Planowania Przestrzennego, Urbanistyki i Ochrony Środowiska i Grażyna Kozakiewicz-Opałka, architekt Urzędu Miasta Starachowice.
- Przy wprowadzeniu tych zmian wzięto pod uwagę protesty organizacji kupieckich. Do niektórych z nich dołączone były listy podpisów mieszkańców Starachowic i okolicznych gmin - mówi Szymon Jarosz. - Teren łąk jest nadal przeznaczony do sprzedaży. Nie zmienia się też jego funkcja: ma to być teren pod działalność usługowo-handlową, rekreacyjną, sportową. Wpływy ze sprzedaży łąk w wysokości 3 milionów złotych są założone w projekcie przyszłorocznego budżetu. Jest to kwota orientacyjna. Jeśli dojdzie do ogłoszenia przetargu, zrobimy dokładną wycenę. Ale do tego jest jeszcze daleko.
Znacznie wcześniej, bo już we wrześniu mieszkańcy Starachowic będą mogli zapoznać się z nowym projektem Miejscowego Planu Zagospodarowania Przestrzennego, który zostanie wyłożony w Urzędzie Miejskim.
Póki co z decyzji urzędników zadowoleni są kupcy.
- Na dzień dzisiejszy jesteśmy usatysfakcjonowani. Akcja protestacyjna dała efekt w postaci zmiany planów. Kiedy nowy projekt zostanie wyłożony do publicznego wglądu, zapoznamy się z nim. Jeśli trzeba będzie, znów będziemy protestować. Nie będziemy mieć innego wyjścia - powiedział Janusz Mierzyński szef Zrzeszenia Kupców Polskich w Starachowicach.
(m)

Chyba nigdy nie będę zadowolony :-( Już sobie wyobrażam jak - i przede wszystkim CO wybudują tam starachowiccy kupcy. Dla porównania dam wydawałoby się najlepszy starachowicki przykład zabudowy usługowej. Nowe budynki przy policji: najpierw zlikwidowana górka z punktem widokowym (!), a później rozparcelowany teren (pierwsze lata "wolności" inwestycyjnej w latach '90) i nie skończona do dziś zabudowa całości. Przed budynkami zamiast porządnego parkingu - wysypany bylejak żużel. To ja wolę (jeżeli ma być ten teren sprzedany) żeby ten teren wykupiła jedna z sieci handlowych. Ale wtedy należy walczyć o ogólną koncepcję urbanistyczną jak i o detal architektoniczny.

5 VIII 2003

Tygodnik Starachowicki nr 32 z dn. 5 VIII 2003

Na targowisku. Handel na parkingu

O tym, że z roku na rok przybywa w naszym mieście samochodów, nie trzeba chyba nikomu mówić. Tym samym rośnie zapotrzebowanie na miejsca parkingowe. Jak się okazuje, braki te najbardziej odczuwają osoby robiące sobotnie zakupy na targowisku miejskim.

Bazar przy ulicy Targowej w Starachowicach jest miejscem, gdzie bardzo często zaopatruje się wiele osób zarówno z terenu naszego miasta, jak i okolic. Większość z nich przyjeżdża na zakupy samochodem. Nie wszystkim jednak udaje się znaleźć odpowiednie miejsce do parkowania. Stają zatem gdzie tylko się da, płacąc za to słone mandaty. Tymczasem okazuje się, że zagospodarowane na parking miejsce pod wiaduktem wzdłuż toru kolejowego zostało przeznaczone na handel. Meblarze wystawili tu swoje kanapy, fotele, regały, zestawy wypoczynkowe, kuchenne i pokojowe.
- Jakim prawem administrator targowiska zezwolił na handel w miejscu, gdzie znajduje się parking, powstały z naszych podatków? - zapytuje jeden z mieszkańców Starachowic.
Pytanie to skierowaliśmy do odpowiedzialnego za zaistniałą sytuację.
- To prawda, że na miejscach parkingowych odbywa się handel meblami - powiedział Adam Sałata, administrator targowiska. - Parking ten jest jednak tylko częściowo przeznaczony na handel, a ilość stojących tam mebli nie ujęła miejsc parkingowych. Stoją tam również samochody dostawcze tych osób, które handlują na targu mięsem. Nie można bowiem rozgraniczać, który parking ma być dla handlujących, a który dla kupujących. Każdy z nich ma takie same prawa i każdy z nich ponosi za to opłaty. Zezwoliłem na to dlatego, iż przede wszystkim droga dojazdowa do tego parkingu jest bardzo wąska. Stały ruch pojazdów w jedną i drugą stronę tą uliczką mógłby spowodować wiele wypadków i kolizji. A tak samochody handlujących mięsem stoją tam przez cały dzień. Problem braku miejsc do parkowania dotyczy jednak najczęściej tylko soboty, ze względu na znaczną liczbę kupujących tego dnia. Wiem, że dla wielu osób jest to duże utrudnienie, ale jako radny miejski czynię wszelkie starania, aby w przyszłym roku zostały oddane nowe miejsca parkingowe za przejazdem kolejowym. Ma tam powstać około 80 miejsc. Musimy zatem przeżyć te kilka miesięcy w takich warunkach, jakie są. Chociaż swoją drogą zauważyłem, że wiele osób, mimo iż są wolne miejsca do parkowania, zatrzymuje się byle gdzie, aby nie zapłacić tej złotówki czy dwóch.
E.K.

Inny artykuł w tym samym wydaniu Tygodnika:

Współpraca podtrzymana. Perypetie z kolejką

Jak powiedział TYGODNIKOWI Marcin Bondarowicz, rzecznik Zarządu Powiatu w Starachowicach, tabor do zabytkowej kolejki wąskotorowej miał być odebrany do końca lipca. Jednak w związku z przekroczeniem tego terminu zaistniało realne niebezpieczeństwo odbioru taboru przez PKP.

30 lipca w siedzibie Starostwa Powiatowego odbyło się spotkanie robocze na temat dalszych losów kolejki wąskotorowej. Fundacja Kolei Wąskotorowych ma trudności z odbiorem taboru przekazanego przez PKP z różnych części kraju. Sukcesywny odbiór pozwala też na zmniejszenie kosztów. Fundacji nie udało się dotrzymać terminu odbioru określonego na 30 czerwca. Taka data widniała na protokole podpisanym przez Starostwo i PKP. Termin ten już wtedy w styczniu budził wątpliwości, więc na wniosek Starostwa przedłużono go do końca lipca. Kiedy i ten termin minął się z wcześniejszymi ustaleniami, doszło do spotkania. Strony musiały przedyskutować pewne kwestie związane z odbiorem kolejki. Spotkali się przedstawiciele PKP - Ryszard Reichel, zastępca likwidatora dyrekcji kolei dojazdowych w likwidacji, członkowie zespołu likwidacyjnego - Stefan Nowak i Henryk Stefański oraz ze strony Starostwa Powiatowego - Andrzej Maciąg, wicestarosta, Krzysztof Niedopytalski, dyrektor Wydziału Promocji, Kultury i Turystyki, Zygmunt Bernaciak, dyrektor Wydziału Geodezji, Katastru i Nieruchomości.
Starostwo wystąpiło o umożliwienie odbioru taboru przez Fundację w innym terminie oraz zamknięcie tematu zobowiązań. Starostwo zobowiązało się do przedstawiania i przesłania harmonogramu prac na kolejce oraz realnych już terminów uruchomienia kolejnych etapów kolejki, z których pierwszym ma być oddanie odcinka Starachowice - Lipie. PKP wystąpiło o sprecyzowanie i określenie schematu prowadzonych prac - czy będzie to kolejka turystyczno-weekendowa, czy też będzie funkcjonować w sposób ciągły?
Stroną wiążącą do decyzji jest Starostwo i PKP. To właśnie podpisana podczas styczniowego spotkania umowa Starostwa z Fundacją miała zabezpieczyć zarówno terminy uruchamiania kursów, jak i dać pewność, że wszelkie koszty związane z przetransportowaniem taboru, który Starostwo otrzymało nieodpłatnie od PKP oraz koszty związane z remontami podejmie Fundacja. Trudności finansowe samorządów powiatowych powodują, że i Starostwo Powiatowe w Starachowicach nie byłoby w stanie podźwignąć takich kosztów.
- Choć nie został dotrzymany termin zakończenia I etapu prac przy kolejce, to jest uruchomienie kolejki na trasie Starachowice - Lipie do końca września tego roku, Zarząd Powiatu za najważniejsze uważa doprowadzenie - nawet w późniejszym terminie - do uruchomienia zabytkowej kolejki - powiedział rzecznik M.Bondarowicz.
Termin uruchomienia kolejki na całej długości planowanej trasy Starachowice - Iłża przewidywany jest na koniec 2005 roku.
I

24 VII 2003

W tym dniu z internetu znika strona o Wierzbniku. Ilość odwiedzin 1500 - co daje dwie wizyty dziennie. To i tak sporo jak na taki temat.

dopisano 13 X 2003:
Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Przynajmniej był to pretekst do odświerzenia i reorganizacji strony

11 VII 2003

Tygodnik Starachowicki nr 30 z dn. 28 VII 2003

Łapać motyle
O opinię na temat planowanego przeznaczenia terenów łąk za targowiskiem w Starachowicach TYGODNIK porosił Marcina Bednarczyka, warszawskiego architekta, pochodzącego ze Starachowic znawcę Wierzbnika.

Uważam, że ten teren powinien być zielony. Będzie źle, gdy przyjdą ulewne deszcze i obwałowana Młynówka nie przeniesie dużej ilości wody. Ten teren mógłby być naturalnym polderem, a na łąkach można byłoby łapać motyle...
Plan wykorzystania tego terenu ktoś miał już w głowie od kilku lat, bo pozwolono tam zwozić gruz i inne śmieci.
Jeżeli budować market, to z dala od drobnych sklepów, a zwłaszcza od takiej struktury usług jaka występuje w rejonie Wierzbnika i dobrze skomunikowany (jeżeli inwestor liczy na klientów z okolicy). Najlepiej przekształcać na takie cele ugory poprzemysłowe (ewentualnie w rejonie Składowej / Ostrowieckiej). Wydaje się, że teren koło odlewni jest dobry, ale lepszy byłby bliżej granic miasta.
Kiedyś myślałem (pisząc pracę o Wierzbniku) o tym, że mogłoby powstać takie centrum po drugiej stronie dworca w Wierzbniku. Wyobrażałem sobie tam: kawałek promenady nad Kamienną, "normalny" dworzec Pekaesu (a nie taki jak teraz), na wzór angielski zabudowę mieszkaniową, nawet nad niedużym marketem. Mogłyby być też takie budki jak te drewniane na Manhatanie. Miałoby to być powiązane kładką z dworcem i ul. Piłsudskiego. Nazywałem to sobie roboczo Nowe Miasto. Ale teren nie należy do miasta, bo nie postarało się odzyskać go od upadających baz a plan miejscowy faworyzuje dolinę Kamiennej jako obszar przemysłowo-składowy. I teraz przyjeżdżających do Starachowic witają składnice złomu. Ale wszystko wskazuje, że nie będą witać - ale z innego powodu: kolej bankrutuje i może skasować tę linię. I tamtędy już nikt nie będzie przejeżdżał i przechodził...
Skoro teren za targowicą musi być sprzedany, to zgadzam się z panią architekt: trzeba określić precyzyjnie rodzaj i charakter zabudowy. Podpisuję się również pod zielonym dachem. Kompozycja tego wielkiego powierzchniowo obiektu powinna być rozczłonkowana lub sprawiać takie wrażenie. Zatwierdzenie projektu powinny poprzedzić publikacje wizualizacji w mediach i dyskusje na ten temat. Rejon ten jest dobrze skomunikowany praktycznie ze wszystkich stron, ale problemem może być wąskie gardło ul. Iłżeckiej od strony Rynku. Dlatego celowe byłoby również porozumienie z przyszłym inwestorem na finansowanie nowego dojazdu na przedłużeniu ul. Kolejowej i tzw. Nowo-Spółdzielczej (nowa ulica przy torach oraz jej przedłużenie) i wjazdu od strony dawnej stacji towarowej kolejki wąskotorowej. Zabezpieczona powinna być Młynówka. Można byłoby zrobić na niej zatoczkę - stawik (np. z pomostem i kawiarenką). Zaś z drugiej strony obiektu peronik dla reaktywowanej iłżeckiej ciuchci. Mogłoby być tam może i ładnie, ale przestrzennie to całe przedsięwzięcie łatwiej popsuć. No i nie poruszam ważnych tematów społecznych...

7 VII 2003

Tygodnik Starachowicki nr 28 z dn. 7 VII 2003

W pobliżu Targowiska. Miejsce na supermarket

Póki co, nikt nie wniósł protestu w sprawie planowanej budowy kolejnego wielkopowierzchniowego sklepu na terenie Starachowic.

Na razie plany
Projekt Miejscowego Planu Zagospodarowania Przestrzennego terenu łąk zakłada przeznaczenie obszaru o powierzchni sześciu hektarów pod usługi komercyjne.
- Teren przeznaczony jest wstępnie pod sklep wielkopowierzchniowy wraz z centrami usług kulturalnych czy bankowych. Obowiązują wytyczne, żeby ograniczyć do minimum stoiska branży spożywczej na rzecz stoisk przemysłowych, sklepów z artykułami wykończenia czy wyposażenia domów - mówi Grażyna Kozakiewicz-Opałka architekt Urzędu Miasta Starachowice.
Od wyłożenia planu zagospodarowania w Urzędzie Miejskim do budowy supermarketu jest bardzo daleka droga. Najpierw musi skończyć się zbieranie opinii mieszkańców miasta. Do 21 lipca mogą oni składać protesty dotyczące planu. W ciągu 14 dni po upływie tego terminu każdy, kogo interes prawny lub uprawnienia zostały naruszone w projekcie planu, może wnieść do niego zarzut. Rzecz jasna, ostateczny głos o przeznaczeniu terenu pod budowę supermarketu należy do Rady Miejskiej. Póki co przeciwników budowy nie ma. - Sukcesywnie prowadzimy rozmowy z właścicielami nieruchomości sąsiadujących z terenem łąk. Nikt jeszcze nie zgłaszał sprzeciwu - powiedziała G. Kozakiewicz-Opałka.

Chcemy supermarketu?
- Planowanie takiej inwestycji wymaga sporządzenia prognozy dla rynku pracy, komunikacji, istniejącej sieci handlowej. Prognoza taka została sporządzona. Mieszkańcom zadano pytania w formie ankiety. Okazało się, że 58 procent mieszkańców jest zadowolonych ze swojego miejsca zamieszkania, a aż 68 procent respondentów życzy sobie powstania w Starachowicach takiego obiektu - relacjonuje pani architekt.
Przeprowadzone badania pokazały, że w promieniu 1.600 metrów istnieje 150 placówek handlowych, które w przeważającej większości dają jeden etat.
- Przeliczyliśmy i okazało się, że jest tam 530 miejsc pracy. Bilans zakłada powstanie 800 nowych miejsc pracy: 570 na miejscu i pozostałych na przykład u dostawców towarów. Oszacowaliśmy, ile z istniejących sklepów padnie, bo to jest nieuniknione. Według szacunków, zniknęłoby w ten sposób jakieś 220 miejsc pracy. Najprawdopodobniej w nowym sklepie zatrudnienie znalazłyby inne osoby niż te, które straciłyby pracę w wyniku likwidacji małych sklepów - powiedziała G. Kozakiewicz-Opałka. - Uważam, że jest to nieunikniony kierunek rozwoju. Już teraz ludzie jeżdżą do dużych sklepów do Kielc czy Radomia. Gdyby powstał w Starachowicach taki sklep, przyciągnąłby klientów ze Skarżyska czy Ostrowca. W innym przypadku możemy się spodziewać, że takie sklepy zostaną wybudowane w sąsiednich miastach.

Bez jarmarcznej budy
Budowa obiektu wielkopowierzchniowego w rejonie Targowicy to bardzo poważne przedsięwzięcie. Na pewno nie będzie w stanie podjąć się go drobny inwestor. W grę wchodzi bowiem nie tylko budowa sklepu, ale też przebudowa skrzyżowania czy umocnienie wałów Kamiennej.
- Albo tam powstanie wielki obiekt albo nic - twierdzi Grażyna Kozakiewicz-Opałka. - A jeśli już powstanie, miasto nie zgodzi się, aby była to jarmarcznie kolorowa budowla w stylu amerykańskich supermarketów. Architektura ma być wzorowana na najlepszych wzorach architektonicznych w mieście. Jest jeszcze jeden wymóg: dachy. Przyszły budynek nie może mieć jakiegokolwiek dachu, tak, żeby nie psuł panoramy miasta widocznej z wiaduktu. Stąd wymóg tzw. zielonego dachu, czyli krytego roślinnością. Sadzę, że spełnienie tylu wymogów nie będzie łatwe i to inwestowanie tak szybko nie nastąpi - dodała.

Są przeciwnicy
Przeciwko planowi zagospodarowania terenu łąk protestują członkowie Zrzeszenia Kupców Polskich w Starachowicach. Na razie zebrali 505 podpisów pod listem.
- Jeśli zostanie podjęta decyzja o budowie supermarketu, na co wszystko wskazuje, będziemy się starali to zahamować. Tu chodzi o miejsca pracy lokalnych przedsiębiorców i byt ich rodzin - powiedział Janusz Mierzyński ze Zrzeszenia Kupców Polskich w Starachowicach. - Zamierzamy złożyć zarzut przeciwko Projektowi Miejscowego Planu Zagospodarowania Przestrzennego Terenu Łąk - zapowiedział.

Tam mogą być sklepy!
W mieście są dwa takie tereny. O budowie centrum w miejsce targowiska "Manhattan" słychać od dawna. Przygotowany jest już plan zagospodarowania miejscowego tego terenu, uwzględniający budowę hali targowej na terenie starej kotłowni. Niedługo zostanie on wyłożony do publicznego wglądu i mieszkańcy będą mogli wyrazić na jego temat opinie. Plan zakłada budowę kilku obiektów, z zastrzeżeniem, że ich powierzchnia nie może przekraczać 2 tysięcy metrów powierzchni użytkowej.
Kolejny obszar znajduje się między Odlewniami Polskimi a torami kolejowymi i rzeką Kamienną. W studium i planie zagospodarowania przestrzennego zostanie wskazany kierunek przekształcenia tego obszaru w teren usługowy.
(m)

Opinia powyżej

1 VII 2003

Tygodnik Starachowicki opisuje Zakład Topienia Bazaltu. Znajduje on się w Wierzbniku. Według przekazów historycznych od 1890 istniał Zakład Ceramiczny "Florus", nazwany w okresie międzywojennym "Rogalin". Tak więc jubileusz mógłby być jeszcze większy...

Tygodnik Starachowicki nr 27 z dn. 1 VII 2003

Przedsiębiorstwo Topienia Bazaltu. Świętowali jubileusz

Minęło już pół wieku, jak odlano pierwsze płytki bazaltowe w Polsce. To właśnie w Starachowicach powstał pierwszy zakład oferujący materiały nieścieralne. Drugi taki w Polsce znajduje się w Strzegomiu.

27 czerwca w siedzibie Przedsiębiorstwa Topienia Bazaltu w Starachowicach odbyły się obchody jubileuszu 50-lecia istnienia firmy. W uroczystej gali wzięli udział przedstawiciele zarządu firmy, władze miasta, pracownicy (byli i obecni) oraz zaproszeni goście, wśród których znaleźli się Alfred Mauritz i Dietmar Tremmer (prezes PTB sp. z o.o.), z firmy Kalenborn Kalprotekt dr. Mauritz GmbH & CO KG, będącej większościowym udziałowcem PTB.
Minione pół wieku działalności PTB obfitowało w liczne przekształcenia i przemiany. Podkreślał to szczególnie Jacek Godziemski, dyrektor, wiceprezes PTB, który podczas spotkania przedstawił okoliczności jego powstania oraz historię przedsiębiorstwa. Przy tej okazji również nagrodzono tych, którzy w działalności PTB zasłużyli się długoletnią i sumienną pracą. Wśród wyróżnionych znaleźli się: Maria Łuczyńska, Grażyna Lewandowska, Wiesława Marszałek, Henryka Piętak, Zbigniew Ożdżyński, Jan Migus, Ryszard Próchnicki, Józef Sala, Jan Więckowski, Leszek Sepioło i Józef Szwugier. Po części oficjalnej odbyło się zwiedzanie zakładu, pogadanka na temat jego przyszłości oraz przyjęcie okolicznościowe z udziałem zaproszonych gości.
Ewelina Klocek

Historia PTB
Pomysł budowy Zakładu Topienia Bazaltu zrodził się w 1948 roku w związku z projektem budowy "Metra" w Warszawie. Możliwość wykorzystania wykładzin bazaltowych w tej inwestycji okazała się nietrafiona. Nie odstąpiono jednak od budowy Zakładu, a jego wyroby postanowiono wykorzystać w górnictwie węglowym do produkcji wykładzin rurociągów podsadzkowych. Decyzję o rozpoczęciu budowy Zakładu wydano 5 października 1952 roku. Wzorów dotyczących budowy urządzeń i technologii produkcji dostarczyła wówczas Polsce Czechosłowacja. 22 listopada 1953 roku dokonano pierwszego wytopu na skalę półtechniczną - odlano pierwsze płytki bazaltowe w Polsce. W następnych latach sukcesywnie wprowadzano nowy asortyment płytek, kształtek i rur. Zmieniono i usprawniono system prac odlewni. Od 1993 roku rozpoczęto produkcję kolan stalowych z wkładką bazaltową. Początki nie były łatwe, jednak wiara w powodzenie przedsięwzięcia okazała się owocna. Ważną datę w działalności PTB stanowi rok 2000. Wtedy to został między innymi sfinalizowany proces prywatyzacyjny z niemiecką firmą Kalenborn Kalprotekt dr. Mauritz GmbH & CO KG, jak również wprowadzono szereg innych materiałów, dzięki którym PTB umocniło swoją pozycję na rynku. Obecnie firma zatrudnia 90 osób.

Niestety teren, na którym znajduje się ZTB nie zmieścił się na terenie opracowania (na planszy 100 x 70 w skali 1:1000). A bardzo bym chciał w ramach tej pracy zająć się tm terenem.
W artykule wspomniano o przyszłości zakładu. Urbaniści w swoich planach wykluczają przemysł ze śródmieść. Wykluczają nie znaczy: planują do wyburzenia. Jeżeli obiekty mają wartość architektoniczną warto je nawet eksponować. Mogą tam powstać obiekty handlu i co jest bardziej pożądane - kultury. Jeżeli są w złym stanie technicznym lub architektonicznym - to się planuje wyburzenia. Wydaje mi się, że władze zakładu i miasta powinni już zacząć rozmowy w celu przeniesienia zakładu do dzielnicy przemysłowej. A teren po zakładzie przeznaczyć pod zabudowę. Jaką? Powinno się to okazać po zbadaniu zapotrzebowania i sporządzeniu planu miejscowego.

W tym samym numerze Tygodnika czytamy o planach odtworzenia kolejki wąskotorowej.


We wrześniu. Ruszy kolejka do Lipia

Plany Fundacji Polskich Kolei Wąskotorowych zakładają, że pierwsi pasażerowie pojadą wąskotorówką do Lipia już we wrześniu tego roku. Zanim to się stanie, torowisko czeka gruntowny remont.

Notorycznie rozkradane
W przypadku części torowiska niezbędne będzie uzupełnienie brakujących torów i podkładów kolejowych. Na odcinku ponad dwóch kilometrów torów po prostu nie ma, ponieważ zostały rozkradzione. Dokonali tego najprawdopodobniej mieszkańcy okolicznych miejscowości, którzy skorzystali z tego, że kolejka przestała kursować. Jeszcze w ubiegłym roku, w listopadzie, komisja powołana przez starostę stwierdziła fakt systematycznych kradzieży na odcinku leśnym w okolicy Henryka. Stwierdzono wówczas, że brakuje dwóch kilometrów torowiska. Znaleziono również ułożone rozłączone szyny, już przygotowane do wywiezienia.
- Podczas tegorocznej kontroli, którą wraz z pracownikami starostwa przeprowadzili policjanci z Komendy Powiatowej Policji w Starachowicach, stwierdzono, że kradzieże nie ustały. Pojawiły się kolejne braki. Wiadomo, że policjanci nie będą pilnować torowiska, bo mają wiele innych obowiązków. W najbliższych dniach starosta ma spotkać się z przedstawicielami Straży Leśnej i poprosić, żeby przy okazji patroli leśnych zwracali oni uwagę również na torowisko. Gdyby zauważyli coś podejrzanego, mieliby wówczas zawiadomić policję - powiedział Marcin Bondarowicz, rzecznik prasowy Zarządu Powiatu. - Sądzę, że kradzieże skończą się, kiedy ruszą prace. Ludzie zobaczą, że nie jest to własność niczyja, ale że ma właściciela, który dba o to mienie.
Ruszy robota
Harmonogram prac przy uruchomieniu kolejki wąskotorowej do Iłży zakłada, że prace remontowe na odcinku Starachowice Wschodnie - Lipie zostaną wykonane w maju i czerwcu 2003 roku. Wiele wskazuje jednak na to, że prace zaczną się w lipcu.
- Wystąpiło opóźnienie niezależne od nas. Okazało się, że są problemy techniczne z przetransportowaniem do Starachowic Wschodnich lokomotywy. Aby ją przewieźć, potrzebny jest dźwig o udźwigu 30 ton. Fundacja Polskich Kolei Wąskotorowych stara się o zorganizowanie takiego dźwigu. Wiele wskazuje na to, że lokomotywa przyjedzie do naszego miasta w tym tygodniu, może w środę, czwartek - powiedział Marcin Bondarowicz.- Mimo kilkudniowego opóźnienia są bardzo duże szanse na to, że zgodnie z założeniami kolejka ruszy we wrześniu.
Jeszcze w tym tygodniu, oprócz lokomotywy, na dworzec wschodni w Starachowicach mają zostać dostarczone duże platformy. Tabor ma umożliwić prowadzenie prac naprawczych przy torowisku. Póki co zakończyły się roboty ziemne przy torach.
- W niektórych miejscach tory były podmyte przez wodę. Te ubytki zostały już uzupełnione. Przy naprawie torowiska będzie pracować pięć, sześć osób. Na razie trwają rozmowy z Powiatowym Urzędem Pracy dotyczące zatrudnienia bezrobotnych, ale na dziś nie jestem w stanie powiedzieć, czy dojdzie do podpisania umowy - powiedział w piątek (27 czerwca) Paweł Szwed, prezes Fundacji Polskich Kolei Wąskotorowych.
Z historii
Kolejka wąskotorowa była związana z zakładami wchodzącymi w skład Centralnego Okręgu Przemysłowego. Powstała wtedy sieć kolei o szerokości toru 750 mm łącząca Wielki Piec i tartak w Starachowicach z kopalniami Majówka, Mikołaj, Zębiec, Henryk i ładowniami drzewa w lasach w okolicy Lubieni. W 1950 roku otwarto kolej na trasie Starachowice - Iłża o długości 20 kilometrów. Później połączono ją ze zbudowaną w latach 1950-1952 koleją kopalni "Staszic" w Rudkach. Początkowo eksploatowano 4 parowozy wyprodukowane w Polskiej Fabryce Parowozów. Później kolej otrzymała 63 wagony towarowe i jeden osobowy. Dziesięć wagonów krytych przerobiono na wagony towarowo-osobowe.
W 1994 roku mimo wprowadzenia oferty turystycznej i znacznych przewozów towarowych kolejka została zamknięta, a dwa lata później całość taboru wywieziono do Jędrzejowa. W 1995 roku linia wąskotorowa została wpisana do rejestru zabytków.
(m)

17 kolejek
Do dziś w Polsce pozostało 17 kolejek wąskotorowych o łącznej długości torów ok. 1.700 kilometrów. Na ośmiu kolejach prowadzony jest regularny ruch pasażerski, na czterech kolejnych prowadzone są przewozy turystyczne w okresie letnim. Oprócz wąskotorówek używanych przez PKP w kraju znajdują się jeszcze trzy koleje cukrownicze na Kujawach i dwie leśne: w Bieszczadach i nieczynna w Puszczy Białowieskiej. Regularne przewozy pasażerskie organizuje też Muzeum Kolei Wąskotorowej w Sochaczewie koło Warszawy.

5 IV 2003

Już jest dostępny Internetowy Plan Starachowic

25 III 2003

Afery Wacława P. ciąg dalszy. Odcinek piąty...

Tygodnik Starachowicki nr 13 z dn. 25 III 2003

Naczelnik w sądzie. Potajemna sprzedaż

- Czy przed sprzedażą budynku kina "Robotnik" wraz z działką, znany był panu problem dojazdu przez ten teren do posesji położonych w sąsiedztwie? - dociekał sąd podczas przesłuchania naczelnika Urzędu Miejskiego Wacława P.

W czwartek, 20 marca odbyła się pierwsza rozprawa. Oskarżonym, przez ostrowiecką prokuraturę z kodeksu karnego jest Wacław P., naczelnik wydziału gospodarki nieruchomościami UM w Starachowicach. Prokurator w akcie oskarżenia zarzucił mu, że wprowadził w błąd Radę Miejską, informując iż budynek "Robotnika" zostanie sprzedany spółce będącej dzierżawcą, podczas gdy nabyły go inne osoby. Prokuratura kwestionuje w tym wypadku sprzedaż bezprzetargową tej nieruchomości.
Wszystko zaczęło się...
w 1997 roku, kiedy dwaj wspólnicy Bogdan P. i Krzysztof S. wydzierżawili od gminy budynek byłego kina. Od nieruchomości i działki, na której jest położona odprowadzali do kasy miejskiej podatki. W następnym roku wystąpili z wnioskiem do władz o sprzedaż im tego obiektu wraz z placem, na którym się znajduje.
- Wniosek, w kwietniu 1998 roku rozpatrywał Zarząd Miasta i zaopiniował go pozytywnie. Ustalił cenę sprzedaży na 270 tys. zł. Pracownicy mojego wydziału przygotowali projekt uchwały o przeznaczeniu budynku wraz z działką do sprzedaży, który przedstawiłem na posiedzeniu Rady Miejskiej. Rada podjęła uchwałę. Na wniosek zainteresowanych cena została obniżona do 230 tys. zł - zeznawał naczelnik przed sądem. Argumentował, że przepisy zezwalają na bezprzetargową sprzedaż nieruchomości dzierżawcy, stąd niekonieczne było ogłaszanie przetargu na ten obiekt.
Ale w listopadzie 1999 roku, na dwa miesiące przed sprzedażą "Robotnika" jeden ze wspólników K. S. wystąpił ze spółki. Zastąpiła go matka Bogdana P. - Krystyna P. Spółce w tym składzie gmina sprzedała budynek po kinie wraz z otaczającym go placem. Prokurator kwestionował, dlaczego naczelnik nie poinformował przed sprzedażą, że zmienił się skład osobowy spółki. Czy w tym wypadku nie było konieczne ogłoszenie przetargu?
- Uznaliśmy, że nie miało to większego znaczenia dla sprawy - twierdził naczelnik.
Zostaliśmy bez dojazdu
Byłe kino wraz placem zostało sprzedane w styczniu 2000 roku, a w kwietniu do UM dotarło pismo od mieszkańców z sąsiednich posesji o ustanowienie drogi koniecznej. Okazało się bowiem, że nie mają jak dostać się do swoich domostw.
- To pismo było bezprzedmiotowe, bo teren został sprzedany. Wcześniej mieszkańcy nigdy nie występowali w tej sprawie - skomentował naczelnik.
- Od kilkudziesięciu lat przez teren koło kina dojeżdżaliśmy do swoich posesji. Od lat staraliśmy się też o wykup tych terenów. Zawsze odmownie. Dlatego tak wielkim zaskoczeniem było dla nas, że właściciel "Robotnika" zaczął nagle układać krawężniki wokół placu. Stąd dopiero dowiedzieliśmy się, że budynek wraz z całym placem został sprzedany. Czy tak się postępuje z ludźmi? - pytała kobieta z grupy mieszkańców, którzy złożyli do Prokuratury doniesienie na przekroczenie uprawnień przez naczelnika.
- Nikt nas wcześniej nie poinformował, że obiekt przeznaczony jest do sprzedaży, a wraz z nim plac, na którym w planach miejskich widnieje pasaż dla pieszych. Drogi wprawdzie w planach nie ma, ale czy urzędnicy nie wiedzieli, że od lat tamtędy dojeżdżamy do naszych budynków? - oburzał się starszy mężczyzna.
- Teraz pan P. twierdzi, że nie wiedział dokładnie iż teren ten pełnił rolę drogi dojazdowej do naszych posesji. Osobiście był u nas na wizji lokalnej z prezydentem Wierzbickim. Mamy na to dokumenty. Ten pan kłamie. Dobrze wiedział, co i komu sprzedaje - zarzucali zeznaniom sądowym naczelnika mieszkańcy Wierzbnika podczas przerwy w rozprawie. Sześcioro z nich pełni rolę oskarżycieli posiłkowych. W sprawie ma zeznawać blisko pięćdziesięciu świadków. Na kolejnej, kwietniowej rozprawie rozpoczną się przesłuchania świadków.
Oddzielnie złożyli sprawę do sądu o wytyczenie na spornym terenie drogi dojazdowej do ich posesji.
A. Staszałek

II 2003

Ukazuje się kolejna książka Aleksandra Pawelca: "Potomkowie Starzecha". Większość zawartych w tej książce opowiadań była w latach 1994-2003 opublikowana przez Tygodnik Starachowicki. [pozycja bibliograficzna pracy nr 23].
Wśród opowieści wiele jest poświęconych Wierzbnikowi, a w jednej pan Aleksander opisuje pracę dyplomową o Wierzbniku.

Dziękuję

21 I 2003

Wiadukt się "sypie":

Tygodnik Starachowicki nr 4 z dn. 21 I 2003

Gwarancja do gwarancji? Dziury do wiosny

Śmiać się czy płakać? Dziury w wiadukcie jak były tak są, choć obiekt nie jest bynajmniej wiekowy, bo latem stuknie mu zaledwie czwarty roczek. I będą! - co najmniej do najbliższej wiosny - zapowiadają gospodarze drogi.

Trasa N-S, łącząca północną część miasta z południową, nazwana Wiaduktem Księdza Prymasa Wyszyńskiego, miała być nie tylko ważną arterią ułatwiającą komunikację w mieście, ale i reprezentacyjną wizytówką naszego grodu. To druga pod względem wielkości - po szpitalu - powojenna inwestycja w Starachowicach. Tymczasem z dumy zrobił się kłopot - dla korzystających z niego i dla jego gospodarzy - Urzędu Miasta w Starachowicach. Na dziury w nawierzchni wiaduktu Księdza Prymasa Wyszyńskiego w Starachowicach narzekają - nie po raz pierwszy - przejeżdżający tamtędy kierowcy. Kilkanaście sporej wielkości wgłębień w nawierzchni drogi powoduje, że trzeba je ominąć, jeśli ktoś nie chce ryzykować oberwania resorów lub naruszenia zawieszenia. A jazda slalomem po publicznej, ruchliwej drodze - jak powszechnie wiadomo - nie służy bezpieczeństwu. TYGODNIK zapytał włodarzy terenu, co robią, żeby uporać się z dziurami w wiadukcie. Od Jerzego Ambrożego, naczelnika Wydziału Inwestycji Urzędu Miasta, usłyszeliśmy, że dziur nie ma:
- To są odpryski nawierzchni, plackowate odspojenia dywanika, który ułożony był latem 2001 r., jeszcze w ramach gwarancji. Jeden sezon zimowy gwarancja przetrwała bez przeszkód. Przy drugim, czyli w czasie tej zimy, po półtora roku znowu pojawiły się odpryski. To efekt złego przylegania nowego dywanika do starej warstwy. Widocznie nie we wszystkich miejscach równo przykleił się. Wystarczyły 2-3 centymetrowe luki, żeby teraz doszło do powstania aż takich odspojeń - wyjaśnił naczelnik Ambroży.
Przed dwoma tygodniami odbyło się spotkanie w tej sprawie pracowników wydziału Inwestycji UM, inwestora Świętokrzyskiego Zarządu Dróg Wojewódzkich i firmy - nomen omen - "Fart", wykonującej prace przy wiadukcie. W czasie spotkania ustalono, że możliwie szybko, jak tylko pozwoli na to pogoda dziury zostaną naprawione, co w praktyce oznacza przesunięcie robót do wiosny. Na razie, aby degradacja nawierzchni nie postępowała dalej, dziury zostaną zabezpieczone emulsją asfaltową.
- Właśnie wczoraj załataliśmy na zimno jedną większą dziurę w wiadukcie od strony Alei Wyzwolenia, która sprawiała tam dosyć kłopotu, utrudniała ruch - mówił przed dwoma tygodniami Robert Adamczyk z Wydziału Gospodarki Komunalnej, Lokalowej i Dróg.
A

Wiadukt w liczbach
Budowa trasy N-S w Starachowicach rozpoczęła się w 1989 r. Jednak gros prac wykonane zostało w latach 1996-99. Do użytku trasa oddana została w lipcu 1999r. Na inwestycję poszło 6 tysięcy ton betonu i prawie 900 ton stali. Projekt przygotowali naukowcy z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Wykonawcy to Przedsiębiorstwo Robót Mostowych i kielecka firma "Fart". Koszt wyniósł 35 mln złotych.

Bez komentarza

I 2003

Internetowy serwis Urzędu Miejskiego w Starachowicach udostępnia uchwały Rady Miejskiej. Oto jedna z nich:

Uchwała Nr X/17/2002
Rady Miejskiej w Starachowicach
z dnia 9 grudnia 2002 r.

w sprawie: oddania w użytkowanie wieczyste nieruchomości, położonej w Starachowicach u zbiegu ul. Targowej i Iłżeckiej wraz z nieodpłatnym przeniesieniem własności budynku.
Działając na podstawie
-art.207, art.67 ust.1, ust.3, art.72 ustawy z dnia 21 sierpnia 1997 roku o gospodarce nieruchomościami (tekst jednolity: Dz.U. z 2000 r. Nr 46 poz.543 z późn. zmianami)
-art.18 ust.2 pkt.9 lit. "a" ustawy z dnia 8 marca 1990 r. o samorządzie gminnym (tekst jednolity Dz.U. z 2001 r. Nr 142 poz.1591 z późn. zmianami)

uchwala się, co następuje:
§ 1.
Wyraża się zgodę na oddanie w użytkowanie wieczyste na 99 lat nieruchomości gruntowej oznaczonej w ewidencji gruntów jako działka nr 1373/4 o pow. 0,0150 ha ( KW 6210 ) położonej w Starachowicach u zbiegu ul. Targowej i Iłżeckiej stanowiącej własność Gminy Starachowice, wraz z nieodpłatnym przeniesieniem własności budynku, wybudowanego na tej nieruchomości z własnych środków i na podstawie pozwolenia na budowę, przez osobę, która była posiadaczem nieruchomości 5 grudnia 1990 r. i pozostawała nim nadal 1 stycznia 1998 r.
§ 2.
Nieruchomość podlega obciążeniu prawem przejazdu i przechodu na rzecz właściciela nieruchomości, oznaczonej jako działka nr 1373/5.
§ 3.
Wykonywanie uchwały powierza się Prezydentowi Miasta Starachowice.
§ 4.Uchwała wchodzi w życie z dniem podjęcia.

Przewodniczący Rady Miejskiej w Starachowicach
Kazimierz Bojara


No tak... Nie tak dawno postanowiono wyburzyć sąsiadujący z pawilonem znajdującym się na tej działce. A ohydny, pomazany bazgrołami pawilon ma pozostać! Dzięki tamtej rozbióre można było poszerzyć ulicę Iłżecką (wpis poniżej z maja 2002 i z 20 listopada 2001). Poszerzono o co najwyżej dwa metry! Dzięki rozbiórce pawilonu można było lepiej rozwiązać te skrzyżowania (wpis poniżej z maja 2002).
Znów nawala relacja miasto (sprzedaż działki) - powiat (przebudowa ulicy).

Gruntowa polityka miasta w tym zakresie nie funkcjonuje. Sprawa dojazdu za "Robotnikiem" nie ma końca, a tu jeszcze na dokładkę ten pawilon. Zamiast sporządzić plan miejscowy i ustalić przyzwoity standard zabudowy (2-3 kondygnacje z poddaszem) na odcinku Targowa - Al. A. K. (wejdą tu ze 4 budynki w szeregu - w tym 2 narożne). A tu zostawia się taki przysłowiowy wrzód na ... Przecież na to na takiej sprzedaży miasto o wiele więcej by zyskało! Ale jak nie ma planów miejscowych to tak jest. Złośliwa dygresja: nawet jakby był plan miejscowy to jestem przekonany, że ten budynek byłby postulowany do zostawienia...

14 I 2003

Tygodnik Starachowicki nr 3 z dn. 14 I 2003

Miasto i powiat dołożą. Zapłacimy za przejazd

Szlaban zostaje. Po 1 lipca 2003 roku miasto i powiat będą dokładać do jego utrzymania - to efekt ubiegłotygodniowego porozumienia lokalnych władz z przedstawicielami Polskich Kolei Państwowych.

W czwartek 8 stycznia Henryk Staniewski, dyrektor regionalny oddziału PKP Państwowych Linii Kolejowych S.A. w Lublinie odwiedził Starachowice. Asystowali mu dyrektorzy ze Skarżyska Henryk Kapłański i Marek Michta. Z rana Leszek Śmigas, dyrektor Zarządu Dróg Powiatowych w Starachowicach zapoznał gości z sytuacją na przejeździe kolejowym w rejonie ul. Targowej. Chyba nieprzypadkowo na dzień wizyty wybrano dzień targowy. Samochody co chwilę przemykały przez przejazd. Duży był też ruch pieszych. "Kolejarzom" pokazano także, że za przejazdem zlokalizowanych jest wiele firm i przedsiębiorstw.
Później zaś omawiano i uzgadniano warunki dalszego funkcjonowania przejazdu. W spotkaniu oprócz wspomnianych przedstawicieli PKP i L. Śmigasa wzięli udział starostowie Mieczysław Sławek i Andrzej Maciąg, prezydenci miasta Sylwester Kwiecień i Szymon Jarosz, przewodniczący Komisji Gospodarczej RM Jerzy Perchel, dyrektor Wydziału Komunikacji Starostwa Powiatowego Krzysztof Korus.
Wynikiem spotkania było podpisanie porozumienia pomiędzy Kolejami a władzami powiatu i miasta.
- Decyzja PKP o likwidacji przejazdu kolejowego została wstrzymana. Do 1 lipca przejazd będzie funkcjonował na starych zasadach. Po tym terminie, wychodząc naprzeciw oczekiwaniom mieszkańców miasta i powiatu, będziemy partycypować w kosztach utrzymania przejazdu - skomentował Andrzej Maciąg, wicestarosta.
- Zasady wspólnego utrzymywania przejazdu będą tematem oddzielnego spotkania. Wstępnie ustaliliśmy tylko, że powiat i miasto będą ponosiły koszty utrzymania obsługi, czyli dróżników. Wysokie kwoty, które wcześniej podało PKP (260 tys. zł rocznie miało kosztować zatrudnianie na przejeździe pięciu dróżników)zostaną zweryfikowane. Poza tym tańsze jest zdalne sterowanie rogatkami. Nie wymaga ono zatrudniania aż tylu ludzi. To wszystko będzie jeszcze uzgadniane. Najważniejsze jest to, że groźba zamknięcia przejazdu została oddalona - dodał wicestarosta.
Przypomnijmy, że na początku grudnia do Urzędu Miejskiego, Starostwa Powiatowego, Państwowej Straży Pożarnej, Policji, Pogotowia Ratunkowego dotarły pisma od skarżyskiej dyrekcji PKP, informujące, że 2 stycznia zamknięty zostanie na zawsze przejazd kolejowy w Starachowicach Wschodnich. Koleje argumentowały, że dalsze utrzymywanie przejazdu jest zbyt kosztowne, funkcje komunikacyjne będzie zaś spełniał wiadukt. Natychmiastowa reakcja władz miasta i powiatu, a także sprzeciw mieszkańców i firm działających "za szlabanem" doprowadziły do odroczenia sprawy i w rezultacie czwartkowego spotkania. Postanowiono, że szlaban zostaje.
A. Staszałek

No i jak sie okazuje problem przejazdu rozwiązano. Nasunęło mi się z tego powodu kilka refleksji dotyczących najbliższej okolicy przejazdu:

1) Nie rozumiem dlaczego nie można iść dalej po kosztach i szlabanu otwierać za pomacą pana nastawniczego z pobliskiej nastawni, zwłaszcza, że nie ma takiej złej widoczności. I co nawet dopuszczane jest w przepisach [to samo rozporządzenie, na które powoływałem się już wcześniej]:

§ 44. l. Rogatki zamykające przejazd na okres przejeżdżania pojazdu szynowego mogą być obsługiwane na miejscu lub z odległości.

2. Jeżeli miejsce obsługi rogatek jest umieszczone w odległości mniejszej lub równej 60 m od osi przejazdu, przejazd uważa się za obsługiwany na miejscu, a przy odległości większej - za obsługiwany z odległości. Odległość tę mierzy się w rzucie poziomym po osi toru.

§ 49. l. Rogatki obsługiwane z odległości powinny być wyposażone w urządzenia dające sygnały dźwiękowe, ostrzegające użytkowników drogi o mającym nastąpić zamknięciu rogatki. Sygnały te powinny być uruchamiane co najmniej na 8 sekund przed rozpoczęciem opuszczania drągów rogatek i działać do ich całkowitego opadnięcia. Urządzenia dzwonkowe powinny być słyszalne z odległości co najmniej 30 m, licząc od rogatki wzdłuż osi drogi.

2. W szczególnych warunkach uciążliwości dla otoczenia sygnałów dźwiękowych, zarząd kolei w porozumieniu z zarządem drogi, komendantem wojewódzkim Policji, organem administracji państwowej zarządzającym ruchem na drogach publicznych, a w odniesieniu do przejazdów na liniach użytku niepublicznego - z właściwą dyrekcją okręgową kolei państwowych, może odstąpić od stosowania tych sygnałów pod warunkiem zainstalowania półsamoczynnej sygnalizacji świetlnej z sygnalizatorami, uruchamianej co najmniej na 8 sekund przed rozpoczęciem opuszczania drągów rogatek.

§ 50. Rogatki obsługiwane z odległości powinny być widoczne z posterunku obsługującego i umożliwiać na miejscu podniesienie opuszczonych drągów rogatkowych. Odległość rogatek od posterunku obsługującego nie powinna być większa niż 1000 m; przy zastosowaniu urządzeń telewizji przemysłowej odległość ta może być zwiększona; z jednego posterunku mogą być obsługiwane rogatki kilku przejazdów.


Może to kwestia:
1. nie wysyłania na zasiłek załogi dróżników (bo po kilku miesiącach ewentalne przeróbki by się zwróciły) lub
2. pana (może pani) nastawniczego, który ma dużo do do nastawiania na takiej węzłowej stacji jak Starachowice Wschodnie
3. nieznajomości w/w paragrafów...

7 I 2003

Tygodnik Starachowicki nr 2 z dn. 7 I 2003

Wyrok odroczony? Szlaban zostaje

- Sprawa już przesądzona. 2 stycznia do Starachowic przyjadą sokiści z PKP, by zamknąć przejazd. To nieoficjalna odgórna decyzja wiceministra Muszyńskiego, do którego nasi włodarze zwrócili się z prośbą o pomoc. Będą czekać na odpowiedź, podczas, gdy sprawa jest właściwie przesądzona - mówiła rozmówczyni w redakcji TYGODNIKA w poniedziałek 30 grudnia. Zgodnie z zapowiedziami PKP, 2 stycznia szlaban miał opaść na zawsze.

Między torami przy ul. Targowej leżą ponoć szyny, którymi przejazd ma być zaspawany na zawsze.
Zawiadomienia z Zakładu Linii Kolejowych w Skarżysku, że "z dniem 2 stycznia 2003 r. nastąpi likwidacja przejazdu kolejowego stanowiącego skrzyżowanie z drogą kołową leżącą w ciągu ulicy Targowej w miejscowości Starachowice" otrzymały w grudniu: Pogotowie Ratunkowe, Straż Pożarna, Policja, MZK i PKS, a także Urząd Miejski , Starostwo Powiatowe i Zarząd Dróg Powiatowych.
Władze miasta złożyły pismo w obronie przejazdu do wiceministra infrastruktury.
30 grudnia temat był jeszcze dyskutowany na sesji Rady Powiatu i Rady Miejskiej. Prezydent Sylwester Kwiecień poinformował, iż decyzją ministra infrastruktury sprawa zamknięcia przejazdu kolejowego w rejonie ulicy Targowej w Starachowicach została odroczona do 19 stycznia, 6-ego zaś ma przyjechać z ministerstwa komisja, która oceni sytuację.
- Jeśli dojdzie do zamknięcia przejazdu, podamy kolej do Prokuratury. Według przepisów, PKP powinny uzgodnić zamknięcie przejazdu z zarządcą drogi. W tym wypadku chodzi o Zarząd Dróg Powiatowych. Żadnych uzgodnień z nikim nie było. Wszyscy zostali tylko poinformowani o fakcie - powiedział prezydent.
PKP tłumaczy decyzję likwidacji przejazdu wysokimi kosztami utrzymania przejazdu - 300 tys. zł w skali roku. Z tej kwoty ponad 260 tys. zł to koszt wynagrodzenia pięciu dróżników obsługujących przejazd. Argumentuje również, że Starachowice mają wiadukt, którym odbywa się komunikacja między północną i południową częścią miasta i dalsze utrzymywanie przez kolej przejazdu jest zbędne.
- Koszty te są chyba przesadnie wygórowane. Wynika z tego, że miesięcznie jeden dróżnik zarabia ponad 3 tys. zł - skomentował wicestarosta powiatu Andrzej Maciąg.
Jak się okazuje przejazd kolejowy obsługuje pięcioro dróżników. Pracują na 12-godzinne zmiany i zarabiają średnio 1 tysiąc zł. Mówią, że to praca nie ciężka, ale bardzo odpowiedzialna. W ciągu doby przejazd opuszczają i podnoszą około 40 razy. Tyle pociągów osobowych i towarowych przejeżdża bowiem przez Starachowice. Byli przygotowani, że 2 stycznia będą ostatni raz w pracy, ale dostali pismo o nowym terminie - 19 stycznia. Są to ludzie młodzi z kilku i kilkunastoletnim stażem pracy w PKP. Liczą, że zostaną im przydzielone inne obowiązki i nie zostaną zwolnieni z pracy.
- Koleje zachowują się bardzo nieodpowiedzialnie i niepoważnie. 23 grudnia otrzymaliśmy pismo o wspólnym spotkaniu na przejeździe, które miało się odbyć 20 grudnia. Jak mogliśmy wziąć w nim udział? - pytał S. Kwiecień.
W imieniu około dwustu mieszkańców osiedli Wierzbowa, Trzech Krzyży i Działki oraz 36 małych i średnich przedsiębiorstw zlokalizowanych przy ul. Kanałowej, Radoszewskiego, 17 Stycznia oraz Spółdzielczej wystąpił na sesji radny Jerzy Perchel, przewodniczący komisji gospodarczej. Zaprotestował przeciwko zamknięciu szlabanu, gdyż przyniesie to dotkliwe straty dla firm, mieszkańców i budżetu miasta.
"Zamknięcie przejazdu spowoduje odcięcie ponad trzydziestu firm od północnej części miasta, co zdecydowanie pogorszy ich możliwości działania. Biorąc kredyty, zatrudniając pracowników, inwestując wszystkie swoje oszczędności - nie uwzględniały i nie dopuszczały takiej możliwości, że mogą być odcięci od swoich klientów. Może to spowodować spadek cen nieruchomości w tym rejonie, co może doprowadzić nawet do procesów sądowych, gdyż ta sytuacja nie wynikła z winy przedsiębiorców czy mieszkańców tej części miasta. Skupione tu firmy zatrudniają łącznie ponad 400 osób, płacą podatki od nieruchomości.
Wśród tych firm są m.in. takie, które po zamknięciu przejazdu stracą rację bytu, tracąc swoich klientów. Może to być przyczyną zwolnienia około 95 osób.
Wykonane pomiary natężenia ruchu, wskazują na znaczny wzrost ruchu pojazdów przez ten przejazd, mimo tego, że wybudowany wiadukt przejął znaczną część ruchu samochodowego. Ten znaczny wzrost ruchu pojazdów przez przejazd kolejowy świadczy o tym, że dla właściwego funkcjonowania miasta, targowiska, zlokalizowanych tam firm i ich klientów oraz zamieszkałych tam mieszkańców - przejazd ten musi być dalej czynny, gdyż jest niezwykle potrzebny." - powiedział Jerzy Perchel. Jego interpelację podpisało 37 firm "zza przejazdu".
2 stycznia koło przejazdu kolejowego było spokojnie. Samochody i piesi bez problemu pokonywali tory. Zainteresowani sprawą mieszkańcy miasta pytali dróżniczkę, czy decyzja została odwołana. "Do 19 stycznia" - odpowiadała przejazdowa.
Co będzie po tym terminie? Władze miasta i powiatu zapowiadają, że nie ustąpią, że będą walczyć o utrzymanie przejazdu.
Anita Staszałek

Mieszkańcom bardzo potrzebny jest przejazd na ul. Targowej, a kolej musi szukać oszczędności. Według ministerialnych przepisów, jeśli w odległości do 3 km od przejazdu jest wiadukt, to można nie utrzymywać strzeżonego zaporami przejazdu. Teoretycznie PKP mogłaby więc zamknąć również szlabany w Starachowicach Zachodnich! Dlatego potrzebne jest porozumienie powiatu z kolejami. Jeśli trzeba będzie podzielić się kosztami utrzymania dróżników, urzędnicy nie powinni się upierać. Dla dobra mieszkańców.
J.B.


Afery z "Robotnikiem" ciąg dalszy... W tym samym numerze Tygodnika czytamy:

W sprawie "Robotnika". Naczelnik oskarżony

Naczelnik wydziału Urzędu Miejskiego w Starachowicach Wacław P. oskarżony został o działanie na szkodę interesu publicznego i osób prywatnych. W Sądzie Rejonowym w Starachowicach toczyć się będzie sprawa karna przeciwko urzędnikowi.

Proces dotyczy sprzedaży byłego kina "Robotnik" w Wierzbniku. Ośmiu właścicieli nieruchomości sąsiadujących z budynkiem kina złożyło w grudniu 2000 roku wniosek do starachowickiej Prokuratury Rejonowej o zbadanie sprawy jego sprzedaży, gdyż dopatrzyło się w niej wielu nieprawidłowości. Miejscowa prokuratura nie przyznała racji mieszkańcom. Ci odwołali się do Prokuratury Okręgowej w Kielcach, która zleciła dochodzenie w tej sprawie Prokuraturze Rejonowej w Ostrowcu Świętokrzyskim. Ostrowieccy prokuratorzy znaleźli na tyle poważne błędy, że zdecydowali się oskarżyć naczelnika P.
W sporządzonym akcie oskarżenia Wacław P., naczelnik UM występuje jako oskarżony z art. 231, par. 1 kodeksu karnego. Prokuratura, po przeprowadzonym dochodzeniu zarzuca mu, że od grudnia 1998 r. do 3 stycznia 2000 roku pełniąc funkcję naczelnika wydziału gospodarki nieruchomościami UM w Starachowicach przekroczył swoje uprawnienia w czasie rozpatrywania indywidualnego wniosku Bogusława P. w sprawie kupna kina "Robotnik". Wprowadził w błąd Zarząd Miasta i radnych podając, że chodzi o spółkę "Sobo" Bogusława P. i Krzysztofa S., a wniosek o kupno był indywidualny. Przez to doprowadził do sprzedaży problemowej nieruchomości 3 stycznia 2000 roku małżeństwu Bogusławowi P. i Krystynie P., chociaż prawnie mógł ją nabyć albo Bogusław P., albo Krzysztof S. Naczelnik wprowadził również w błąd odnośnie przesłanek prawnych o sprzedaży budynku po kinie w drodze bezprzetargowej. Tym samym działał na szkodę interesu publicznego i ośmiu osób prywatnych, które po sprzedaży budynku kina mają utrudniony dojazd do własnych posesji. TYGODNIK pisał już o tym dwukrotnie.
"Funkcjonariusz publiczny, który, przekraczając swoje uprawnienia lub nie dopełniając obowiązków, działa na szkodę interesu publicznego lub prywatnego, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3" - podaje art. 231, par. 1 kk.
Akt oskarżenia przeciwko Wacławowi P. trafił już do Sądu Rejonowego w Starachowicach.

17 XII 2002

P.K.P. chce zlikwidować przejazd kolejowy znajdujący się... pod wiaduktem

Tygodnik Starachowicki nr 41/52 z dn. 17 XII 2002

W okolicy targowicy. Szlaban na zawsze?

Czy przejazd kolejowy w okolicy starachowickiej targowicy zostanie zamknięty na zawsze? Polskie Koleje Państwowe oznajmiły, że skoro miasto ma wiadukt, dalsze utrzymywanie przejazdu przy ul. Targowej jest bezzasadne. Władze miasta i powiatu protestują przeciwko takiemu rozwiązaniu.

Temat wrócił po trzech latach. Pierwszy raz podobne oświadczenie dyrekcji ds. eksploatacji infrastruktury PKP w Skarżysku-Kamiennej dotarło do Starachowic w sierpniu 1999 roku, a sam pomysł likwidacji przejazdu miał się pojawić z chwilą rozpoczęcia budowy wiaduktu. Koleje argumentowały, że dalsze utrzymywanie przejazdu jest zbędne, a wiążą się z nim koszty energii elektrycznej, utrzymania budynku i zatrudnienia pięciu dróżników. Jeżeli powiat stoi na stanowisku utrzymania przejazdu, powinien przejąć jego koszty - sugerował ówczesny dyrektor PKP w Skarżysku. Sprzeciw wobec takiego rozwiązania postawiły władze powiatu. Sprawa ucichła do grudnia bieżącego roku. Do urzędu powiatowego znowu wpłynęło pismo ze skarżyskich kolei, w którym dyrekcja wraca do tematu zamknięcia przejazdu dla ruchu kołowego i pieszego z dniem 1 stycznia 2003 roku.
- Koleje argumentują, że likwidują przejazd z uwagi na wysokie koszty jego utrzymania. Sugerują, że wiadukt rozwiązuje komunikację między północną i południową część miasta. Podali, że roczne utrzymanie to dla nich koszt 290 tys. zł, z czego 260 tys. pochłania zatrudnienie dróżników. - Według mnie są to trochę wyolbrzymione sumy - mówi Andrzej Maciąg, wicestarosta starachowicki. - Po spotkaniu zarządu powiatu z zarządem miasta, przygotowaliśmy odpowiedź dla PKP w Skarżysku i dyrekcji generalnej w Lublinie, w której sprzeciwiamy się likwidacji przejazdu. Pismo to wysłaliśmy też do wiceministra infrastruktury Muszyńskiego. Argumentujemy w nim, że zamknięcie przejazdu skomplikowałoby komunikację w mieście, zwłaszcza w dni targowe. Przejazd jest przecież blisko targowicy. Dziennie przejeżdża tamtędy 8 tysięcy samochodów i jest to centrum miasta, nie obrzeża. Za przejazdem przy ul. Radoszewskiego i 17 stycznia zlokalizowanych jest wiele firm, do których dojazd byłby z chwilą zamknięcia przejazdu utrudniony - dodał wicestarosta.
Czy wraz z nowym rokiem z północnej na południową część miasta będzie można dostać się tylko przez wiadukt lub przejazd w Starachowicach Zachodnich?
Według zapowiedzi dyrekcji PKP ze Skarżyska-Kamiennej ich stanowisko jest ostateczne. W 1999 roku odstąpili od zamknięcia przejazdu z uwagi na fakt, że nie zainstalowana była jeszcze sygnalizacja świetlna, nie było jeszcze łącznika między wiaduktem a ul. Iłżecką. Na początku nowego roku przejazd zostanie zlikwidowany.
- Zaleca takie rozwiązanie rozporządzenie Rady Ministrów z 1996 roku w przypadku, gdy komunikację rozwiązuje wiadukt. Mieszkańcy na tym nie ucierpią, z czasem przyzwyczają się do nowej organizacji ruchu. Utrzymanie przejazdu rocznie kosztuje PKP blisko 300 tys. zł - poinformował Marek Michta, zastępca dyrektora ds. technicznych PKP w Skarżysku-Kamiennej.
A. Staszałek

Podczas pracy zastanawiałem się nad tym problemem. A co stanowi prawo?
"Rozporządzenie Ministra Transportu i Gospodarki Morskiej w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać skrzyżowania linii kolejowych z drogami publicznymi i ich usytuowanie" z dnia 26 lutego 1996 r.:


Rozdział I
(...)
6.1. Skrzyżowanie dwupoziomowe należy projektować w sposób umożliwiający likwidację przejazdów znajdujących się w odległości do 3 km z każdej strony wybudowanego skrzyżowania dwupoziomowego [czyli teoretycznie można zlikwidować przejazd przy ul. Radomskiej]
6.2. Zaniechanie likwidacji lub zamknięcia dla ruchu drogowego dotychczasowych przejazdów po wybudowaniu skrzyżowania dwupoziomowego wymaga zgody zarządu kolei, wyrażonej w porozumieniu z zarządem drogi [a takowy - z tego co mi wiadomo - nie wyraża zgody]

Wracając do pracy dyplomowej. Problem przejazdu rozwiązałem krótko: likwidacja. Przy założeniu przebudowy ulicy Spółdzielczej wynika że w obecnym miejscu przejazd byłby niebezpieczny.Zanim powstał projekt przeprowadziłem analizy zmiany położenia przejazdu na przedłużeniu ulicy Ciasnej (a z drugiej strony przejazdu - Sadowej), w miejscu gdzie jest więcej miejsca na skrzyżowanie. Część tych rysunków można zobaczyć w dziale szkice. W opisie pracy dyplomowej zastrzegłem możliwość przeniesiena (po odpowiednich profesjonalnych analizach) przejazdu w inne miejsce. Przenosiny oczywiście mają sens tylko w przypadku przebudowy ulicy Ciasnej i Spółdzielczej oraz wyrażenia zgody zarządu kolei.

26 XI 2002

Jest nadzieja na reaktywowanie starachowickiej kolejki wąskotorowej!

Tygodnik Starachowicki nr 48 z dn. 26 XI 2002

Kolejka wąskotorowa. Będzie atrakcją?

Trwają rozmowy między Starostwem Powiatowym a dyrekcją PKP i Fundacją Kolei Wąskotorowych na temat przejęcia linii kolejki Starachowice -Iłża i wykorzystanie jej do celów turystycznych.

Początkiem starań o uatrakcyjnienie naszego powiatu przez reaktywację w celach turystycznych kursów kolejki wąskotorowej Starachowice - Iłża było porozumienie zawarte na początku września tego roku między Zarządem Powiatu a dyrekcją Kolei Dojazdowej w Warszawie. Na początku listopada odbyło się kolejne spotkanie, na którym zainteresowane strony przedstawiły swoje warunki i oczekiwania już co do konkretnych rozstrzygnięć.
Starostwo może kupić przy wsparciu Fundacji tabor kolejowy od PKP i poddać go renowacji. W planach jest zakup trzech wagonów i lokomotywy. Sprowadzone byłyby z różnych części kraju. W tej chwili trwają negocjacje co do ceny. Przypomnijmy, że 22 października Minister Infrastruktury wyraził zgodę na rozporządzenie elementami trwałymi majątku kolei dojazdowych na rzecz powiatu starachowickiego.
Jednak zanim Starostwo uruchomi kursy, będzie musiało również uzupełnić brakujące podkłady i tory kolejki wąskotorowej, które od lat notorycznie są rozkradane. W ubiegłym tygodniu komisja ze Starostwa Powiatowego przeprowadziła kontrolę stanu kolejki. Okazało się, że na długości 19,5 km kolejki wąskotorowej na trasie Starachowice-Iłża aż 2,5 km torów i podkładów jest rozkradzione.
- Najgorzej sytuacja przedstawia się na odcinku Lubienia-Lipie - poinformował rzecznik starostwa Marcin Bondarowicz.
W pierwszym etapie tworzenia Starachowickiej Kolei Dojazdowej zaplanowano uruchomienie przejazdów na trasie Starachowice- Lipie, więc konieczność uzupełnienia brakujących elementów jest szczególnie ważna.
A

23 VII 2002

Mija kolejny rok konfliktu wokół byłego kina "Robotnik".

Tygodnik Starachowicki nr 30 z dn. 23 VII 2002

Kolegium poparło mieszkańców. Nie będzie dyskoteki?

Samorządowe Kolegium Odwoławcze uwzględniło skargę mieszkańców na decyzję Gminnej Komisji ds. Rozwiązywania Problemów Alkoholowych i nakazało cofnąć koncesję na sprzedaż alkoholu w dyskotece i kawiarni mieszczącej się w pomieszczeniach po byłym kinie "Robotnik". Co na to właściciel? Będzie się odwoływał.

Sąsiedzi dyskoteki w byłym kinie "Robotnik" mogą mówić o małym sukcesie. Ich odwołanie od decyzji Gminnej Komisji do Spraw Rozwiązywania Problemów Alkoholowych w Starachowicach zostało pozytywnie rozpatrzone przez Samorządowe Kolegium Odwoławcze 10 czerwca. Od kilku lat ich spokój i bezpieczeństwo było zakłócane przez bywalców dyskoteki. W związku z cofnięciem firmie "Sobo" będącej właścicielem lokalu zezwoleń na sprzedaż piwa, wina i wódki Wydział Rozwoju Gospodarczego nakazał zwrócić koncesję.
- Właściciel ma ważne zezwolenia na wszystkie alkohole do stycznia 2004. Po przyjściu decyzji z Kielc z Samorządowego Kolegium Odwoławczego zwrócił się do nas z podaniem, aby mógł kontynuować działalność do czasu rozstrzygnięcia sprawy przez sąd. Nie mogliśmy się na to zgodzić. Nie zwrócił zezwoleń, ale zawiesił od 25 czerwca działalność gospodarczą lokalu "AS"- wyjaśnia Tadeusz Ciok, pracownik Urzędu Miejskiego.
Właściciel uznał, że decyzja Kolegium jest niezgodna z prawem i postanowił skorzystać z przysługującej mu możliwości zaskarżenia decyzji do Naczelnego Sądu Administracyjnego w Krakowie.

Co przeszkadzało?
Mieszkańcy osiedla "Wierzbnik" oraz przedsiębiorcy prowadzący działalność w okolicy feralnej dyskoteki informowali już kilkakrotnie Urząd Miejski o powtarzających się zakłóceniach ładu i porządku, niszczeniu mienia przez będących pod wpływem alkoholu klientów dyskoteki. Takie informacje docierały do Zarządu Miasta już od grudnia 1999 r. W kwietnia 2001 r. grupa 11 mieszkańców zwróciła się o podjęcie działań mających na celu zmniejszenie uciążliwości lokalu gastronomicznego i jednocześnie kawiarni i dyskoteki w jednym. Domagali się zakazu sprzedaży alkoholu i prowadzenia dyskoteki oraz skrócenia czasu otwarcia lokalu do godz. 22-ej.
W najbliższej okolicy dyskoteki w ciągu tylko sześciu miesięcy 2001 r. policja odnotowała siedem przestępstw, 14 wykroczeń i 18 interwencji okolicznych mieszkańców. Przestępcze działania dotyczyły klientów lokalu oraz osób sąsiadujących bezpośrednio z lokalem. Pobity został m.in. pracownik pobliskiej piekarni, zniszczony został samochód przez skaczących po nim rozochoconych młodzieńców. Co rusz zdarzały się w tej okolicy rozboje i bójki, których sprawcami byli klienci dyskoteki. Często dochodziło do wybicia szyb, niszczenia elewacji, czy nawet do załatwiania potrzeb fizjologiczych pod gołym niebem. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że lokal był miejscem spotkań handlarzy narkotyków.
Po interwencjach mieszkańców Wierzbnika gmina zobowiązała właścicieli lokalu do zwiększenia nadzoru nad osobami wychodzącymi z dyskoteki w celu zapobieżenia zakłóceniom porządku publicznego. Jednorazowo w dyskotece przebywa około 200 osób. Do pilnowania porządku zatrudnionych jest trzech ochroniarzy. Mimo pouczeń sytuacja nie uległa poprawie. Jak twierdzą sąsiedzi, sytuacja wokół lokalu uległa jeszcze pogorszeniu, mimo że policja kierowała więcej patroli w te okolice.
Ograniczyć zagrożenie
Pod koniec czerwca ubiegłego roku aż 67 mieszkańców zwróciło się o likwidację lokalu, podając liczne przykłady szkód, jakich w tym rejonie dokonuje młodzież po wyjściu z dyskoteki. Komisja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych nie zgodziła się na cofnięcie zezwoleń. Było to w sierpniu 2001 r. Przyjęła argumentację właściciela, że niszczenie mienia należy przypisać osobom od lat tam mieszkającym, a pijackie burdy i awantury mogą wywoływać ludzie młodzi, którzy przyjeżdżają z sąsiednich dyskotek - niedaleko znajdują się przystanki MZK i PKS. Komisja wnioskowała o skrócenie czasu pracy lokalu do 22-ej i zamknięcie przejścia pieszego od ul. Kilińskiego do lokalu, gdzie często właśnie dochodzi do zakłóceń porządku. Stwierdziła, że w razie braku poprawy ponownie rozpatrzony zostanie wniosek o cofnięcie zezwoleń. Mimo braku poprawy sytuacji gmina umorzyła postępowanie uzasadniając, że zebrany materiał dowodowy nie wskazuje, żeby zakłócenia porządku publicznego w najbliższej okolicy były związane ze sprzedażą alkoholu w dyskotece, a wątpliwości, które powstały w trakcie postępowania, nie mogą być tłumaczone na niekorzyść posiadających zezwolenie na sprzedaż alkoholu. Ponownie na początku stycznia tego roku mieszkańcy osiedla wnioskowali cofnięcie zezwoleń. Tym razem zaskarżyli decyzję gminy do Samorządowego Kolegium Odwoławczego, które uznało rację mieszkańców. Zdaniem Kolegium zastanowienie budzi fakt, że KdsRPA najpierw uznała, że należy ograniczyć zagrożenie wokół lokalu przez zamknięcie przejścia i ograniczenie czasu pracy do 22-ej, a później stwierdza, że nie ma związku między zakłócaniem porządku a zachowaniem klientów dyskoteki. Zgodnie z ustawą o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi zezwolenie cofa się w przypadku m.in. powtarzającego się w miejscu sprzedaży lub najbliższej okolicy zakłócania porządku w związku ze sprzedażą napojów alkoholowych przez daną placówkę.
(i)

25 VI 2002

Tygodnik Starachowicki nr 26 z dn. 25 VI 2002

Kostka z ul. Armii Krajowej. Bez składu i ceny?

Mieszkańcy Starachowic co pewien czas zwracają się do redakcji TYGODNIKA z pytaniem o los kostki brukowej zdjętej z Alei Armii Krajowej. Zdaniem niektórych ozdobiła już wiele prywatnych dróżek i podjazdów. Poszliśmy tropem tych pytań.
Niebawem minie rok, odkąd z remontowanej ul. Armii Krajowej w Starachowicach robotnicy zdjęli kostkę brukową, a na jej miejsce wylali asfalt. Zdjęta kostka granitowa została na podstawie umowy przekazana przez Starostwo Powiatowe gminie Starachowice w zamian za budowę chodnika przy ul. Armii Krajowej. Wartość tej transakcji wyceniona była na ponad 51 tys. zł. W umowie między gminą a starostwem przewidziane było z przeznaczenie zdjętej kostki na planowany - w bliżej nie sprecyzowanej przyszłości - remont Rynku. Starachowicki rynek miał być wybrukowany kostką, ozdobiony stylowymi lampami i ławkami i jako taki miał być wizytówką miasta. Na razie jednak takie działania nie zostały zaplanowane w budżecie.
900 ton kostki (taką wagę podają urzędnicy) składowane jest na terenie Zakładu Robót Publicznych w Starachowicach. I nie jest ona starannie ułożona, a rzucona na pryzmę i przesypana piaskiem. Tak magazynowaną kostkę można łatwo i niepostrzeżenie rozkraść. Ale właścicielowi chyba za bardzo nie zależy na majątku, skoro nie zna nawet jej wartości. Jak poinformował Marek Barański, rzecznik prasowy Urzędu Miejskiego jej wartość nie jest określona, a tym samym jest nieznana.

Pisałem już o tym 16 VII 2001 roku (wpis poniżej). Póki co nie ma "przecieków" o nielegalnym wykorzystaniu kostki.

18 VI 2002

Praca dyplomowa o Wierzbniku dostała I wyróżnienie w dorocznym konkursie organizowanym przez Towarzystwo Urbanistów Polskich na najlepsze prace dyplomowe z zakresu urbanistyki i planowania przestrzennego. Konkurs organizowany przy współudziale Urzędu Mieszkalnictwa i Rozwoju Miast. Zobacz dyplomy

10 VI 2002

Ujednolicenie wyglądu stron

V 2002

Trwają prace wykończeniowe przy wyremontownym odcinku ulicy Iłżeckiej (od Targowej do Alei Armii Krajowej).

Niestety uważam, że to bubel. Nie trzeba być inżynierem komunikacji (ani nawet posiadać prawa jazdy), żeby stwierdzić, że ta przebudowa nie spełnia oczekiwań. Już nawet przystaję na to, że będzie trudniej wycofać płynnie ruch na trasie odciążającej Rynek (patrz poniżej wpis komentarza z 20 listopada 2001). Poprostu pieniądze wydano na niedostateczne rozwiązanie. Krótki odcinek Iłżeckiej między Al. A. K. i Targową powinien mieć (przy takiej konfiguracji skrzyżowań w bliskiej odległości) pięć pasów ruchu (trzy w kierunku wschodnim - dla skręcających w lewo na Aleję, prosto na Iłżecką i dla skręcających na prawo na wiadukt; dwa w kierunku zachodnim - dla skręcających w lewo w Targową i prosto dla jadących w kierunku Rynku; oczywiście po środku powinna być wysepka). A po przebudowie są tylko trzy pasy ruchu. A ruch na Targowej - jak to wykazują statystyki Starostwa - ciągle rośnie i ponownie jest w tym rejonie ciasno. Nie wspomnę o aferze ze zburzonym domem. Dla pełnego rozwiązania należałoby wyburzyć pomazany, stojący okrakiem pawilon, jednak ktoś postanowił go oszczędzić. Można porównać co (kto) dla władzy bardziej się liczy...

7 V 2002

Obszerniejszą relację ze spotkań upamiętniających wierzbnickich Żydów prezentuje Tygodnik Starachowicki

Tygodnik Starachowicki nr 20 z dn. 7 V 2002

Pamięci Żydów Wierzbnika. Kadysz na Kirkucie

Modlitwą za zmarłych, za ofiary Holokaustu, na cmentarzu żydowskim kilkuset Żydów przybyłych z całego świata uczciło pamięć pomordowanych rodaków ze Starachowic-Wierzbnika.

Ze wszystkich stron
Do Starachowic przyjechali z wielu stron świata: z Izraela, Kanady, Stanów Zjednoczonych. Na Kirkucie chcieli raz jeszcze wskrzesić pamięć o swoich bliskich, o tragicznych chwilach Holokaustu - zagłady która dotknęła ich rodziny. Chcieli uczcić bestialsko zamordowanych przez Niemców braci. Przybyła też młodzież z Izraela oraz spora starachowiczan. Nad grobami przy ul. Bieszczadzkiej kadysz - modlitwa za zmarłych rozpoczęła uroczystości. Żydzi na mogiłach rozsypali ziemię przywiezioną z Ziemi Obiecanej. Wśród modlących się byli też nasi rodacy, miejscowi księża, członkowie ziomkostwa Żydów Starachowickich w Izraelu i Kanadzie, przedstawiciele Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów. Wielu przyjezdnych nie kryło łez. Margie Levitt z Kanady na mogiłach długo "składa" hebrajskie napisy. Co chwilę wyciera płynące po policzkach łzy - Nie, nie mam tu taty, ani matki. Wzrusza mnie to, co tu się stało przed prawie sześćdziesięcioma laty. To leżą nasi bracia - mówi cicho i powoli - mój dziadek i babcia byli więźniami Treblinki - dodaje.

Stojąc na Kirkucie
- Dlaczego tu jesteśmy? - pyta ksiądz profesor Michał Czajkowski, członek Komitetu Episkopatu ds. Dialogu z Judaizmem, współprzewodniczący Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów. - Jest to uroczystość świecka, polsko-żydowska. Wspominamy Żydów, którzy tu żyli, tu mieszkali przez wieki, tu pracowali, modlili się i tu też zostali zabici. Ta uroczystość, dla nas chrześcijan ma też wymiar religijny, bo nie zapominamy jakie więzi łączą chrześcijaństwo z judaizmem. Papież Jan Paweł II powiedział w synagodze rzymskiej, że religia żydowska nie jest dla religii chrześcijańskiej rzeczywistością zewnętrzną lecz należy do jej wnętrza. Nasze korzenie chrześcijańskie sięgają tych żydowskich. Mamy wspólną Biblię, Boga i dlatego my chrześcijanie włączamy się w tego rodzaju uroczystości - wierni Ewangelii i nauczaniu papieskiemu. Świadomi jesteśmy naszych chrześcijańskich i polskich win wobec naszych starszych braci. Te winy przypomina nam także papież. Za nie przepraszał wkładając akt skruchy w szczelinę Ściany Płaczu w Jerozolimie. Nasza chrześcijańska obecność tutaj jest wyrazem solidarności z tymi zamęczonymi i aktem skruchy za to, czego chrześcijanie dokonali na Żydach. Chcemy być znakiem lepszej przyszłości. Stajemy nad grobami nie po to żeby zamykać przeszłości, ale żeby pokazać - zwłaszcza młodym, że w przyszłości należy budować lepsze relacje między Polakami i Żydami. To jest nasz chrześcijański obowiązek. - Modlitwa łączy, więc przyszliśmy się pomodlić za naszych braci. chcielibyśmy aby związki wynikłe ze wspólnej wiary były najważniejsze - dodał ksiądz Tadeusz Czyż, proboszcz parafii Świętej Trójcy w Starachowicach.

Pamiętam
-Tu się urodziłem tu też wychowałem - wspomina Haward Chandler - tu się uczyłem i skończyłem trzy klasy. Niestety tylko tyle, ponieważ po wybuchu wojny "żydkom" nie wolno się było uczyć. W czterdziestym roku podobnie jak inni wierzbniccy żydzi mieszkałem w getcie. Najpierw pracowałem w starachowickich zakładach na stalowni, później na Wielkim Piecu stamtąd trafiłem do Oświęcimia, później do Buchenwaldu i Trezinstadu w Czechosłowacji. Udało mi się przeżyć, doczekać wyzwolenia. Wciąż jednak widzę jak śmierć zbiera żniwo, jak giną moi bracia. Doskonale pamiętam moment wysiedlenia. To było 27 listopada. Wypędzono nas na Rynek. Podzielono nas na trzy grupy - pracujących na zakładach, strzelnicy i Majówce. To były chwile, których nie da się zapomnieć. To był początek wielkiego dramatu Żydów, który przyszło nam przeżyć - wspomina.

Izba Pamięci
Kolejnym etapem uroczystości było otwarcie Izby Pamięci Żydów Wierzbnika. Starachowickie Centrum Kultury wypełnił głos śpiewanych Psalmów Dawidowych. U drzwi nowo otwartej izby przybito mezuzę - zwój pergaminu z fragmentami tory. Goście z uwagą oglądali zgromadzone pamiątki, szukali śladów obecności w dawnej Ojczyźnie. Izba Pamięci powstała dzięki wieloletnim staraniom starachowiczan: Anity i Macieja Frankiewiczów. Piękne obrazy i rysunki Macieja zdobiły tego dnia wnętrza SCK.
Manifestacja przyjaźni
Oficjalne uroczystości rozpoczęły przemówienia przedstawicieli władz samorządowych miasta i województwa. Polacy i Żydzi wysłuchali Hymnu Izraela. Wzruszającą chwilą było wręczenie Dyplomu Uznania przyznanego przez rząd Izraela dla rodziny Daniszewskich, która narażając swoje życie uratowała od niechybnej śmierci dziewięcioletnią wówczas - Towe Pagi. - Miałam 9 lat kiedy musiałam rozstać się z rodziną. Przeżyłam tylko dzięki pani Irenie Daniszewskiej, która przygarnęła mnie do siebie. Nie baczyła na niebezpieczeństwo, które zagraża jej i jej rodzinie. Miała wtedy troje dzieci, męża, a nie zastanawiała się nad skutkami decyzji. Z wielu setek dzieci jestem chyba jedną, której tutejsi Polacy uratowali życie - wspomina Towa Pegi. - Państwo Daniszewscy wiedzieli, co znaczy być człowiekiem, gdy świat stracił ludzką twarz - powiedziała Bath Eden Kite, przedstawicielka Ambasady Izraela, dziękując rodzinie i wręczając dyplom. -Po wielu latach odnalazłam tych ludzi i uważam ich za rodzinę - powiedziała Towa Pegi. Młodzież z Izraela śpiewała popularne pieśni żydowskie, a starachowicki chór "Portamento", dał mały koncert przed zagranicznymi gośćmi.

W getcie
Dramat zagłady Żydów rozpoczął się wraz z wybuchem drugiej wojny światowej. W tym czasie w Wierzbniku mieszkało 3.840 Izraelitów. W październiku 1942 r w wyniku przesiedleń ich liczba wzrosła do 6 tysięcy. Zgrupowani zostali w getcie pomiędzy ulicami Spółdzielczą, Krótką, Rynkiem, Iłżecką i Targową. 27 października to w dziejach historii wierzbnickich Żydów tragiczny dzień - krwawy dzień likwidacji dzielnicy żydowskiej. Na Rynku okupant przeprowadził selekcję. Zginęło 100 Żydów. 4,5 tysiąca osób wywieziono do Treblinki. Resztę zdolnych do pracy rozdzielono do dwóch obozów pracy. Nocą z 24 na 25 czerwca 1944 r wybuchł bunt. Doszło do masowych mordów. Ci co przeżyli, zostali przewiezieni do obozu zagłady w Oświęcimiu. Przez trzy "Judenlagry" zlokalizowane na terenie naszego miasta przewinęło się 6.000 ludzi, 4.000 zmarło z głodu i chorób.
Kirkut
Pomnikiem wierzbnickich Żydów jest cmentarz powstały w 1891 roku. Zajmuje on obszar 4.239 metrów kwadratowych. Zachowało się na nim 460 kamiennych "macew" - nagrobków.

30 IV 2002

Rzeczpospolita nr 100 z dn. 29 IV 2002

Otwarto Izbę Pamięci Żydów Wierzbnika-Starachowic

W Starachowickim Centrum Kultury otwarta została dziś Izba Pamięci Żydów Wierzbnika-Starachowic. Uroczystość została poprzedzona wspólną modlitwą na cmentarzu żydowskim. W 1939 r. spośród 24 tys. mieszkańców Starachowic, 3,5 tysiąca stanowiły osoby wyznania Mojżeszowego. W okresie okupacji zamordowano tu ponad 100 z nich, pozostałych wywieziono do obozu zagłady w Treblince i Oświęcimiu. Otwarcie Izby Pamięci Żydów Wierzbnika-Starachowic zgromadziło kilkusetosobową grupę młodzieży z Izraela i Kanady, w tym byłych mieszkańców Wierzbnika, najstarszej części Starachowic. Modlitwę odmówił rabin, słowo o starachowickich Żydach wygłosiła prof. Regina Rentz z Akademii Świętokrzyskiej, zaś Psalmy Dawidowe śpiewał chór dziewczęcy. W uroczystościach wzięli udział władze Starachowic, członkowie Ziomkostwa Żydów Wierzbnika-Starachowic, ks. prof. Michał Czajkowski współprzewodniczący Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów, przedstawiciele Ambasady Izraela oraz członkowie Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Izraelskiej.

25 IV 2002

W kwietniu na łamach Tygodnika Starachowickiego w ramach cyklu "Z kart rodowodu" autorstwa Aleksandra Pawelca ukazały się interesujące opowiadania opisujące jak planowano rozwój starachowickiego Wierzbnika. W jednym z odcinków autor odniósł się do niniejszej pracy dyplomowej. Zobacz ten artykuł

13 IV 2002

Zapraszam na strony z wykazami zabytków i chronionych obiektów przyrodniczych okolicy Starachowic.

dopisano 13 X 2003:
Niestety, zaproszenie wyczerpało swoją ważność w sierpniu 2003 roku.
Natomiast wykaz tych obiektów znajdujących się w samych Starachowicach dostępny jest w dziale "Dziedzictwo i Turystyka" Internetowego Planu Starachowic.

26 III 2002

Mała zmiana w planszach projektowych. Są małe fotki przedstawiające plansze. Zmiana to tymczasowa, bowiem trwają przygotowania do poważniejszych zmian....

III 2002

Prace przy poszerzeniu ul. Iłżeckiej - od Al. Armii Krajowej do ul. Targowej - trwają nadal.

Roboty przerwała zima. Wyburzono dom, ale paskudny pawilon, który stoi "okrakiem"- uchował się. I pewnie będzie dalej stał - bo gmina nie ma pieniążków na wykupienie dwóch lokali usługowych.
Inną kwestią jest to, że inwestorem przebudowy skrzyżowania i poprzednio opisanej Al. Armii Krajowej jest powiat i koordynacja poprostu "nawala". Gmina swoje i powiat swoje.
I tak np. trzeba było przebudować schodki, które wykonano podczas budowy drogi na wiadukt (wtedy inwestorem była gmina). Gmina ma koncepcję tras rowerowych, lecz najdogogniejsze miejsce (z bolu remontowanej alei) połączenia górnej i dolnej części miasta nie zostało wykorzystane...

XII 2001

Zakończono kolejny etap renowacji Alei Armii Krajowej. Ponad miesiąc temu oddano do użytku dolny odcinek tej trasy (ul. Iłżecka - ul. Kościelna), a obecnie położono nową nawierzchnię od ul. Kościelnej do ul. Kilińskiego.

Moje obawy potwierdziły się. Nie wybudowano ścieżki rowerowej, a na takiej szerokiej jezdni (ok. 14 m) nie wytyczono dwóch pasów dla każdego kierunku (przynajmniej dla tych jadących pod górę).
Tak oto nie wykorzystuje się pełnowartościowo pieniędzy i czasu. Ale czy o tym musi wiedzieć urzędnik zza biurka?

20 XI 2001

Zaczęły się prace przy poszerzeniu krótkiego odcinka ul. Iłżeckiej - od Al. Armii Krajowej do ul. Targowej. Co z tego wynikło można przeczytać poniżej.

Tygodnik Starachowicki nr 46 z dn. 13 XI 2001

Powstrzymana eksmisja. Rodzina do likwidacji

Dom nr 36 przy ul. Iłżeckiej został już przeznaczony do rozbiórki w związku z zaplanowanym przez Zarząd Dróg Powiatowych poszerzeniem drogi. Pozostające w domu dziewięć osób miało być eksmitowane w ubiegły poniedziałek. Są to dwie rodziny. Leszek Jakubowski mieszka tu od czterech lat z żoną i czwórką dzieci. 30 września skończyła mu się umowa z STBS-em na najem lokalu.
- Zaległości prawie nie mam. Płacę za media, ale w związku z eksmisją pracownik z ZEORK-u odłączył nam prąd. Prosiłem go, żeby tego nie robił. Odpowiedział, że musi, bo inaczej by go zwolnili z pracy. A co zrobią moi synowie? Wszyscy już pracują, ale jaki pracodawca będzie ich chciał bez stałego meldunku? - pyta pan Leszek. - Moją żonę kilka godzin trzymali w Urzędzie Miejskim, żeby zgodziła się na lokal zastępczy. Straszyli policją, komornikiem. I podpisała. A tam, gdzie mamy zamieszkać, na Objazdowej to makabra. Pomieszkamy pół roku i wykończymy się - mówi.
Domek na Objazdowej rzeczywiście nie nadaje się do zamieszkania. Przeciekający dach, zagrzybione ściany, przepróchniałe ściany. Przeznaczony został zresztą do rozbiórki. Wcześniej mieszkał w nim aż do ostatnich chwil mężczyzna chory na gruźlicę.
- Czy w tym domu można mieszkać? Przecież to grozi gruźlicą - pytał naczelnika pan Leszek.
- Ja się na tym nie znam. To załatwia Wydział Lokalowy - odpowiedział Wacław Piekarz, naczelnik Wydziału Gospodarki Nieruchomościami.
Z kolei druga rodzina z domu przy Iłżeckiej mieszka "na dziko". Marcin i Agnieszka Dróżdż żyją tam od roku razem z trzyletnim synkiem. Obydwoje nie mają pracy. Utrzymują się ze 100 złotych, które daje im MOPS.
- Jesteśmy po liceum. Mąż studiował w Warszawie, ale z braku pieniędzy musiał przestać - opowiada pani Agnieszka. Staramy się o mieszkanie. Może to jednak potrwać od kilku do kilkunastu lat. Gdzie się podziejemy? Urzędnicy stwierdzili, że ja mogę iść do babci, albo do domu samotnej matki. A mąż do noclegowni. A najlepiej, żebyśmy wynajęli mieszkanie. Tylko za co? - pyta 21-letnia mama.
Lokatorzy mają czas na opuszczenie zajmowanego domu do 13 listopada. Co potem? Napiszemy.
Agata Beźnic

Przemilczę postępowanie osób odpowiedzialnych za prawidłowośc postępowania w takich przypadkach. Natomiast opiszę różnicę w planach przebudowy ulicy z moim projektem. W pracy dyplomowej zaproponowalem przebudowę ul. Iłżeckiej w taki sposób, że "odgina się" na południe zaraz za cmentarzem. Wymagałoby to wyburzenia czterech rozsypujących się domów (w których zapewne ktoś może mieszkać i przy takim traktowaniu mieszkańców afera byłaby czterokrotnie większa). Powstałoby nowe skrzyżowanie z Al. Armii Krajowej około 20 m bardziej na południe. Obecnie wyburzany dom przewidywałem do zostawienia lub ewentualnej rozbudowy. Dalej droga przecięłaby ul. Targową i połączyła się z przebudowaną ul. Ciasną. A dalej do Kolejowej. W ten sposób rozwiązałem objazd i odciążenie Rynku.
Jeżeli mówimy o planowaniu przyszłej trasy omijającej Rynek, to wydaje mi się, że obecne rozwiązanie będzie gorsze komunikacyjnie (choć korzystniejsze finansowo), bowiem co prawda będzie szerzej, ale do pokonania będą dwa ostre zakręty, aby się dostać do ciągu ulic: Spółdzielcza - Kolejowa. No, chyba że miasto nie planuje wycofywania ruchu z Rynku...

30 X 2001

Od dziś strony o Wierzbniku dostępne są pod nowym adresem:
www.wierzbnik.prv.pl

22 X 2001

Mała reorganizacja Linków starachowickich.
W Tygodniku Starachowickim ukazuje się tekst mojego autorstwa o starachowickiej architekturze. Oczywiście poruszam tam temat Wierzbnika...

dopisano 13 X 2003:
Linki starachowickie są już niedostępne.
Jeżeli nie ma automatycznego przekierowania należy wejść do archiwum gazety i wybrać numer 42 z października 2001, a artykuł nazywa się "Perełki i buble". Ewentualnie przeczytać i zobaczyć tu.

1 IX 2001

Już jest strona ze zdjęciami nowej działalności inwestycyjnej w Wierzbniku.

18 VIII 2001

W artykule dotyczącym doraźnych remontów jednej ze starachowickich ulic (określenie na wyrost), można przeczytać o drogowych planach inwestycyjnych w mieście.
W końcu znalazły się pieniążki na Rynek. Oby tylko sensownie je wydano.

Tygodnik Starachowicki nr 33 z dn. 15 VIII 2001

Z informacji zawartych w Wieloletnim Planie Inwestycyjnym wynika, że budowy dróg i chodników w najbliższych latach mogą spodziewać się mieszkańcy wymienionych niżej ulic (...).
W 2002 r.
ul. Rynek (zagospodarowanie zespołu zabytkowego; parkingi, plac przy pawilonach handlowych, ciąg pieszy oraz modernizacja nawierzchni placu głównego i chodników) (...)

31 VII 2001

Z prawie miesięcznym opóźnieniem znalazłem ogłoszenie o przetargu w Biuletynie Urzędu Zamówień Publicznych:

Biuletyn Zamówień Publicznych Nr 101 z dnia 02.07.01 pozycja 38087

Zarząd Dróg Powiatowych, 27-200 Starachowice, woj. świętokrzyskie, ul. Ostrowiecka 15, tel. (0-41) 273-19-72, fax (0-41) 273-19-74, ogłasza przetarg nieograniczony na przebudowę skrzyżowania ulicy Iłżeckiej, Armii Krajowej, Trasy N-S oraz odnowę nawierzchni wraz z chodnikami ul. Iłżeckiej na dł. 540 m.b. Termin realizacji - 75 dni od daty podpisania umowy.

31 VII 2001

W Gazecie Starachowickiej piszą o zmianach na Rynku:

Gazeta Starachowicka nr 30 z dn. 22 VII 2001

Fachowcy szcują koszty. PÓJDĄ NA STARE MIASTO

Jeżeli Radzie Miasta spodoba się pomysł członka Zarządu Miasta ds. Rozwoju Jarosława Łyczkowskiego, Rynek w Starachowicach zmieni się nie do poznania. Projekt opracowała architekt miasta Agnieszka Gołda i ma to być wizytówka miasta oraz najlepsze miejsce do wypoczynku i spotkań.
Obecny wygląd Rynku pozostawia wiele do życzenia: popękana nawierzchnia, niezbyt estetyczne ławki, rozsypujący się murek. Ambitne i odważne plany członka Zarządu Miasta Jarosława Łyczkowskiego mają to zmienić.
- Rynek i drogi dojazdowe planujemy wyłożyć kostką granitową, która obecnie jest zrywana z al. Armii Krajowej. Prowadzimy rozmowy z władzami powiatu, by przekazano ją gminie. Powierzchnia "rynkowego" placu zostanie nieco zwiększona, zainstalowane zos