|
CO NOWEGO W WIERZBNIKU ?
tu zamieszcane są "newsy" i komentarze z Wierzbnika
i o Wierzbniku
od czasu napisania pracy (a "de facto" od umieszczenia jej
w internecie)
oraz o zmianach na tej stronie
|

13 III 2004
Zmiana i ujednolicenie szaty graficznej serwisu "poznaj.starachowice.org"
wraz z częścią o Wierzbniku.

|

17 I 2003
Gazeta Starachowicka / portal www.sse.pl
Czynny przejazd na Targowej
Przejazd przy ul. Targowej w Starachowicach będzie
nadal służył kierowcom. Do połowy tego roku koszt utrzymania dróżników
po połowie znowu pokryją samorządy powiatu i gminy. Po tym terminie
zajmie się tym PKP. Jest też szansa, że minister infrastruktury w drodze
wyjątku zezwoli na zamontowanie urządzeń pozwalających automatycznie
opuszczać i podnosić zapory. To efekt podpisanego w ubiegły piątek porozumienia
pomiędzy władzami naszego powiatu i miasta a okręgową dyrekcją PKP PLK
w Lublinie.
Perturbacje w tej sprawie trwały kilka lat. Dyrekcja
PKP wielokrotnie zapowiadała, że zlikwiduje przejazd w Starachowicach,
bo przedsiębiorstwa nie stać na pokrycie kosztów jego funkcjonowania
(zatrudnienie dróżników, konserwacja). W ubiegłym roku samorządy powiatu
i miasta zawarły porozumienie z PKP PLK w Lublinie. Na jego mocy przez
pierwsze sześć miesięcy 2003 roku przejazd funkcjonował na starych zasadach,
w drugim półroczu koszty utrzymania pięciu dróżników wzięły na siebie
oba samorządy. Podatników kosztowało to 70 tysięcy złotych. Jednak z
uwagi na problemy finansowe samorządy zdecydowały się nie dopłacać do
zapór w 2004 roku. W odpowiedzi PKP postanowiło nieodwołalnie zlikwidować
rogatki z początkiem tego roku, a władze powiatu i miasta zrobić wszystko,
by utrzymać przejazd w tej części miasta, niezbędny dla prawidłowej
komunikacji pomiędzy północną o południową częścią Starachowic oraz
funkcjonowania ponad 30 małych i średnich firm zlokalizowanych w sąsiedztwie
przejazdu.
Wcześniej podjęto działania, aby szlabany opuszczane
były automatycznie z pobliskiej nastawni kolejowej. Niestety, przepisy
zezwalają na to tylko w przypadku, jeżeli natężenie ruchu na przejeździe
wynosi mniej niż 5 tysięcy pojazdów na dobę. Przy ulicy Targowej oscyluje
ono w granicach 7-8 tys.
W ubiegły piątek w Skarżysku-Kamiennej doszło do spotkania władz powiatu,
miasta, przedstawicieli Komendy Powiatowej Policji w Starachowicach,
Urzędu Transportu Kolejowego z dyrekcją oddziału regionalnego PKP PLK
w Lublinie. Efektem rozmów jest zawarte porozumienie, które zapewne
ucieszy wszystkich zmotoryzowanych mieszkańców naszego powiatu oraz
właścicieli i pracowników firm zlokalizowanych w pobliżu przejazdu.
- Podczas spotkania ustaliliśmy, że samorząd powiatu
wspólnie z samorządem gminy wystąpią do ministra infrastruktury o odstąpienie
w drodze wyjątku od rozporządzenia w sprawie warunków technicznych,
jakimi powinny odpowiadać skrzyżowania linii kolejowych z drogami publicznymi
i ich usytuowania w celu umożliwienia zabezpieczenia przejazdu rogatkami
opuszczanymi automatycznie. Zgodnie z umową, PKP PLK oraz Urząd Transportu
Kolejowego mają pozytywnie zaopiniować nasz wniosek. Jeżeli taka zgoda
będzie, PKP zobowiązało się pokryć koszty zainstalowania zdalnego sterowania
rogatkami oraz przeniesienia obsługi ze strażnicy na nastawnię z zabudową.
Do tego czasu, ale nie później niż do 30 czerwca 2004 r., samorządy
powiatu i miasta na dotychczasowych warunkach, czyli po połowie, będą
pokrywały koszty utrzymania obsługi osobowej przejazdu, czyli dróżników.
Podobnie jak to było w ubiegłym roku kosztować to nas będzie 70 tysięcy
złotych. Nawet jeśli minister nie wyda potrzebnej zgody, przejazd będzie
czynny, ale po 30 czerwca br. jego utrzymanie i obsługa spoczywać będzie
na PKP PLK - powiedział "GAZECIE" starosta Andrzej Maciąg.
(p) |

8 I 2004
Gazeta Starachowicka / portal www.sse.pl
Miłośnicy "wąskotorówki" na szlaku
Kolejka wąskotorowa w Starachowicach miała ruszyć
jeszcze w ubiegłym roku. Prace przy remontach linii wąskotorowej ze
Starachowic do Iłży, rozpoczęte w czerwcu przez Fundację Polskich Kolei
Wąskotorowych z Warszawy, zostały przerwane z powodu dewastacji wagonów
sprowadzonych na stację Starachowice Wąskotorowe i braku możliwości
dostępu do hali lokomotywowni w Starachowicach.
Zabezpieczenie taboru w hali będzie możliwe dopiero od
1 kwietnia 2004 roku. Do tego czasu Fundacja będzie prowadziła wszystkie
możliwe roboty przy oczyszczaniu linii i naprawach torowiska bez udziału
składu pociągu roboczego.
Dzięki Marcinowi Przybyszowi, miłośnikowi kolei z Wrocławia,
27 grudnia ub. R. zebrała się grupa kilkunastu wolontariuszy z całej
Polski i ruszyła na szlak kolei wąskotorowej ze Starachowic do oddalonego
o 5 km Lipia. Przy dobrej pogodzie oczyszczono ten odcinek torowiska
z trawy i krzaków oraz dokonano kilku napraw i przytwierdzeń szyn do
podkładów. Kolejnym zadaniem było zinwentaryzowanie brakujących elementów
torowiska na tym odcinku i przygotowanie planu robót na następny miesiąc.
Kolejne spotkanie zaplanowano na 17 stycznia br. Tym razem, pod okiem
fachowców, wykonane zostaną wszystkie prace torowe niezbędne do wyruszenia
na szlak składu pociągu - pomiary torowiska, naprawy rozjazdów i połączeń
szyn.
Przy okazji prac członkowie Fundacji przeprowadzili również inwentaryzację
odcinka torów pomiędzy Lipiem a Lubienią - na najbardziej rozkradanym
odcinku linii kolejowej. Kradzieże następują tu niemalże w każdym miesiącu.
Porównanie ilości ukradzionych szyn ze stanem z roku 2001 wypadło zastraszająco.
Stwierdzono ubytek ok. 3 km całego torowiska!!! To więcej niż ukradziono
pomiędzy rokiem 1996 (zamknięciem linii), a rokiem 2001. Z 20-kilometrowego
toru na całym szlaku Starachowice - Iłża, brakuje szyn długości aż pięciu
kilometrów.
- Jesteśmy bezradni - mówi prezes Fundacji Paweł Szwed.
Po raz kolejny na policję zgłoszone zostały doniesienia o kradzieżach,
a my ze swej strony zaczynamy numerować i znaczyć każdą szynę napisem
"Własność Powiatu Starachowickiego". Być może to zniechęci
bezkarnych, jak dotąd, złodziei. Apeluję do ludzi mieszkających w sąsiedztwie
torowiska o zwrócenie uwagi na złodziei torów. Gdyby ktoś zauważył złodziei,
proszony jest o niezwłoczne powiadomienie policji. Schwytanie rabusiów
na gorącym uczynku położy kres dalszemu rozkradaniu i dewastacji torowiska
- powiedział "GAZECIE" Paweł Szwed.
Wąskotorowa linia kolejowa jest własnością Powiatu Starachowickiego,
czyli naszą wspólną. Jej uruchomienie przyczyni się do wzrostu atrakcyjności
turystycznej regionu i zwiększy napływ turystów w ten region Polski,
a więc wpłynie bezpośrednio na rozwój miasta w tej sferze gospodarki.
Kolejne kradzieże na taką skalę mogą opóźnić, a w skrajnym wypadku nawet
uniemożliwić jej odbudowę.
galeria
zdjęć w portalu sse.pl |

6 I 2004
Tygodnik Starachowicki nr 1 z dn. 6 I 2004
Łąki przy Targowicy. Protesty odrzucone
Radni miejscy odrzucili trzy protesty dotyczące planu zagospodarowania
przestrzennego miasta w rejonie Łąk przy Targowicy.
Wszystkie trzy protesty złożone do Urzędu Miejskiego
przez Platformę Obywatelską Zarządu Powiatu Starachowickiego, Zrzeszenie
Kupców Polskich oraz Marię Sokół, która ubiega się o zwrot nieruchomości
w rejonie Łąk przy Targowicy zostały odrzucone przez radnych miejskich
podczas ostatniej sesji RM (22 grudnia). Nie pomogły usilne starania
mające zablokować ewentualną sprzedaż Łąk, na których zdaniem protestujących
ma powstać kolejny supermarket w mieście.
Przypomnijmy, że zastrzeżenie protestujących budził przede wszystkim
fakt podziału terenu na mniejsze obszarowo działki oraz ograniczenie
wielkości obiektów handlowych do powierzchni nie przekraczającej 2000
metrów kwadratowych. Ich zdaniem stanowi to jedynie sztuczny zabieg,
będący ominięciem prawa. Dzięki temu nie dojdzie do powstania gigantycznego
hipermarketu, ale trzech mniejszych obiektów handlowych, które podobnie
jak w pierwotnej wersji pełnić będą funkcje komercyjne z zakresu handlu,
gastronomii, turystyki, rekreacji, kultury i administracji. Takie wątpliwości
miał także radny Grzegorz Walendzik, który podczas sesji pytał, czy
obecna zmiana w planie zagospodarowanie przestrzennego nie jest obejściem
prawa.
Ponadto protestujący podnosili problem formalny, dotyczący znajdujących
się w projekcie "odręcznych przypisów, niewiadomego autorstwa,
a naruszających treść planu w istotny sposób". Prezydent miasta
Sylwester Kwiecień wyjaśnił jednak, iż dopisane ołówkiem poprawki zostały
naniesione przez upoważnioną do tego Grażynę Kozakiewicz-Opałkę, architekta
Urzędu Miejskiego.
- W ten sposób zostały uwzględnione protesty organizacji kupieckich
oraz załączone listy z podpisami - tłumaczył prezydent.
Argumenty oraz tłumaczenia władz miasta nie przekonywały jednak przedstawicieli
protestujących obecnych na posiedzeniu Rady Miejskiej. Jednomyślnie
podkreślali, że po wybudowaniu kolejnego supermarketu, pracę w handlu
w Starachowicach może stracić około 3.900 osób, gdyż spowoduje to likwidację
ponad 500 sklepów.
- Siła oddziaływania takiego obiektu handlowego na gospodarkę w mieście
jest ogromna - powiedział Tadeusz Zieliński, pełnomocnik powiatowy Platformy
Obywatelskiej.
- Plany sprzedania działek przy Targowicy to chwilowe zapchanie dziury
budżetowej - uznał Janusz Mierzyński ze Zrzeszenia Kupców Polskich.
- Władzom miasta brak jest pomysłów na wykorzystanie środków unijnych.
Oceniam niedowład administracyjny miasta i to jest największy problem.
Ostatecznie radni odrzucili protesty przychylając się do stwierdzenia
prezydenta miasta, że gra na czas niczemu nie służy i trzeba podjąć
jakieś decyzje, aby można było iść dalej. Za odrzuceniem protestów głosowało
14 radnych, przeciw było ośmiu radnych.
W tej sytuacji można przystąpić do uchwalenia projektu miejscowego planu
zagospodarowania przestrzennego Łąk, a dopiero potem ewentualnie przymierzyć
się do sprzedaży tego terenu. Warto dodać, że budżet miasta na 2003
rok zakładał wpływy z tego przedsięwzięcia w wysokości około trzech
milionów złotych.
E.K.
|
29 XII 2003
Gazeta Starachowicka / portal www.sse.pl
Decyzja o zamknięciu przejazdu podjęta
Dyrekcja Oddziału Regionalnego PKP PLK w Lublinie
zdecydowała jednak o zamknięciu od 1 stycznia 2004 roku przejazdu kolejowego
przy ul. Targowej w Starachowicach Wschodnich.
Od nowego roku z północy na południe miasta będzie więc
można dojechać tylko wiaduktem. Przyszłość ponad 30 firm zlokalizowanych
w pobliżu wiaduktu rysuje się w ciemnych barwach. Władze powiatu nadal
czynią usilne starania o utrzymanie zapór w tym miejscu. Efekt zobaczymy
w Nowy Rok.
Zdaniem dyrekcji lublińskiego oddziału PKP PLK przejazd przy ul. Targowej
w Starachowicach powinien zostać zlikwidowany. Przede wszystkim za zbyt
wysokie koszty utrzymania, konserwacji i płac dla kilku dróżników (około
300 tys. zł rocznie). Dodatkowym argumentem PKP jest rozporządzenie
ministra transportu i gospodarki wodnej z 1996 r., zezwalające na likwidację
zapór kolejowych, jeśli w odległości nie większej niż 3 kilometry znajduje
się wiadukt drogowy.
W wyniku zawartego porozumienia między miejskim i powiatowym
samorządem a oddziałem PKP PLK przejazd przez pierwsze sześć miesięcy
bieżącego roku funkcjonował na starych zasadach. W drugim półroczu br.
koszt utrzymania dróżników solidarnie wzięły na siebie powiat oraz gmina.
Podatników kosztowało to 70 tysięcy złotych. Z uwagi na problemy finansowe,
samorządy zdecydowały nie dopłacać już do utrzymania przejazdu, a PKP
zlikwidować od 1 stycznia 2004 roku. Decyzja taka trafiła do starosty
Andrzeja Maciąga.
- Wysłaliśmy pismo do Starostwa Powiatowego w Starachowicach, w którym
informujemy starostę, iż w związku z negatywną odpowiedzią w sprawie
partycypacji kosztów utrzymania przejazdu podjęliśmy działania w celu
zamknięcia przejazdu od 1 stycznia 2004 roku. Taka jest ostateczna decyzja
dyrekcji - poinformowała "GAZETĘ" rzecznik prasowy Oddziału
Regionalnego PKP PLK w Lublinie Małgorzata Kwiatkowska.
Czy Nowy Rok zmotoryzowanych mieszkańców miasta powita
zamkniętymi "na amen" zaporami. Starosta zapewnia, że dołoży
wszelkich starań, by tak nie było.
- Przesłaliśmy pismo do dyrekcji PKP PLK, w którym odwołujemy się do
rozporządzenia, na mocy którego zamknięcie przejazdu wymaga uzgodnienia
i zgody z zarządcą drogi. To nie jest tak, że PKP zlikwiduje sobie przejazd.
My też mamy swoje prawa - mówi starosta Andrzej Maciąg.
Zamknięcie przejazdu jest równoznaczne ze zmianą układu komunikacyjnego
miejskich autobusów. Także posiadaczom własnych aut utrudni dojazd z
północnej do południowej części miasta. Według przeprowadzonych pomiarów
w ciągu doby przejeżdża tamtędy ponad 7 tysięcy pojazdów. Droga jest
najdogodniejszym traktem dojazdu do miejskiego targowiska. Zlokalizowane
w bezpośrednim sąsiedztwie małe i średnie firmy, a jest ich 36, straciłby
klientów i zwolniłyby kilkaset osób. Ucierpiałoby także miasto, gdyż
rocznie firmy te odprowadzają do kasy miejskiej 560 tys. zł w formie
podatków.
Samorządy wcześniej starały się także, by zapory opuszczane były automatycznie
z pobliskiej nastawni kolejowej. PKP PLK miała podjąć działania w tym
celu. Niestety, nic nie zmieniło się.
- Ktoś musiałby tym sterować, to też kosztuje - stwierdziła M. Kwiatkowska.
Władze miasta i powiatu zwróciły się do sekretarza stanu
w ministerstwie infrastruktury Andrzeja Piłata o zmianę niekorzystnych
dla Starachowic przepisów dotyczących tego typu przejazdów i obniżenia
granicy natężenia ruchu na przejeździe. Otrzymały odpowiedź negatywną.
- W czerwcu otrzymaliśmy z ministerstwa odpowiedź, z której wynika,
że PKP oponuje przeciwko proponowanej przez nas nowelizacji. Tymczasem
zgodnie z ustaleniami miało nas poprzeć i podjąć działania w tym celu.
Nie jesteśmy w stanie sami utrzymywać przejazdu. Za 140 tysięcy złotych
można wykonać kawałek drogi. Pieniądze te można też przeznaczyć dla
szkół. Liczyliśmy, że PKP podejmie jakieś działania w celu obniżenia
kosztów utrzymania przejazdu. Nie zrobiło jednak nic. PKP liczy, że
ugniemy się pod presją. Za nami stoi jednak prawo, będziemy bronić swych
interesów - zapowiedział Andrzej Maciąg.
(wis) |
19 XII 2003
Gazeta Starachowicka / portal www.sse.pl
Wąskotorówką do Lipia w 2004 roku
We wrześniu tego roku miał być oddany do użytku pierwszy odcinek zabytkowej
kolejki wąskotorowej na trasie Starachowice - Lipie. Niestety, na turystyczną
atrakcję trzeba jeszcze poczekać, bo pojawiły się problemy.
W styczniu 2001 roku do Starostwa Powiatowego w Starachowicach
wpłynęła oferta Fundacji Polskich Kolei Wąskotorowych w Warszawie, powołanej
do ochrony dziedzictwa kulturowego i historycznego "wąskotorówek"
w sprawie przywrócenia ruchu kolejowego na zabytkowej trasie kolei wąskotorowej
Starachowice - Iłża. Znalazła ona poparcie u władz powiatu i rozpoczęły
się negocjacje w tej spawie. Właściciel - Polskie Koleje, za zgodą resortowego
ministra, podjął decyzję o nieodpłatnym przekazaniu nieruchomości i
mienia ruchomego "wąskotorówki" na rzecz powiatu, a Rada Powiatu
jednogłośnie zdecydowała o przejęciu w użyczenie, a następnie na własność,
budynków, podtorza, torów, rozjazdów, wszelkich urządzeń kolejowych.
Radni zdecydowali również, by składniki mienia ruchomego
zostały przekazane na własność Fundacji Polskich Kolei Wąskotorowych,
a nieruchomości wydzierżawione na 20 lat.
Na podstawie zawartej umowy, Fundacja zobowiązała się do przywrócenia
osobowego - turystycznego - ruchu kolejowego na zabytkowej trasie kolejki
wąskotorowej. Na niej spoczywał także obowiązek przeprowadzenia niezbędnych
prac remontowych i innych działań przyczyniających się do wznowienia
ruchu "ciuchci". Koszty związane z przygotowaniem linii kolejowej
do eksploatacji oraz sprowadzenia i utrzymanie taboru również spoczywały
na Fundacji.
Proces wznawiania ruchu na tej trasie miał być realizowany etapowo,
według opracowanego harmonogramu. Porozumienie w tej sprawie podpisano
10 stycznia 2003 roku. Od początku września br. kolejka miała kursować
na trasie Starachowice - Lipie. Kolejny odcinek: Lipie - Lubienia, miał
być gotowy do 1 maja 2004 r, a od 1 września przyszłego roku odcinek
Lubienia - Marcule. Zgodnie z planem, pod koniec 2005 roku do użytku
miała być oddana cała trasa, licząca blisko 20 kilometrów.
Wznowienie ruchu wąskotorówki miało uatrakcyjnić turystycznie
nasz powiat. Tymczasem pojawiły się pierwsze problemy. Ponad rok temu,
komisja powołana przez starostę starachowickiego stwierdzała duże ubytki
w torowisku, szczególnie na odcinku leśnym pomiędzy Lipiem a Lubienią.
W sumie brakowało około 2 kilometrów szyn oraz podkładów. W tym roku
pojawiły się kolejne. Fundacja miała do końca czerwca br. sprowadzić
cały tabor do Starachowic - ustalono z PKP. Nie ma go do dziś. PKP zagroziło
więc, że wskutek niedotrzymania terminu, taboru nie przekaże. Na szczęście
do tego nie doszło, ale termin zakończenia pierwszego etapu uruchomienia
kolejki przepadł. Opracowany został natomiast nowy harmonogram prac
przy wznowieniu ruchu kolejki wąskotorowej.
- Nowy harmonogram nie narusza ostatecznego terminu uruchomienia
kolejki do Iłży. Przesunięciu ulegają terminy dotyczące poszczególnych
etapów. Według przyjętego planu, do 1 maja 2004 roku zostanie uruchomiony
odcinek Starachowice - Lipie. Do końca listopada przyszłego roku przygotowany
ma być odcinek Lipie - Lubienia, zaś do 30 września 2004 roku Lubienia
- Marcule. Tym razem przedstawiciele FPKW zapewniają, że terminy zostaną
dotrzymane. Czuwać będzie nad tym członek Zarządu Powiatu, Dariusz Dąbrowski
- mówi rzecznik prasowy Zarządu Powiatu Marcin Bondarowicz.
Z ogromną satysfakcją informujemy, że działa już "grupa
inicjatywna" powołana przez Marcina Przybysza. Jest z nami grupa
ludzi, którzy poruszyli sumienia okolicznych miłośników kolei, oni zaś
w listopadzie br. "wyszli na tory" i efekty są! Wszystkich
pozytywnie zakręconych zapraszamy do współpracy. Spotykamy się około
27 grudnia, gdzie i której godzinie? Szczegóły w kolejnych wydaniach
"GAZETY". Objęliśmy patronat nad tym społecznym wysiłkiem.
Razem zrobimy dużo... i jeszcze więcej!!! Meldujcie się!
(p) |
| 
31 X 2003
Ukazuje się nowa wersja serwisu o WIERZBNIKU. Oto zakres zmian:
• zmieniony układ graficzny
• więcej mapek historycznych i fotografii współczesnych
• prezentacja plansz (zdjęcie całości i fragment z Rynkiem)
• graficzne wytyczne pierzei północnej i połudnowej Rynku
• szkice - czyli jak powstawał efekt końcowy
• porównanie - czyli jak na planie wygląda Wierzbnik dziś i jakby
mógłby wyglądać po realizacji planu sporządonego na podstawie tej pracy
dyplomowej (w dziale "szkice").

Równolegle ukazuje się interenetowe opracowanie
ROZWÓJ PRZESTRZENNY STARACHOWIC.
Na podkładzie ze stanem istniejącym (kolory szrości) naniesione zostały
elementy historycznego zagospodarowania przestrzennego (w czterech okresach).
Opracowanie było również dołączone do pracy dyplomowej. |
| 
19 VIII 2003
Tygodnik Starachowicki nr 34 z dn. 19 VIII 2003
Koło Targowiska. Nie będzie hipermarketu
Protesty kupców odniosły skutek - po posiedzeniu
wykonawczym prezydenta Starachowic zapadło postanowienie, że teren łąk
koło Targowiska Miejskiego nie zostanie sprzedany jednemu inwestorowi.
- Obszar zostanie podzielony na klika działek. Dziś nie
jestem jeszcze w stanie powiedzieć, ile tych działek będzie - powiedział
Szymon Jarosz zastępca prezydenta Starachowic. - Do projektu Miejscowego
Planu Zagospodarowania Przestrzennego zostanie wprowadzony zapis, że
na terenie łąk nie powstaną obiekty większe niż mające dwa tysiące metrów
kwadratowych powierzchni. Tyle mniej więcej ma Champion.
Z wnioskiem o zmianę projektu wystąpiły Elżbieta Łaganowska po. naczelnika
Wydziału Planowania Przestrzennego, Urbanistyki i Ochrony Środowiska
i Grażyna Kozakiewicz-Opałka, architekt Urzędu Miasta Starachowice.
- Przy wprowadzeniu tych zmian wzięto pod uwagę protesty organizacji
kupieckich. Do niektórych z nich dołączone były listy podpisów mieszkańców
Starachowic i okolicznych gmin - mówi Szymon Jarosz. - Teren łąk jest
nadal przeznaczony do sprzedaży. Nie zmienia się też jego funkcja: ma
to być teren pod działalność usługowo-handlową, rekreacyjną, sportową.
Wpływy ze sprzedaży łąk w wysokości 3 milionów złotych są założone w
projekcie przyszłorocznego budżetu. Jest to kwota orientacyjna. Jeśli
dojdzie do ogłoszenia przetargu, zrobimy dokładną wycenę. Ale do tego
jest jeszcze daleko.
Znacznie wcześniej, bo już we wrześniu mieszkańcy Starachowic będą mogli
zapoznać się z nowym projektem Miejscowego Planu Zagospodarowania Przestrzennego,
który zostanie wyłożony w Urzędzie Miejskim.
Póki co z decyzji urzędników zadowoleni są kupcy.
- Na dzień dzisiejszy jesteśmy usatysfakcjonowani. Akcja protestacyjna
dała efekt w postaci zmiany planów. Kiedy nowy projekt zostanie wyłożony
do publicznego wglądu, zapoznamy się z nim. Jeśli trzeba będzie, znów
będziemy protestować. Nie będziemy mieć innego wyjścia - powiedział
Janusz Mierzyński szef Zrzeszenia Kupców Polskich w Starachowicach.
(m)
Chyba nigdy nie będę zadowolony :-( Już sobie wyobrażam
jak - i przede wszystkim CO
wybudują tam starachowiccy kupcy. Dla porównania dam wydawałoby się
najlepszy starachowicki przykład zabudowy usługowej. Nowe budynki przy
policji: najpierw zlikwidowana górka z punktem widokowym (!), a później
rozparcelowany teren (pierwsze lata "wolności" inwestycyjnej
w latach '90) i nie skończona do dziś zabudowa całości. Przed budynkami
zamiast porządnego parkingu - wysypany bylejak żużel. To ja wolę (jeżeli
ma być ten teren sprzedany) żeby ten teren wykupiła jedna z sieci handlowych.
Ale wtedy należy walczyć o ogólną koncepcję urbanistyczną jak i o detal
architektoniczny. |
| 
5 VIII 2003
Tygodnik Starachowicki nr 32 z dn. 5 VIII 2003
Na targowisku. Handel na parkingu
O tym, że z roku na rok przybywa w naszym mieście samochodów,
nie trzeba chyba nikomu mówić. Tym samym rośnie zapotrzebowanie na miejsca
parkingowe. Jak się okazuje, braki te najbardziej odczuwają osoby robiące
sobotnie zakupy na targowisku miejskim.
Bazar przy ulicy Targowej w Starachowicach jest
miejscem, gdzie bardzo często zaopatruje się wiele osób zarówno z terenu
naszego miasta, jak i okolic. Większość z nich przyjeżdża na zakupy
samochodem. Nie wszystkim jednak udaje się znaleźć odpowiednie miejsce
do parkowania. Stają zatem gdzie tylko się da, płacąc za to słone mandaty.
Tymczasem okazuje się, że zagospodarowane na parking miejsce pod wiaduktem
wzdłuż toru kolejowego zostało przeznaczone na handel. Meblarze wystawili
tu swoje kanapy, fotele, regały, zestawy wypoczynkowe, kuchenne i pokojowe.
- Jakim prawem administrator targowiska zezwolił na handel w miejscu,
gdzie znajduje się parking, powstały z naszych podatków? - zapytuje
jeden z mieszkańców Starachowic.
Pytanie to skierowaliśmy do odpowiedzialnego za zaistniałą sytuację.
- To prawda, że na miejscach parkingowych odbywa się handel meblami
- powiedział Adam Sałata, administrator targowiska. - Parking ten jest
jednak tylko częściowo przeznaczony na handel, a ilość stojących tam
mebli nie ujęła miejsc parkingowych. Stoją tam również samochody dostawcze
tych osób, które handlują na targu mięsem. Nie można bowiem rozgraniczać,
który parking ma być dla handlujących, a który dla kupujących. Każdy
z nich ma takie same prawa i każdy z nich ponosi za to opłaty. Zezwoliłem
na to dlatego, iż przede wszystkim droga dojazdowa do tego parkingu
jest bardzo wąska. Stały ruch pojazdów w jedną i drugą stronę tą uliczką
mógłby spowodować wiele wypadków i kolizji. A tak samochody handlujących
mięsem stoją tam przez cały dzień. Problem braku miejsc do parkowania
dotyczy jednak najczęściej tylko soboty, ze względu na znaczną liczbę
kupujących tego dnia. Wiem, że dla wielu osób jest to duże utrudnienie,
ale jako radny miejski czynię wszelkie starania, aby w przyszłym roku
zostały oddane nowe miejsca parkingowe za przejazdem kolejowym. Ma tam
powstać około 80 miejsc. Musimy zatem przeżyć te kilka miesięcy w takich
warunkach, jakie są. Chociaż swoją drogą zauważyłem, że wiele osób,
mimo iż są wolne miejsca do parkowania, zatrzymuje się byle gdzie, aby
nie zapłacić tej złotówki czy dwóch.
E.K.
Inny artykuł w tym samym wydaniu Tygodnika:
Współpraca podtrzymana. Perypetie z kolejką
Jak powiedział TYGODNIKOWI Marcin Bondarowicz, rzecznik
Zarządu Powiatu w Starachowicach, tabor do zabytkowej kolejki wąskotorowej
miał być odebrany do końca lipca. Jednak w związku z przekroczeniem
tego terminu zaistniało realne niebezpieczeństwo odbioru taboru przez
PKP.
30 lipca w siedzibie Starostwa Powiatowego odbyło się
spotkanie robocze na temat dalszych losów kolejki wąskotorowej. Fundacja
Kolei Wąskotorowych ma trudności z odbiorem taboru przekazanego przez
PKP z różnych części kraju. Sukcesywny odbiór pozwala też na zmniejszenie
kosztów. Fundacji nie udało się dotrzymać terminu odbioru określonego
na 30 czerwca. Taka data widniała na protokole podpisanym przez Starostwo
i PKP. Termin ten już wtedy w styczniu budził wątpliwości, więc na wniosek
Starostwa przedłużono go do końca lipca. Kiedy i ten termin minął się
z wcześniejszymi ustaleniami, doszło do spotkania. Strony musiały przedyskutować
pewne kwestie związane z odbiorem kolejki. Spotkali się przedstawiciele
PKP - Ryszard Reichel, zastępca likwidatora dyrekcji kolei dojazdowych
w likwidacji, członkowie zespołu likwidacyjnego - Stefan Nowak i Henryk
Stefański oraz ze strony Starostwa Powiatowego - Andrzej Maciąg, wicestarosta,
Krzysztof Niedopytalski, dyrektor Wydziału Promocji, Kultury i Turystyki,
Zygmunt Bernaciak, dyrektor Wydziału Geodezji, Katastru i Nieruchomości.
Starostwo wystąpiło o umożliwienie odbioru taboru przez Fundację w innym
terminie oraz zamknięcie tematu zobowiązań. Starostwo zobowiązało się
do przedstawiania i przesłania harmonogramu prac na kolejce oraz realnych
już terminów uruchomienia kolejnych etapów kolejki, z których pierwszym
ma być oddanie odcinka Starachowice - Lipie. PKP wystąpiło o sprecyzowanie
i określenie schematu prowadzonych prac - czy będzie to kolejka turystyczno-weekendowa,
czy też będzie funkcjonować w sposób ciągły?
Stroną wiążącą do decyzji jest Starostwo i PKP. To właśnie podpisana
podczas styczniowego spotkania umowa Starostwa z Fundacją miała zabezpieczyć
zarówno terminy uruchamiania kursów, jak i dać pewność, że wszelkie
koszty związane z przetransportowaniem taboru, który Starostwo otrzymało
nieodpłatnie od PKP oraz koszty związane z remontami podejmie Fundacja.
Trudności finansowe samorządów powiatowych powodują, że i Starostwo
Powiatowe w Starachowicach nie byłoby w stanie podźwignąć takich kosztów.
- Choć nie został dotrzymany termin zakończenia I etapu prac przy kolejce,
to jest uruchomienie kolejki na trasie Starachowice - Lipie do końca
września tego roku, Zarząd Powiatu za najważniejsze uważa doprowadzenie
- nawet w późniejszym terminie - do uruchomienia zabytkowej kolejki
- powiedział rzecznik M.Bondarowicz.
Termin uruchomienia kolejki na całej długości planowanej trasy Starachowice
- Iłża przewidywany jest na koniec 2005 roku.
I |
| 
24 VII 2003
W tym dniu z internetu znika strona o Wierzbniku. Ilość odwiedzin 1500
- co daje dwie wizyty dziennie. To i tak sporo jak na taki temat.
dopisano 13 X 2003:
Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Przynajmniej był to pretekst
do odświerzenia i reorganizacji strony |
| 
11 VII 2003
Tygodnik Starachowicki nr 30 z dn. 28 VII 2003
Łapać motyle
O opinię na temat planowanego przeznaczenia terenów łąk za targowiskiem
w Starachowicach TYGODNIK porosił Marcina Bednarczyka, warszawskiego
architekta, pochodzącego ze Starachowic znawcę Wierzbnika.
Uważam, że ten teren powinien być zielony. Będzie źle,
gdy przyjdą ulewne deszcze i obwałowana Młynówka nie przeniesie dużej
ilości wody. Ten teren mógłby być naturalnym polderem, a na łąkach można
byłoby łapać motyle...
Plan wykorzystania tego terenu ktoś miał już w głowie od kilku lat,
bo pozwolono tam zwozić gruz i inne śmieci.
Jeżeli budować market, to z dala od drobnych sklepów, a zwłaszcza od
takiej struktury usług jaka występuje w rejonie Wierzbnika i dobrze
skomunikowany (jeżeli inwestor liczy na klientów z okolicy). Najlepiej
przekształcać na takie cele ugory poprzemysłowe (ewentualnie w rejonie
Składowej / Ostrowieckiej). Wydaje się, że teren koło odlewni jest dobry,
ale lepszy byłby bliżej granic miasta.
Kiedyś myślałem (pisząc pracę o Wierzbniku) o tym, że mogłoby powstać
takie centrum po drugiej stronie dworca w Wierzbniku. Wyobrażałem sobie
tam: kawałek promenady nad Kamienną, "normalny" dworzec Pekaesu
(a nie taki jak teraz), na wzór angielski zabudowę mieszkaniową, nawet
nad niedużym marketem. Mogłyby być też takie budki jak te drewniane
na Manhatanie. Miałoby to być powiązane kładką z dworcem i ul. Piłsudskiego.
Nazywałem to sobie roboczo Nowe Miasto. Ale teren nie należy do miasta,
bo nie postarało się odzyskać go od upadających baz a plan miejscowy
faworyzuje dolinę Kamiennej jako obszar przemysłowo-składowy. I teraz
przyjeżdżających do Starachowic witają składnice złomu. Ale wszystko
wskazuje, że nie będą witać - ale z innego powodu: kolej bankrutuje
i może skasować tę linię. I tamtędy już nikt nie będzie przejeżdżał
i przechodził...
Skoro teren za targowicą musi być sprzedany, to zgadzam się z panią
architekt: trzeba określić precyzyjnie rodzaj i charakter zabudowy.
Podpisuję się również pod zielonym dachem. Kompozycja tego wielkiego
powierzchniowo obiektu powinna być rozczłonkowana lub sprawiać takie
wrażenie. Zatwierdzenie projektu powinny poprzedzić publikacje wizualizacji
w mediach i dyskusje na ten temat. Rejon ten jest dobrze skomunikowany
praktycznie ze wszystkich stron, ale problemem może być wąskie gardło
ul. Iłżeckiej od strony Rynku. Dlatego celowe byłoby również porozumienie
z przyszłym inwestorem na finansowanie nowego dojazdu na przedłużeniu
ul. Kolejowej i tzw. Nowo-Spółdzielczej (nowa ulica przy torach oraz
jej przedłużenie) i wjazdu od strony dawnej stacji towarowej kolejki
wąskotorowej. Zabezpieczona powinna być Młynówka. Można byłoby zrobić
na niej zatoczkę - stawik (np. z pomostem i kawiarenką). Zaś z drugiej
strony obiektu peronik dla reaktywowanej iłżeckiej ciuchci. Mogłoby
być tam może i ładnie, ale przestrzennie to całe przedsięwzięcie łatwiej
popsuć. No i nie poruszam ważnych tematów społecznych... |
| 
7 VII 2003
Tygodnik Starachowicki nr 28 z dn. 7 VII 2003
W pobliżu Targowiska. Miejsce na supermarket
Póki co, nikt nie wniósł protestu w sprawie planowanej
budowy kolejnego wielkopowierzchniowego sklepu na terenie Starachowic.
Na razie plany
Projekt Miejscowego Planu Zagospodarowania Przestrzennego terenu łąk
zakłada przeznaczenie obszaru o powierzchni sześciu hektarów pod usługi
komercyjne.
- Teren przeznaczony jest wstępnie pod sklep wielkopowierzchniowy wraz
z centrami usług kulturalnych czy bankowych. Obowiązują wytyczne, żeby
ograniczyć do minimum stoiska branży spożywczej na rzecz stoisk przemysłowych,
sklepów z artykułami wykończenia czy wyposażenia domów - mówi Grażyna
Kozakiewicz-Opałka architekt Urzędu Miasta Starachowice.
Od wyłożenia planu zagospodarowania w Urzędzie Miejskim do budowy supermarketu
jest bardzo daleka droga. Najpierw musi skończyć się zbieranie opinii
mieszkańców miasta. Do 21 lipca mogą oni składać protesty dotyczące
planu. W ciągu 14 dni po upływie tego terminu każdy, kogo interes prawny
lub uprawnienia zostały naruszone w projekcie planu, może wnieść do
niego zarzut. Rzecz jasna, ostateczny głos o przeznaczeniu terenu pod
budowę supermarketu należy do Rady Miejskiej. Póki co przeciwników budowy
nie ma. - Sukcesywnie prowadzimy rozmowy z właścicielami nieruchomości
sąsiadujących z terenem łąk. Nikt jeszcze nie zgłaszał sprzeciwu - powiedziała
G. Kozakiewicz-Opałka.
Chcemy supermarketu?
- Planowanie takiej inwestycji wymaga sporządzenia prognozy dla rynku
pracy, komunikacji, istniejącej sieci handlowej. Prognoza taka została
sporządzona. Mieszkańcom zadano pytania w formie ankiety. Okazało się,
że 58 procent mieszkańców jest zadowolonych ze swojego miejsca zamieszkania,
a aż 68 procent respondentów życzy sobie powstania w Starachowicach
takiego obiektu - relacjonuje pani architekt.
Przeprowadzone badania pokazały, że w promieniu 1.600 metrów istnieje
150 placówek handlowych, które w przeważającej większości dają jeden
etat.
- Przeliczyliśmy i okazało się, że jest tam 530 miejsc pracy. Bilans
zakłada powstanie 800 nowych miejsc pracy: 570 na miejscu i pozostałych
na przykład u dostawców towarów. Oszacowaliśmy, ile z istniejących sklepów
padnie, bo to jest nieuniknione. Według szacunków, zniknęłoby w ten
sposób jakieś 220 miejsc pracy. Najprawdopodobniej w nowym sklepie zatrudnienie
znalazłyby inne osoby niż te, które straciłyby pracę w wyniku likwidacji
małych sklepów - powiedziała G. Kozakiewicz-Opałka. - Uważam, że jest
to nieunikniony kierunek rozwoju. Już teraz ludzie jeżdżą do dużych
sklepów do Kielc czy Radomia. Gdyby powstał w Starachowicach taki sklep,
przyciągnąłby klientów ze Skarżyska czy Ostrowca. W innym przypadku
możemy się spodziewać, że takie sklepy zostaną wybudowane w sąsiednich
miastach.
Bez jarmarcznej budy
Budowa obiektu wielkopowierzchniowego w rejonie Targowicy to bardzo
poważne przedsięwzięcie. Na pewno nie będzie w stanie podjąć się go
drobny inwestor. W grę wchodzi bowiem nie tylko budowa sklepu, ale też
przebudowa skrzyżowania czy umocnienie wałów Kamiennej.
- Albo tam powstanie wielki obiekt albo nic - twierdzi Grażyna Kozakiewicz-Opałka.
- A jeśli już powstanie, miasto nie zgodzi się, aby była to jarmarcznie
kolorowa budowla w stylu amerykańskich supermarketów. Architektura ma
być wzorowana na najlepszych wzorach architektonicznych w mieście. Jest
jeszcze jeden wymóg: dachy. Przyszły budynek nie może mieć jakiegokolwiek
dachu, tak, żeby nie psuł panoramy miasta widocznej z wiaduktu. Stąd
wymóg tzw. zielonego dachu, czyli krytego roślinnością. Sadzę, że spełnienie
tylu wymogów nie będzie łatwe i to inwestowanie tak szybko nie nastąpi
- dodała.
Są przeciwnicy
Przeciwko planowi zagospodarowania terenu łąk protestują członkowie
Zrzeszenia Kupców Polskich w Starachowicach. Na razie zebrali 505 podpisów
pod listem.
- Jeśli zostanie podjęta decyzja o budowie supermarketu, na co wszystko
wskazuje, będziemy się starali to zahamować. Tu chodzi o miejsca pracy
lokalnych przedsiębiorców i byt ich rodzin - powiedział Janusz Mierzyński
ze Zrzeszenia Kupców Polskich w Starachowicach. - Zamierzamy złożyć
zarzut przeciwko Projektowi Miejscowego Planu Zagospodarowania Przestrzennego
Terenu Łąk - zapowiedział.
Tam mogą być sklepy!
W mieście są dwa takie tereny. O budowie centrum w miejsce targowiska
"Manhattan" słychać od dawna. Przygotowany jest już plan zagospodarowania
miejscowego tego terenu, uwzględniający budowę hali targowej na terenie
starej kotłowni. Niedługo zostanie on wyłożony do publicznego wglądu
i mieszkańcy będą mogli wyrazić na jego temat opinie. Plan zakłada budowę
kilku obiektów, z zastrzeżeniem, że ich powierzchnia nie może przekraczać
2 tysięcy metrów powierzchni użytkowej.
Kolejny obszar znajduje się między Odlewniami Polskimi a torami kolejowymi
i rzeką Kamienną. W studium i planie zagospodarowania przestrzennego
zostanie wskazany kierunek przekształcenia tego obszaru w teren usługowy.
(m)
Opinia powyżej |
| 
1 VII 2003
Tygodnik Starachowicki opisuje Zakład Topienia Bazaltu. Znajduje on
się w Wierzbniku. Według przekazów historycznych od 1890 istniał Zakład
Ceramiczny "Florus", nazwany w okresie międzywojennym "Rogalin".
Tak więc jubileusz mógłby być jeszcze większy...
Tygodnik Starachowicki nr 27 z dn. 1 VII 2003
Przedsiębiorstwo Topienia Bazaltu. Świętowali jubileusz
Minęło już pół wieku, jak odlano pierwsze płytki bazaltowe
w Polsce. To właśnie w Starachowicach powstał pierwszy zakład oferujący
materiały nieścieralne. Drugi taki w Polsce znajduje się w Strzegomiu.
27 czerwca w siedzibie Przedsiębiorstwa Topienia Bazaltu
w Starachowicach odbyły się obchody jubileuszu 50-lecia istnienia firmy.
W uroczystej gali wzięli udział przedstawiciele zarządu firmy, władze
miasta, pracownicy (byli i obecni) oraz zaproszeni goście, wśród których
znaleźli się Alfred Mauritz i Dietmar Tremmer (prezes PTB sp. z o.o.),
z firmy Kalenborn Kalprotekt dr. Mauritz GmbH & CO KG, będącej większościowym
udziałowcem PTB.
Minione pół wieku działalności PTB obfitowało w liczne przekształcenia
i przemiany. Podkreślał to szczególnie Jacek Godziemski, dyrektor, wiceprezes
PTB, który podczas spotkania przedstawił okoliczności jego powstania
oraz historię przedsiębiorstwa. Przy tej okazji również nagrodzono tych,
którzy w działalności PTB zasłużyli się długoletnią i sumienną pracą.
Wśród wyróżnionych znaleźli się: Maria Łuczyńska, Grażyna Lewandowska,
Wiesława Marszałek, Henryka Piętak, Zbigniew Ożdżyński, Jan Migus, Ryszard
Próchnicki, Józef Sala, Jan Więckowski, Leszek Sepioło i Józef Szwugier.
Po części oficjalnej odbyło się zwiedzanie zakładu, pogadanka na temat
jego przyszłości oraz przyjęcie okolicznościowe z udziałem zaproszonych
gości.
Ewelina Klocek
Historia PTB
Pomysł budowy Zakładu Topienia Bazaltu zrodził się w 1948 roku w związku
z projektem budowy "Metra" w Warszawie. Możliwość wykorzystania
wykładzin bazaltowych w tej inwestycji okazała się nietrafiona. Nie
odstąpiono jednak od budowy Zakładu, a jego wyroby postanowiono wykorzystać
w górnictwie węglowym do produkcji wykładzin rurociągów podsadzkowych.
Decyzję o rozpoczęciu budowy Zakładu wydano 5 października 1952 roku.
Wzorów dotyczących budowy urządzeń i technologii produkcji dostarczyła
wówczas Polsce Czechosłowacja. 22 listopada 1953 roku dokonano pierwszego
wytopu na skalę półtechniczną - odlano pierwsze płytki bazaltowe w Polsce.
W następnych latach sukcesywnie wprowadzano nowy asortyment płytek,
kształtek i rur. Zmieniono i usprawniono system prac odlewni. Od 1993
roku rozpoczęto produkcję kolan stalowych z wkładką bazaltową. Początki
nie były łatwe, jednak wiara w powodzenie przedsięwzięcia okazała się
owocna. Ważną datę w działalności PTB stanowi rok 2000. Wtedy to został
między innymi sfinalizowany proces prywatyzacyjny z niemiecką firmą
Kalenborn Kalprotekt dr. Mauritz GmbH & CO KG, jak również wprowadzono
szereg innych materiałów, dzięki którym PTB umocniło swoją pozycję na
rynku. Obecnie firma zatrudnia 90 osób.
Niestety teren, na którym znajduje się ZTB nie zmieścił
się na terenie opracowania (na planszy 100 x 70 w skali 1:1000). A bardzo
bym chciał w ramach tej pracy zająć się tm terenem.
W artykule wspomniano o przyszłości zakładu. Urbaniści w swoich planach
wykluczają przemysł ze śródmieść. Wykluczają nie znaczy: planują do
wyburzenia. Jeżeli obiekty mają wartość architektoniczną warto je nawet
eksponować. Mogą tam powstać obiekty handlu i co jest bardziej pożądane
- kultury. Jeżeli są w złym stanie technicznym lub architektonicznym
- to się planuje wyburzenia. Wydaje mi się, że władze zakładu i miasta
powinni już zacząć rozmowy w celu przeniesienia zakładu do dzielnicy
przemysłowej. A teren po zakładzie przeznaczyć pod zabudowę. Jaką? Powinno
się to okazać po zbadaniu zapotrzebowania i sporządzeniu planu miejscowego.
W tym samym numerze Tygodnika czytamy o planach odtworzenia kolejki
wąskotorowej.
We wrześniu. Ruszy kolejka do Lipia
Plany Fundacji Polskich Kolei Wąskotorowych zakładają,
że pierwsi pasażerowie pojadą wąskotorówką do Lipia już we wrześniu
tego roku. Zanim to się stanie, torowisko czeka gruntowny remont.
Notorycznie rozkradane
W przypadku części torowiska niezbędne będzie uzupełnienie brakujących
torów i podkładów kolejowych. Na odcinku ponad dwóch kilometrów torów
po prostu nie ma, ponieważ zostały rozkradzione. Dokonali tego najprawdopodobniej
mieszkańcy okolicznych miejscowości, którzy skorzystali z tego, że kolejka
przestała kursować. Jeszcze w ubiegłym roku, w listopadzie, komisja
powołana przez starostę stwierdziła fakt systematycznych kradzieży na
odcinku leśnym w okolicy Henryka. Stwierdzono wówczas, że brakuje dwóch
kilometrów torowiska. Znaleziono również ułożone rozłączone szyny, już
przygotowane do wywiezienia.
- Podczas tegorocznej kontroli, którą wraz z pracownikami starostwa
przeprowadzili policjanci z Komendy Powiatowej Policji w Starachowicach,
stwierdzono, że kradzieże nie ustały. Pojawiły się kolejne braki. Wiadomo,
że policjanci nie będą pilnować torowiska, bo mają wiele innych obowiązków.
W najbliższych dniach starosta ma spotkać się z przedstawicielami Straży
Leśnej i poprosić, żeby przy okazji patroli leśnych zwracali oni uwagę
również na torowisko. Gdyby zauważyli coś podejrzanego, mieliby wówczas
zawiadomić policję - powiedział Marcin Bondarowicz, rzecznik prasowy
Zarządu Powiatu. - Sądzę, że kradzieże skończą się, kiedy ruszą prace.
Ludzie zobaczą, że nie jest to własność niczyja, ale że ma właściciela,
który dba o to mienie.
Ruszy robota
Harmonogram prac przy uruchomieniu kolejki wąskotorowej do Iłży zakłada,
że prace remontowe na odcinku Starachowice Wschodnie - Lipie zostaną
wykonane w maju i czerwcu 2003 roku. Wiele wskazuje jednak na to, że
prace zaczną się w lipcu.
- Wystąpiło opóźnienie niezależne od nas. Okazało się, że są problemy
techniczne z przetransportowaniem do Starachowic Wschodnich lokomotywy.
Aby ją przewieźć, potrzebny jest dźwig o udźwigu 30 ton. Fundacja Polskich
Kolei Wąskotorowych stara się o zorganizowanie takiego dźwigu. Wiele
wskazuje na to, że lokomotywa przyjedzie do naszego miasta w tym tygodniu,
może w środę, czwartek - powiedział Marcin Bondarowicz.- Mimo kilkudniowego
opóźnienia są bardzo duże szanse na to, że zgodnie z założeniami kolejka
ruszy we wrześniu.
Jeszcze w tym tygodniu, oprócz lokomotywy, na dworzec wschodni w Starachowicach
mają zostać dostarczone duże platformy. Tabor ma umożliwić prowadzenie
prac naprawczych przy torowisku. Póki co zakończyły się roboty ziemne
przy torach.
- W niektórych miejscach tory były podmyte przez wodę. Te ubytki zostały
już uzupełnione. Przy naprawie torowiska będzie pracować pięć, sześć
osób. Na razie trwają rozmowy z Powiatowym Urzędem Pracy dotyczące zatrudnienia
bezrobotnych, ale na dziś nie jestem w stanie powiedzieć, czy dojdzie
do podpisania umowy - powiedział w piątek (27 czerwca) Paweł Szwed,
prezes Fundacji Polskich Kolei Wąskotorowych.
Z historii
Kolejka wąskotorowa była związana z zakładami wchodzącymi w skład Centralnego
Okręgu Przemysłowego. Powstała wtedy sieć kolei o szerokości toru 750
mm łącząca Wielki Piec i tartak w Starachowicach z kopalniami Majówka,
Mikołaj, Zębiec, Henryk i ładowniami drzewa w lasach w okolicy Lubieni.
W 1950 roku otwarto kolej na trasie Starachowice - Iłża o długości 20
kilometrów. Później połączono ją ze zbudowaną w latach 1950-1952 koleją
kopalni "Staszic" w Rudkach. Początkowo eksploatowano 4 parowozy
wyprodukowane w Polskiej Fabryce Parowozów. Później kolej otrzymała
63 wagony towarowe i jeden osobowy. Dziesięć wagonów krytych przerobiono
na wagony towarowo-osobowe.
W 1994 roku mimo wprowadzenia oferty turystycznej i znacznych przewozów
towarowych kolejka została zamknięta, a dwa lata później całość taboru
wywieziono do Jędrzejowa. W 1995 roku linia wąskotorowa została wpisana
do rejestru zabytków.
(m)
17 kolejek
Do dziś w Polsce pozostało 17 kolejek wąskotorowych o łącznej długości
torów ok. 1.700 kilometrów. Na ośmiu kolejach prowadzony jest regularny
ruch pasażerski, na czterech kolejnych prowadzone są przewozy turystyczne
w okresie letnim. Oprócz wąskotorówek używanych przez PKP w kraju znajdują
się jeszcze trzy koleje cukrownicze na Kujawach i dwie leśne: w Bieszczadach
i nieczynna w Puszczy Białowieskiej. Regularne przewozy pasażerskie
organizuje też Muzeum Kolei Wąskotorowej w Sochaczewie koło Warszawy.
|
| 
5 IV 2003
Już jest dostępny Internetowy
Plan Starachowic |
| 
25 III 2003
Afery Wacława P. ciąg dalszy. Odcinek piąty...
Tygodnik Starachowicki nr 13 z dn. 25 III 2003
Naczelnik w sądzie. Potajemna sprzedaż
- Czy przed sprzedażą budynku kina "Robotnik"
wraz z działką, znany był panu problem dojazdu przez ten teren do posesji
położonych w sąsiedztwie? - dociekał sąd podczas przesłuchania naczelnika
Urzędu Miejskiego Wacława P.
W czwartek, 20 marca odbyła się pierwsza rozprawa. Oskarżonym,
przez ostrowiecką prokuraturę z kodeksu karnego jest Wacław P., naczelnik
wydziału gospodarki nieruchomościami UM w Starachowicach. Prokurator
w akcie oskarżenia zarzucił mu, że wprowadził w błąd Radę Miejską, informując
iż budynek "Robotnika" zostanie sprzedany spółce będącej dzierżawcą,
podczas gdy nabyły go inne osoby. Prokuratura kwestionuje w tym wypadku
sprzedaż bezprzetargową tej nieruchomości.
Wszystko zaczęło się...
w 1997 roku, kiedy dwaj wspólnicy Bogdan P. i Krzysztof S. wydzierżawili
od gminy budynek byłego kina. Od nieruchomości i działki, na której
jest położona odprowadzali do kasy miejskiej podatki. W następnym roku
wystąpili z wnioskiem do władz o sprzedaż im tego obiektu wraz z placem,
na którym się znajduje.
- Wniosek, w kwietniu 1998 roku rozpatrywał Zarząd Miasta i zaopiniował
go pozytywnie. Ustalił cenę sprzedaży na 270 tys. zł. Pracownicy mojego
wydziału przygotowali projekt uchwały o przeznaczeniu budynku wraz z
działką do sprzedaży, który przedstawiłem na posiedzeniu Rady Miejskiej.
Rada podjęła uchwałę. Na wniosek zainteresowanych cena została obniżona
do 230 tys. zł - zeznawał naczelnik przed sądem. Argumentował, że przepisy
zezwalają na bezprzetargową sprzedaż nieruchomości dzierżawcy, stąd
niekonieczne było ogłaszanie przetargu na ten obiekt.
Ale w listopadzie 1999 roku, na dwa miesiące przed sprzedażą "Robotnika"
jeden ze wspólników K. S. wystąpił ze spółki. Zastąpiła go matka Bogdana
P. - Krystyna P. Spółce w tym składzie gmina sprzedała budynek po kinie
wraz z otaczającym go placem. Prokurator kwestionował, dlaczego naczelnik
nie poinformował przed sprzedażą, że zmienił się skład osobowy spółki.
Czy w tym wypadku nie było konieczne ogłoszenie przetargu?
- Uznaliśmy, że nie miało to większego znaczenia dla sprawy - twierdził
naczelnik.
Zostaliśmy bez dojazdu
Byłe kino wraz placem zostało sprzedane w styczniu 2000 roku, a w kwietniu
do UM dotarło pismo od mieszkańców z sąsiednich posesji o ustanowienie
drogi koniecznej. Okazało się bowiem, że nie mają jak dostać się do
swoich domostw.
- To pismo było bezprzedmiotowe, bo teren został sprzedany. Wcześniej
mieszkańcy nigdy nie występowali w tej sprawie - skomentował naczelnik.
- Od kilkudziesięciu lat przez teren koło kina dojeżdżaliśmy do swoich
posesji. Od lat staraliśmy się też o wykup tych terenów. Zawsze odmownie.
Dlatego tak wielkim zaskoczeniem było dla nas, że właściciel "Robotnika"
zaczął nagle układać krawężniki wokół placu. Stąd dopiero dowiedzieliśmy
się, że budynek wraz z całym placem został sprzedany. Czy tak się postępuje
z ludźmi? - pytała kobieta z grupy mieszkańców, którzy złożyli do Prokuratury
doniesienie na przekroczenie uprawnień przez naczelnika.
- Nikt nas wcześniej nie poinformował, że obiekt przeznaczony jest do
sprzedaży, a wraz z nim plac, na którym w planach miejskich widnieje
pasaż dla pieszych. Drogi wprawdzie w planach nie ma, ale czy urzędnicy
nie wiedzieli, że od lat tamtędy dojeżdżamy do naszych budynków? - oburzał
się starszy mężczyzna.
- Teraz pan P. twierdzi, że nie wiedział dokładnie iż teren ten pełnił
rolę drogi dojazdowej do naszych posesji. Osobiście był u nas na wizji
lokalnej z prezydentem Wierzbickim. Mamy na to dokumenty. Ten pan kłamie.
Dobrze wiedział, co i komu sprzedaje - zarzucali zeznaniom sądowym naczelnika
mieszkańcy Wierzbnika podczas przerwy w rozprawie. Sześcioro z nich
pełni rolę oskarżycieli posiłkowych. W sprawie ma zeznawać blisko pięćdziesięciu
świadków. Na kolejnej, kwietniowej rozprawie rozpoczną się przesłuchania
świadków.
Oddzielnie złożyli sprawę do sądu o wytyczenie na spornym terenie drogi
dojazdowej do ich posesji.
A. Staszałek |
| 
II 2003
Ukazuje się kolejna książka Aleksandra Pawelca: "Potomkowie Starzecha".
Większość zawartych w tej książce opowiadań była w latach 1994-2003
opublikowana przez Tygodnik Starachowicki. [pozycja bibliograficzna
pracy nr 23].
Wśród opowieści wiele jest poświęconych Wierzbnikowi, a w jednej pan
Aleksander opisuje pracę dyplomową o Wierzbniku.
Dziękuję |
| 
21 I 2003
Wiadukt się "sypie":
Tygodnik Starachowicki nr 4 z dn. 21 I 2003
Gwarancja do gwarancji? Dziury do wiosny
Śmiać się czy płakać? Dziury w wiadukcie jak były tak
są, choć obiekt nie jest bynajmniej wiekowy, bo latem stuknie mu zaledwie
czwarty roczek. I będą! - co najmniej do najbliższej wiosny - zapowiadają
gospodarze drogi.
Trasa N-S, łącząca północną część miasta z południową,
nazwana Wiaduktem Księdza Prymasa Wyszyńskiego, miała być nie tylko
ważną arterią ułatwiającą komunikację w mieście, ale i reprezentacyjną
wizytówką naszego grodu. To druga pod względem wielkości - po szpitalu
- powojenna inwestycja w Starachowicach. Tymczasem z dumy zrobił się
kłopot - dla korzystających z niego i dla jego gospodarzy - Urzędu Miasta
w Starachowicach. Na dziury w nawierzchni wiaduktu Księdza Prymasa Wyszyńskiego
w Starachowicach narzekają - nie po raz pierwszy - przejeżdżający tamtędy
kierowcy. Kilkanaście sporej wielkości wgłębień w nawierzchni drogi
powoduje, że trzeba je ominąć, jeśli ktoś nie chce ryzykować oberwania
resorów lub naruszenia zawieszenia. A jazda slalomem po publicznej,
ruchliwej drodze - jak powszechnie wiadomo - nie służy bezpieczeństwu.
TYGODNIK zapytał włodarzy terenu, co robią, żeby uporać się z dziurami
w wiadukcie. Od Jerzego Ambrożego, naczelnika Wydziału Inwestycji Urzędu
Miasta, usłyszeliśmy, że dziur nie ma:
- To są odpryski nawierzchni, plackowate odspojenia dywanika, który
ułożony był latem 2001 r., jeszcze w ramach gwarancji. Jeden sezon zimowy
gwarancja przetrwała bez przeszkód. Przy drugim, czyli w czasie tej
zimy, po półtora roku znowu pojawiły się odpryski. To efekt złego przylegania
nowego dywanika do starej warstwy. Widocznie nie we wszystkich miejscach
równo przykleił się. Wystarczyły 2-3 centymetrowe luki, żeby teraz doszło
do powstania aż takich odspojeń - wyjaśnił naczelnik Ambroży.
Przed dwoma tygodniami odbyło się spotkanie w tej sprawie pracowników
wydziału Inwestycji UM, inwestora Świętokrzyskiego Zarządu Dróg Wojewódzkich
i firmy - nomen omen - "Fart", wykonującej prace przy wiadukcie.
W czasie spotkania ustalono, że możliwie szybko, jak tylko pozwoli na
to pogoda dziury zostaną naprawione, co w praktyce oznacza przesunięcie
robót do wiosny. Na razie, aby degradacja nawierzchni nie postępowała
dalej, dziury zostaną zabezpieczone emulsją asfaltową.
- Właśnie wczoraj załataliśmy na zimno jedną większą dziurę w wiadukcie
od strony Alei Wyzwolenia, która sprawiała tam dosyć kłopotu, utrudniała
ruch - mówił przed dwoma tygodniami Robert Adamczyk z Wydziału Gospodarki
Komunalnej, Lokalowej i Dróg.
A
Wiadukt w liczbach
Budowa trasy N-S w Starachowicach rozpoczęła się w 1989 r. Jednak gros
prac wykonane zostało w latach 1996-99. Do użytku trasa oddana została
w lipcu 1999r. Na inwestycję poszło 6 tysięcy ton betonu i prawie 900
ton stali. Projekt przygotowali naukowcy z Akademii Górniczo-Hutniczej
w Krakowie. Wykonawcy to Przedsiębiorstwo Robót Mostowych i kielecka
firma "Fart". Koszt wyniósł 35 mln złotych.
Bez komentarza |
| 
I 2003
Internetowy serwis Urzędu Miejskiego w Starachowicach udostępnia uchwały
Rady Miejskiej. Oto jedna z nich:
Uchwała Nr X/17/2002
Rady Miejskiej w Starachowicach
z dnia 9 grudnia 2002 r.
w sprawie: oddania w użytkowanie wieczyste nieruchomości,
położonej w Starachowicach u zbiegu ul. Targowej i Iłżeckiej wraz z
nieodpłatnym przeniesieniem własności budynku.
Działając na podstawie
-art.207, art.67 ust.1, ust.3, art.72 ustawy z dnia 21 sierpnia 1997
roku o gospodarce nieruchomościami (tekst jednolity: Dz.U. z 2000 r.
Nr 46 poz.543 z późn. zmianami)
-art.18 ust.2 pkt.9 lit. "a" ustawy z dnia 8 marca 1990 r.
o samorządzie gminnym (tekst jednolity Dz.U. z 2001 r. Nr 142 poz.1591
z późn. zmianami)
uchwala się, co następuje:
§ 1.
Wyraża się zgodę na oddanie w użytkowanie wieczyste na 99 lat nieruchomości
gruntowej oznaczonej w ewidencji gruntów jako działka nr 1373/4 o pow.
0,0150 ha ( KW 6210 ) położonej w Starachowicach u zbiegu ul. Targowej
i Iłżeckiej stanowiącej własność Gminy Starachowice, wraz z nieodpłatnym
przeniesieniem własności budynku, wybudowanego na tej nieruchomości
z własnych środków i na podstawie pozwolenia na budowę, przez osobę,
która była posiadaczem nieruchomości 5 grudnia 1990 r. i pozostawała
nim nadal 1 stycznia 1998 r.
§ 2.
Nieruchomość podlega obciążeniu prawem przejazdu i przechodu na rzecz
właściciela nieruchomości, oznaczonej jako działka nr 1373/5.
§ 3.
Wykonywanie uchwały powierza się Prezydentowi Miasta Starachowice.
§ 4.Uchwała wchodzi w życie z dniem podjęcia.
Przewodniczący Rady Miejskiej w Starachowicach
Kazimierz Bojara
No tak... Nie tak dawno postanowiono wyburzyć sąsiadujący
z pawilonem znajdującym się na tej działce. A ohydny, pomazany bazgrołami
pawilon ma pozostać! Dzięki tamtej rozbióre można było poszerzyć ulicę
Iłżecką (wpis poniżej z maja 2002 i z 20 listopada 2001). Poszerzono
o co najwyżej dwa metry! Dzięki rozbiórce pawilonu można było lepiej
rozwiązać te skrzyżowania (wpis poniżej z maja 2002).
Znów nawala relacja miasto (sprzedaż działki) - powiat (przebudowa ulicy).
Gruntowa polityka miasta w tym zakresie nie funkcjonuje.
Sprawa dojazdu za "Robotnikiem" nie ma końca, a tu jeszcze
na dokładkę ten pawilon. Zamiast sporządzić plan miejscowy i ustalić
przyzwoity standard zabudowy (2-3 kondygnacje z poddaszem) na odcinku
Targowa - Al. A. K. (wejdą tu ze 4 budynki w szeregu - w tym 2 narożne).
A tu zostawia się taki przysłowiowy wrzód na ... Przecież na to na takiej
sprzedaży miasto o wiele więcej by zyskało! Ale jak nie ma planów miejscowych
to tak jest. Złośliwa dygresja: nawet jakby był plan miejscowy to jestem
przekonany, że ten budynek byłby postulowany do zostawienia...
|
| 
14 I 2003
Tygodnik Starachowicki nr 3 z dn. 14 I 2003
Miasto i powiat dołożą. Zapłacimy za przejazd
Szlaban zostaje. Po 1 lipca 2003 roku miasto i powiat
będą dokładać do jego utrzymania - to efekt ubiegłotygodniowego porozumienia
lokalnych władz z przedstawicielami Polskich Kolei Państwowych.
W czwartek 8 stycznia Henryk Staniewski, dyrektor regionalny
oddziału PKP Państwowych Linii Kolejowych S.A. w Lublinie odwiedził
Starachowice. Asystowali mu dyrektorzy ze Skarżyska Henryk Kapłański
i Marek Michta. Z rana Leszek Śmigas, dyrektor Zarządu Dróg Powiatowych
w Starachowicach zapoznał gości z sytuacją na przejeździe kolejowym
w rejonie ul. Targowej. Chyba nieprzypadkowo na dzień wizyty wybrano
dzień targowy. Samochody co chwilę przemykały przez przejazd. Duży był
też ruch pieszych. "Kolejarzom" pokazano także, że za przejazdem
zlokalizowanych jest wiele firm i przedsiębiorstw.
Później zaś omawiano i uzgadniano warunki dalszego funkcjonowania przejazdu.
W spotkaniu oprócz wspomnianych przedstawicieli PKP i L. Śmigasa wzięli
udział starostowie Mieczysław Sławek i Andrzej Maciąg, prezydenci miasta
Sylwester Kwiecień i Szymon Jarosz, przewodniczący Komisji Gospodarczej
RM Jerzy Perchel, dyrektor Wydziału Komunikacji Starostwa Powiatowego
Krzysztof Korus.
Wynikiem spotkania było podpisanie porozumienia pomiędzy Kolejami a
władzami powiatu i miasta.
- Decyzja PKP o likwidacji przejazdu kolejowego została wstrzymana.
Do 1 lipca przejazd będzie funkcjonował na starych zasadach. Po tym
terminie, wychodząc naprzeciw oczekiwaniom mieszkańców miasta i powiatu,
będziemy partycypować w kosztach utrzymania przejazdu - skomentował
Andrzej Maciąg, wicestarosta.
- Zasady wspólnego utrzymywania przejazdu będą tematem oddzielnego spotkania.
Wstępnie ustaliliśmy tylko, że powiat i miasto będą ponosiły koszty
utrzymania obsługi, czyli dróżników. Wysokie kwoty, które wcześniej
podało PKP (260 tys. zł rocznie miało kosztować zatrudnianie na przejeździe
pięciu dróżników)zostaną zweryfikowane. Poza tym tańsze jest zdalne
sterowanie rogatkami. Nie wymaga ono zatrudniania aż tylu ludzi. To
wszystko będzie jeszcze uzgadniane. Najważniejsze jest to, że groźba
zamknięcia przejazdu została oddalona - dodał wicestarosta.
Przypomnijmy, że na początku grudnia do Urzędu Miejskiego, Starostwa
Powiatowego, Państwowej Straży Pożarnej, Policji, Pogotowia Ratunkowego
dotarły pisma od skarżyskiej dyrekcji PKP, informujące, że 2 stycznia
zamknięty zostanie na zawsze przejazd kolejowy w Starachowicach Wschodnich.
Koleje argumentowały, że dalsze utrzymywanie przejazdu jest zbyt kosztowne,
funkcje komunikacyjne będzie zaś spełniał wiadukt. Natychmiastowa reakcja
władz miasta i powiatu, a także sprzeciw mieszkańców i firm działających
"za szlabanem" doprowadziły do odroczenia sprawy i w rezultacie
czwartkowego spotkania. Postanowiono, że szlaban zostaje.
A. Staszałek
No i jak sie okazuje problem przejazdu rozwiązano. Nasunęło
mi się z tego powodu kilka refleksji dotyczących najbliższej okolicy
przejazdu:
1) Nie rozumiem dlaczego nie można iść dalej po kosztach i szlabanu
otwierać za pomacą pana nastawniczego z pobliskiej nastawni, zwłaszcza,
że nie ma takiej złej widoczności. I co nawet dopuszczane jest w przepisach
[to samo rozporządzenie, na które powoływałem się już wcześniej]:
§ 44. l. Rogatki zamykające przejazd
na okres przejeżdżania pojazdu szynowego mogą być obsługiwane na miejscu
lub z odległości.
2. Jeżeli miejsce obsługi rogatek jest umieszczone w odległości mniejszej
lub równej 60 m od osi przejazdu, przejazd uważa się za obsługiwany
na miejscu, a przy odległości większej - za obsługiwany z odległości.
Odległość tę mierzy się w rzucie poziomym po osi toru.
§ 49. l. Rogatki obsługiwane z odległości powinny być wyposażone w urządzenia
dające sygnały dźwiękowe, ostrzegające użytkowników drogi o mającym
nastąpić zamknięciu rogatki. Sygnały te powinny być uruchamiane co najmniej
na 8 sekund przed rozpoczęciem opuszczania drągów rogatek i działać
do ich całkowitego opadnięcia. Urządzenia dzwonkowe powinny być słyszalne
z odległości co najmniej 30 m, licząc od rogatki wzdłuż osi drogi.
2. W szczególnych warunkach uciążliwości dla otoczenia sygnałów dźwiękowych,
zarząd kolei w porozumieniu z zarządem drogi, komendantem wojewódzkim
Policji, organem administracji państwowej zarządzającym ruchem na drogach
publicznych, a w odniesieniu do przejazdów na liniach użytku niepublicznego
- z właściwą dyrekcją okręgową kolei państwowych, może odstąpić od stosowania
tych sygnałów pod warunkiem zainstalowania półsamoczynnej sygnalizacji
świetlnej z sygnalizatorami, uruchamianej co najmniej na 8 sekund przed
rozpoczęciem opuszczania drągów rogatek.
§ 50. Rogatki obsługiwane z odległości powinny być widoczne z posterunku
obsługującego i umożliwiać na miejscu podniesienie opuszczonych drągów
rogatkowych. Odległość rogatek od posterunku obsługującego nie powinna
być większa niż 1000 m; przy zastosowaniu urządzeń telewizji przemysłowej
odległość ta może być zwiększona; z jednego posterunku mogą być obsługiwane
rogatki kilku przejazdów.
Może to kwestia:
1. nie wysyłania na zasiłek załogi dróżników (bo po kilku miesiącach
ewentalne przeróbki by się zwróciły) lub
2. pana (może pani) nastawniczego, który ma dużo do do nastawiania na
takiej węzłowej stacji jak Starachowice Wschodnie
3. nieznajomości w/w paragrafów... |
| 
7 I 2003
Tygodnik Starachowicki nr 2 z dn. 7 I 2003
Wyrok odroczony? Szlaban zostaje
- Sprawa już przesądzona. 2 stycznia do Starachowic
przyjadą sokiści z PKP, by zamknąć przejazd. To nieoficjalna odgórna
decyzja wiceministra Muszyńskiego, do którego nasi włodarze zwrócili
się z prośbą o pomoc. Będą czekać na odpowiedź, podczas, gdy sprawa
jest właściwie przesądzona - mówiła rozmówczyni w redakcji TYGODNIKA
w poniedziałek 30 grudnia. Zgodnie z zapowiedziami PKP, 2 stycznia szlaban
miał opaść na zawsze.
Między torami przy ul. Targowej leżą ponoć szyny, którymi
przejazd ma być zaspawany na zawsze.
Zawiadomienia z Zakładu Linii Kolejowych w Skarżysku, że "z dniem
2 stycznia 2003 r. nastąpi likwidacja przejazdu kolejowego stanowiącego
skrzyżowanie z drogą kołową leżącą w ciągu ulicy Targowej w miejscowości
Starachowice" otrzymały w grudniu: Pogotowie Ratunkowe, Straż Pożarna,
Policja, MZK i PKS, a także Urząd Miejski , Starostwo Powiatowe i Zarząd
Dróg Powiatowych.
Władze miasta złożyły pismo w obronie przejazdu do wiceministra infrastruktury.
30 grudnia temat był jeszcze dyskutowany na sesji Rady Powiatu i Rady
Miejskiej. Prezydent Sylwester Kwiecień poinformował, iż decyzją ministra
infrastruktury sprawa zamknięcia przejazdu kolejowego w rejonie ulicy
Targowej w Starachowicach została odroczona do 19 stycznia, 6-ego zaś
ma przyjechać z ministerstwa komisja, która oceni sytuację.
- Jeśli dojdzie do zamknięcia przejazdu, podamy kolej do Prokuratury.
Według przepisów, PKP powinny uzgodnić zamknięcie przejazdu z zarządcą
drogi. W tym wypadku chodzi o Zarząd Dróg Powiatowych. Żadnych uzgodnień
z nikim nie było. Wszyscy zostali tylko poinformowani o fakcie - powiedział
prezydent.
PKP tłumaczy decyzję likwidacji przejazdu wysokimi kosztami utrzymania
przejazdu - 300 tys. zł w skali roku. Z tej kwoty ponad 260 tys. zł
to koszt wynagrodzenia pięciu dróżników obsługujących przejazd. Argumentuje
również, że Starachowice mają wiadukt, którym odbywa się komunikacja
między północną i południową częścią miasta i dalsze utrzymywanie przez
kolej przejazdu jest zbędne.
- Koszty te są chyba przesadnie wygórowane. Wynika z tego, że miesięcznie
jeden dróżnik zarabia ponad 3 tys. zł - skomentował wicestarosta powiatu
Andrzej Maciąg.
Jak się okazuje przejazd kolejowy obsługuje pięcioro dróżników. Pracują
na 12-godzinne zmiany i zarabiają średnio 1 tysiąc zł. Mówią, że to
praca nie ciężka, ale bardzo odpowiedzialna. W ciągu doby przejazd opuszczają
i podnoszą około 40 razy. Tyle pociągów osobowych i towarowych przejeżdża
bowiem przez Starachowice. Byli przygotowani, że 2 stycznia będą ostatni
raz w pracy, ale dostali pismo o nowym terminie - 19 stycznia. Są to
ludzie młodzi z kilku i kilkunastoletnim stażem pracy w PKP. Liczą,
że zostaną im przydzielone inne obowiązki i nie zostaną zwolnieni z
pracy.
- Koleje zachowują się bardzo nieodpowiedzialnie i niepoważnie. 23 grudnia
otrzymaliśmy pismo o wspólnym spotkaniu na przejeździe, które miało
się odbyć 20 grudnia. Jak mogliśmy wziąć w nim udział? - pytał S. Kwiecień.
W imieniu około dwustu mieszkańców osiedli Wierzbowa, Trzech Krzyży
i Działki oraz 36 małych i średnich przedsiębiorstw zlokalizowanych
przy ul. Kanałowej, Radoszewskiego, 17 Stycznia oraz Spółdzielczej wystąpił
na sesji radny Jerzy Perchel, przewodniczący komisji gospodarczej. Zaprotestował
przeciwko zamknięciu szlabanu, gdyż przyniesie to dotkliwe straty dla
firm, mieszkańców i budżetu miasta.
"Zamknięcie przejazdu spowoduje odcięcie ponad trzydziestu firm
od północnej części miasta, co zdecydowanie pogorszy ich możliwości
działania. Biorąc kredyty, zatrudniając pracowników, inwestując wszystkie
swoje oszczędności - nie uwzględniały i nie dopuszczały takiej możliwości,
że mogą być odcięci od swoich klientów. Może to spowodować spadek cen
nieruchomości w tym rejonie, co może doprowadzić nawet do procesów sądowych,
gdyż ta sytuacja nie wynikła z winy przedsiębiorców czy mieszkańców
tej części miasta. Skupione tu firmy zatrudniają łącznie ponad 400 osób,
płacą podatki od nieruchomości.
Wśród tych firm są m.in. takie, które po zamknięciu przejazdu stracą
rację bytu, tracąc swoich klientów. Może to być przyczyną zwolnienia
około 95 osób.
Wykonane pomiary natężenia ruchu, wskazują na znaczny wzrost ruchu pojazdów
przez ten przejazd, mimo tego, że wybudowany wiadukt przejął znaczną
część ruchu samochodowego. Ten znaczny wzrost ruchu pojazdów przez przejazd
kolejowy świadczy o tym, że dla właściwego funkcjonowania miasta, targowiska,
zlokalizowanych tam firm i ich klientów oraz zamieszkałych tam mieszkańców
- przejazd ten musi być dalej czynny, gdyż jest niezwykle potrzebny."
- powiedział Jerzy Perchel. Jego interpelację podpisało 37 firm "zza
przejazdu".
2 stycznia koło przejazdu kolejowego było spokojnie. Samochody i piesi
bez problemu pokonywali tory. Zainteresowani sprawą mieszkańcy miasta
pytali dróżniczkę, czy decyzja została odwołana. "Do 19 stycznia"
- odpowiadała przejazdowa.
Co będzie po tym terminie? Władze miasta i powiatu zapowiadają, że nie
ustąpią, że będą walczyć o utrzymanie przejazdu.
Anita Staszałek
Mieszkańcom bardzo potrzebny jest przejazd na ul.
Targowej, a kolej musi szukać oszczędności. Według ministerialnych przepisów,
jeśli w odległości do 3 km od przejazdu jest wiadukt, to można nie utrzymywać
strzeżonego zaporami przejazdu. Teoretycznie PKP mogłaby więc zamknąć
również szlabany w Starachowicach Zachodnich! Dlatego potrzebne jest
porozumienie powiatu z kolejami. Jeśli trzeba będzie podzielić się kosztami
utrzymania dróżników, urzędnicy nie powinni się upierać. Dla dobra mieszkańców.
J.B.
Afery z "Robotnikiem" ciąg dalszy... W tym samym numerze Tygodnika
czytamy:
W sprawie "Robotnika". Naczelnik oskarżony
Naczelnik wydziału Urzędu Miejskiego w Starachowicach
Wacław P. oskarżony został o działanie na szkodę interesu publicznego
i osób prywatnych. W Sądzie Rejonowym w Starachowicach toczyć się będzie
sprawa karna przeciwko urzędnikowi.
Proces dotyczy sprzedaży byłego kina "Robotnik"
w Wierzbniku. Ośmiu właścicieli nieruchomości sąsiadujących z budynkiem
kina złożyło w grudniu 2000 roku wniosek do starachowickiej Prokuratury
Rejonowej o zbadanie sprawy jego sprzedaży, gdyż dopatrzyło się w niej
wielu nieprawidłowości. Miejscowa prokuratura nie przyznała racji mieszkańcom.
Ci odwołali się do Prokuratury Okręgowej w Kielcach, która zleciła dochodzenie
w tej sprawie Prokuraturze Rejonowej w Ostrowcu Świętokrzyskim. Ostrowieccy
prokuratorzy znaleźli na tyle poważne błędy, że zdecydowali się oskarżyć
naczelnika P.
W sporządzonym akcie oskarżenia Wacław P., naczelnik UM występuje jako
oskarżony z art. 231, par. 1 kodeksu karnego. Prokuratura, po przeprowadzonym
dochodzeniu zarzuca mu, że od grudnia 1998 r. do 3 stycznia 2000 roku
pełniąc funkcję naczelnika wydziału gospodarki nieruchomościami UM w
Starachowicach przekroczył swoje uprawnienia w czasie rozpatrywania
indywidualnego wniosku Bogusława P. w sprawie kupna kina "Robotnik".
Wprowadził w błąd Zarząd Miasta i radnych podając, że chodzi o spółkę
"Sobo" Bogusława P. i Krzysztofa S., a wniosek o kupno był
indywidualny. Przez to doprowadził do sprzedaży problemowej nieruchomości
3 stycznia 2000 roku małżeństwu Bogusławowi P. i Krystynie P., chociaż
prawnie mógł ją nabyć albo Bogusław P., albo Krzysztof S. Naczelnik
wprowadził również w błąd odnośnie przesłanek prawnych o sprzedaży budynku
po kinie w drodze bezprzetargowej. Tym samym działał na szkodę interesu
publicznego i ośmiu osób prywatnych, które po sprzedaży budynku kina
mają utrudniony dojazd do własnych posesji. TYGODNIK pisał już o tym
dwukrotnie.
"Funkcjonariusz publiczny, który, przekraczając swoje uprawnienia
lub nie dopełniając obowiązków, działa na szkodę interesu publicznego
lub prywatnego, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3" -
podaje art. 231, par. 1 kk.
Akt oskarżenia przeciwko Wacławowi P. trafił już do Sądu Rejonowego
w Starachowicach. |
| 
17 XII 2002
P.K.P. chce zlikwidować przejazd kolejowy znajdujący się... pod wiaduktem
Tygodnik Starachowicki nr 41/52 z dn. 17 XII 2002
W okolicy targowicy. Szlaban na zawsze?
Czy przejazd kolejowy w okolicy starachowickiej targowicy
zostanie zamknięty na zawsze? Polskie Koleje Państwowe oznajmiły, że
skoro miasto ma wiadukt, dalsze utrzymywanie przejazdu przy ul. Targowej
jest bezzasadne. Władze miasta i powiatu protestują przeciwko takiemu
rozwiązaniu.
Temat wrócił po trzech latach. Pierwszy raz podobne oświadczenie
dyrekcji ds. eksploatacji infrastruktury PKP w Skarżysku-Kamiennej dotarło
do Starachowic w sierpniu 1999 roku, a sam pomysł likwidacji przejazdu
miał się pojawić z chwilą rozpoczęcia budowy wiaduktu. Koleje argumentowały,
że dalsze utrzymywanie przejazdu jest zbędne, a wiążą się z nim koszty
energii elektrycznej, utrzymania budynku i zatrudnienia pięciu dróżników.
Jeżeli powiat stoi na stanowisku utrzymania przejazdu, powinien przejąć
jego koszty - sugerował ówczesny dyrektor PKP w Skarżysku. Sprzeciw
wobec takiego rozwiązania postawiły władze powiatu. Sprawa ucichła do
grudnia bieżącego roku. Do urzędu powiatowego znowu wpłynęło pismo ze
skarżyskich kolei, w którym dyrekcja wraca do tematu zamknięcia przejazdu
dla ruchu kołowego i pieszego z dniem 1 stycznia 2003 roku.
- Koleje argumentują, że likwidują przejazd z uwagi na wysokie koszty
jego utrzymania. Sugerują, że wiadukt rozwiązuje komunikację między
północną i południową część miasta. Podali, że roczne utrzymanie to
dla nich koszt 290 tys. zł, z czego 260 tys. pochłania zatrudnienie
dróżników. - Według mnie są to trochę wyolbrzymione sumy - mówi Andrzej
Maciąg, wicestarosta starachowicki. - Po spotkaniu zarządu powiatu z
zarządem miasta, przygotowaliśmy odpowiedź dla PKP w Skarżysku i dyrekcji
generalnej w Lublinie, w której sprzeciwiamy się likwidacji przejazdu.
Pismo to wysłaliśmy też do wiceministra infrastruktury Muszyńskiego.
Argumentujemy w nim, że zamknięcie przejazdu skomplikowałoby komunikację
w mieście, zwłaszcza w dni targowe. Przejazd jest przecież blisko targowicy.
Dziennie przejeżdża tamtędy 8 tysięcy samochodów i jest to centrum miasta,
nie obrzeża. Za przejazdem przy ul. Radoszewskiego i 17 stycznia zlokalizowanych
jest wiele firm, do których dojazd byłby z chwilą zamknięcia przejazdu
utrudniony - dodał wicestarosta.
Czy wraz z nowym rokiem z północnej na południową część miasta będzie
można dostać się tylko przez wiadukt lub przejazd w Starachowicach Zachodnich?
Według zapowiedzi dyrekcji PKP ze Skarżyska-Kamiennej ich stanowisko
jest ostateczne. W 1999 roku odstąpili od zamknięcia przejazdu z uwagi
na fakt, że nie zainstalowana była jeszcze sygnalizacja świetlna, nie
było jeszcze łącznika między wiaduktem a ul. Iłżecką. Na początku nowego
roku przejazd zostanie zlikwidowany.
- Zaleca takie rozwiązanie rozporządzenie Rady Ministrów z 1996 roku
w przypadku, gdy komunikację rozwiązuje wiadukt. Mieszkańcy na tym nie
ucierpią, z czasem przyzwyczają się do nowej organizacji ruchu. Utrzymanie
przejazdu rocznie kosztuje PKP blisko 300 tys. zł - poinformował Marek
Michta, zastępca dyrektora ds. technicznych PKP w Skarżysku-Kamiennej.
A. Staszałek
Podczas pracy zastanawiałem się
nad tym problemem. A co stanowi prawo?
"Rozporządzenie Ministra Transportu i Gospodarki Morskiej w sprawie
warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać skrzyżowania linii kolejowych
z drogami publicznymi i ich usytuowanie" z dnia 26 lutego 1996
r.:
Rozdział I
(...)
6.1. Skrzyżowanie dwupoziomowe należy projektować w sposób umożliwiający
likwidację przejazdów znajdujących się w odległości do 3 km z każdej
strony wybudowanego skrzyżowania dwupoziomowego
[czyli teoretycznie można zlikwidować przejazd przy ul. Radomskiej]
6.2. Zaniechanie likwidacji lub zamknięcia dla ruchu drogowego dotychczasowych
przejazdów po wybudowaniu skrzyżowania dwupoziomowego wymaga zgody zarządu
kolei, wyrażonej w porozumieniu z zarządem drogi
[a takowy - z tego co mi wiadomo - nie wyraża zgody]
Wracając do pracy dyplomowej. Problem przejazdu rozwiązałem
krótko: likwidacja. Przy założeniu przebudowy ulicy Spółdzielczej wynika
że w obecnym miejscu przejazd byłby niebezpieczny.Zanim powstał projekt
przeprowadziłem analizy zmiany położenia przejazdu na przedłużeniu ulicy
Ciasnej (a z drugiej strony przejazdu - Sadowej), w miejscu gdzie jest
więcej miejsca na skrzyżowanie. Część tych rysunków można zobaczyć w
dziale szkice. W opisie
pracy dyplomowej zastrzegłem możliwość przeniesiena (po odpowiednich
profesjonalnych analizach) przejazdu w inne miejsce. Przenosiny oczywiście
mają sens tylko w przypadku przebudowy ulicy Ciasnej i Spółdzielczej
oraz wyrażenia zgody zarządu kolei. |
26 XI 2002
Jest nadzieja na reaktywowanie starachowickiej kolejki wąskotorowej!
Tygodnik Starachowicki nr 48 z dn. 26 XI 2002
Kolejka wąskotorowa. Będzie atrakcją?
Trwają rozmowy między Starostwem Powiatowym a dyrekcją
PKP i Fundacją Kolei Wąskotorowych na temat przejęcia linii kolejki
Starachowice -Iłża i wykorzystanie jej do celów turystycznych.
Początkiem starań o uatrakcyjnienie naszego powiatu przez
reaktywację w celach turystycznych kursów kolejki wąskotorowej Starachowice
- Iłża było porozumienie zawarte na początku września tego roku między
Zarządem Powiatu a dyrekcją Kolei Dojazdowej w Warszawie. Na początku
listopada odbyło się kolejne spotkanie, na którym zainteresowane strony
przedstawiły swoje warunki i oczekiwania już co do konkretnych rozstrzygnięć.
Starostwo może kupić przy wsparciu Fundacji tabor kolejowy od PKP i
poddać go renowacji. W planach jest zakup trzech wagonów i lokomotywy.
Sprowadzone byłyby z różnych części kraju. W tej chwili trwają negocjacje
co do ceny. Przypomnijmy, że 22 października Minister Infrastruktury
wyraził zgodę na rozporządzenie elementami trwałymi majątku kolei dojazdowych
na rzecz powiatu starachowickiego.
Jednak zanim Starostwo uruchomi kursy, będzie musiało również uzupełnić
brakujące podkłady i tory kolejki wąskotorowej, które od lat notorycznie
są rozkradane. W ubiegłym tygodniu komisja ze Starostwa Powiatowego
przeprowadziła kontrolę stanu kolejki. Okazało się, że na długości 19,5
km kolejki wąskotorowej na trasie Starachowice-Iłża aż 2,5 km torów
i podkładów jest rozkradzione.
- Najgorzej sytuacja przedstawia się na odcinku Lubienia-Lipie - poinformował
rzecznik starostwa Marcin Bondarowicz.
W pierwszym etapie tworzenia Starachowickiej Kolei Dojazdowej zaplanowano
uruchomienie przejazdów na trasie Starachowice- Lipie, więc konieczność
uzupełnienia brakujących elementów jest szczególnie ważna.
A |
| 
23 VII 2002
Mija kolejny rok konfliktu wokół byłego kina "Robotnik".
Tygodnik Starachowicki nr 30 z dn. 23 VII 2002
Kolegium poparło mieszkańców. Nie będzie dyskoteki?
Samorządowe Kolegium Odwoławcze uwzględniło skargę mieszkańców
na decyzję Gminnej Komisji ds. Rozwiązywania Problemów Alkoholowych
i nakazało cofnąć koncesję na sprzedaż alkoholu w dyskotece i kawiarni
mieszczącej się w pomieszczeniach po byłym kinie "Robotnik".
Co na to właściciel? Będzie się odwoływał.
Sąsiedzi dyskoteki w byłym kinie "Robotnik"
mogą mówić o małym sukcesie. Ich odwołanie od decyzji Gminnej Komisji
do Spraw Rozwiązywania Problemów Alkoholowych w Starachowicach zostało
pozytywnie rozpatrzone przez Samorządowe Kolegium Odwoławcze 10 czerwca.
Od kilku lat ich spokój i bezpieczeństwo było zakłócane przez bywalców
dyskoteki. W związku z cofnięciem firmie "Sobo" będącej właścicielem
lokalu zezwoleń na sprzedaż piwa, wina i wódki Wydział Rozwoju Gospodarczego
nakazał zwrócić koncesję.
- Właściciel ma ważne zezwolenia na wszystkie alkohole do stycznia 2004.
Po przyjściu decyzji z Kielc z Samorządowego Kolegium Odwoławczego zwrócił
się do nas z podaniem, aby mógł kontynuować działalność do czasu rozstrzygnięcia
sprawy przez sąd. Nie mogliśmy się na to zgodzić. Nie zwrócił zezwoleń,
ale zawiesił od 25 czerwca działalność gospodarczą lokalu "AS"-
wyjaśnia Tadeusz Ciok, pracownik Urzędu Miejskiego.
Właściciel uznał, że decyzja Kolegium jest niezgodna z prawem i postanowił
skorzystać z przysługującej mu możliwości zaskarżenia decyzji do Naczelnego
Sądu Administracyjnego w Krakowie.
Co przeszkadzało?
Mieszkańcy osiedla "Wierzbnik" oraz przedsiębiorcy prowadzący
działalność w okolicy feralnej dyskoteki informowali już kilkakrotnie
Urząd Miejski o powtarzających się zakłóceniach ładu i porządku, niszczeniu
mienia przez będących pod wpływem alkoholu klientów dyskoteki. Takie
informacje docierały do Zarządu Miasta już od grudnia 1999 r. W kwietnia
2001 r. grupa 11 mieszkańców zwróciła się o podjęcie działań mających
na celu zmniejszenie uciążliwości lokalu gastronomicznego i jednocześnie
kawiarni i dyskoteki w jednym. Domagali się zakazu sprzedaży alkoholu
i prowadzenia dyskoteki oraz skrócenia czasu otwarcia lokalu do godz.
22-ej.
W najbliższej okolicy dyskoteki w ciągu tylko sześciu miesięcy 2001
r. policja odnotowała siedem przestępstw, 14 wykroczeń i 18 interwencji
okolicznych mieszkańców. Przestępcze działania dotyczyły klientów lokalu
oraz osób sąsiadujących bezpośrednio z lokalem. Pobity został m.in.
pracownik pobliskiej piekarni, zniszczony został samochód przez skaczących
po nim rozochoconych młodzieńców. Co rusz zdarzały się w tej okolicy
rozboje i bójki, których sprawcami byli klienci dyskoteki. Często dochodziło
do wybicia szyb, niszczenia elewacji, czy nawet do załatwiania potrzeb
fizjologiczych pod gołym niebem. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że
lokal był miejscem spotkań handlarzy narkotyków.
Po interwencjach mieszkańców Wierzbnika gmina zobowiązała właścicieli
lokalu do zwiększenia nadzoru nad osobami wychodzącymi z dyskoteki w
celu zapobieżenia zakłóceniom porządku publicznego. Jednorazowo w dyskotece
przebywa około 200 osób. Do pilnowania porządku zatrudnionych jest trzech
ochroniarzy. Mimo pouczeń sytuacja nie uległa poprawie. Jak twierdzą
sąsiedzi, sytuacja wokół lokalu uległa jeszcze pogorszeniu, mimo że
policja kierowała więcej patroli w te okolice.
Ograniczyć zagrożenie
Pod koniec czerwca ubiegłego roku aż 67 mieszkańców zwróciło się o likwidację
lokalu, podając liczne przykłady szkód, jakich w tym rejonie dokonuje
młodzież po wyjściu z dyskoteki. Komisja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych
nie zgodziła się na cofnięcie zezwoleń. Było to w sierpniu 2001 r. Przyjęła
argumentację właściciela, że niszczenie mienia należy przypisać osobom
od lat tam mieszkającym, a pijackie burdy i awantury mogą wywoływać
ludzie młodzi, którzy przyjeżdżają z sąsiednich dyskotek - niedaleko
znajdują się przystanki MZK i PKS. Komisja wnioskowała o skrócenie czasu
pracy lokalu do 22-ej i zamknięcie przejścia pieszego od ul. Kilińskiego
do lokalu, gdzie często właśnie dochodzi do zakłóceń porządku. Stwierdziła,
że w razie braku poprawy ponownie rozpatrzony zostanie wniosek o cofnięcie
zezwoleń. Mimo braku poprawy sytuacji gmina umorzyła postępowanie uzasadniając,
że zebrany materiał dowodowy nie wskazuje, żeby zakłócenia porządku
publicznego w najbliższej okolicy były związane ze sprzedażą alkoholu
w dyskotece, a wątpliwości, które powstały w trakcie postępowania, nie
mogą być tłumaczone na niekorzyść posiadających zezwolenie na sprzedaż
alkoholu. Ponownie na początku stycznia tego roku mieszkańcy osiedla
wnioskowali cofnięcie zezwoleń. Tym razem zaskarżyli decyzję gminy do
Samorządowego Kolegium Odwoławczego, które uznało rację mieszkańców.
Zdaniem Kolegium zastanowienie budzi fakt, że KdsRPA najpierw uznała,
że należy ograniczyć zagrożenie wokół lokalu przez zamknięcie przejścia
i ograniczenie czasu pracy do 22-ej, a później stwierdza, że nie ma
związku między zakłócaniem porządku a zachowaniem klientów dyskoteki.
Zgodnie z ustawą o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi
zezwolenie cofa się w przypadku m.in. powtarzającego się w miejscu sprzedaży
lub najbliższej okolicy zakłócania porządku w związku ze sprzedażą napojów
alkoholowych przez daną placówkę.
(i) |
| 
25 VI 2002
Tygodnik Starachowicki nr 26 z dn. 25 VI 2002
Kostka z ul. Armii Krajowej. Bez składu i ceny?
Mieszkańcy Starachowic co pewien czas zwracają się do
redakcji TYGODNIKA z pytaniem o los kostki brukowej zdjętej z Alei Armii
Krajowej. Zdaniem niektórych ozdobiła już wiele prywatnych dróżek i
podjazdów. Poszliśmy tropem tych pytań.
Niebawem minie rok, odkąd z remontowanej ul. Armii Krajowej w Starachowicach
robotnicy zdjęli kostkę brukową, a na jej miejsce wylali asfalt. Zdjęta
kostka granitowa została na podstawie umowy przekazana przez Starostwo
Powiatowe gminie Starachowice w zamian za budowę chodnika przy ul. Armii
Krajowej. Wartość tej transakcji wyceniona była na ponad 51 tys. zł.
W umowie między gminą a starostwem przewidziane było z przeznaczenie
zdjętej kostki na planowany - w bliżej nie sprecyzowanej przyszłości
- remont Rynku. Starachowicki rynek miał być wybrukowany kostką, ozdobiony
stylowymi lampami i ławkami i jako taki miał być wizytówką miasta. Na
razie jednak takie działania nie zostały zaplanowane w budżecie.
900 ton kostki (taką wagę podają urzędnicy) składowane jest na terenie
Zakładu Robót Publicznych w Starachowicach. I nie jest ona starannie
ułożona, a rzucona na pryzmę i przesypana piaskiem. Tak magazynowaną
kostkę można łatwo i niepostrzeżenie rozkraść. Ale właścicielowi chyba
za bardzo nie zależy na majątku, skoro nie zna nawet jej wartości. Jak
poinformował Marek Barański, rzecznik prasowy Urzędu Miejskiego jej
wartość nie jest określona, a tym samym jest nieznana.
Pisałem już o tym 16 VII 2001 roku (wpis poniżej). Póki
co nie ma "przecieków" o nielegalnym wykorzystaniu kostki. |
| 
18 VI 2002
Praca dyplomowa o Wierzbniku dostała I wyróżnienie w dorocznym konkursie
organizowanym przez Towarzystwo Urbanistów Polskich na najlepsze prace
dyplomowe z zakresu urbanistyki i planowania przestrzennego. Konkurs
organizowany przy współudziale Urzędu Mieszkalnictwa i Rozwoju Miast.
Zobacz dyplomy |
| 
10 VI 2002
Ujednolicenie wyglądu stron

|
| 
V 2002
Trwają prace wykończeniowe przy wyremontownym odcinku ulicy Iłżeckiej
(od Targowej do Alei Armii Krajowej).
Niestety uważam, że to bubel. Nie trzeba być inżynierem
komunikacji (ani nawet posiadać prawa jazdy), żeby stwierdzić, że ta
przebudowa nie spełnia oczekiwań. Już nawet przystaję na to, że będzie
trudniej wycofać płynnie ruch na trasie odciążającej Rynek (patrz poniżej
wpis komentarza z 20 listopada 2001). Poprostu pieniądze wydano na niedostateczne
rozwiązanie. Krótki odcinek Iłżeckiej między Al. A. K. i Targową powinien
mieć (przy takiej konfiguracji skrzyżowań w bliskiej odległości) pięć
pasów ruchu (trzy w kierunku wschodnim -
dla skręcających w lewo na Aleję, prosto na Iłżecką i dla skręcających
na prawo na wiadukt; dwa w kierunku zachodnim
- dla skręcających w lewo w Targową i prosto dla jadących w kierunku
Rynku; oczywiście po środku powinna być wysepka). A po przebudowie są
tylko trzy pasy ruchu. A
ruch na Targowej - jak to wykazują statystyki Starostwa - ciągle rośnie
i ponownie jest w tym rejonie ciasno. Nie wspomnę o aferze ze zburzonym
domem. Dla pełnego rozwiązania należałoby wyburzyć pomazany, stojący
okrakiem pawilon, jednak ktoś postanowił go oszczędzić. Można porównać
co (kto) dla władzy bardziej się liczy... |
| 
7 V 2002
Obszerniejszą relację ze spotkań upamiętniających wierzbnickich Żydów
prezentuje Tygodnik Starachowicki
Tygodnik Starachowicki nr 20 z dn. 7 V 2002
Pamięci Żydów Wierzbnika. Kadysz na Kirkucie
Modlitwą za zmarłych, za ofiary Holokaustu, na cmentarzu żydowskim kilkuset
Żydów przybyłych z całego świata uczciło pamięć pomordowanych rodaków
ze Starachowic-Wierzbnika.
Ze wszystkich stron
Do Starachowic przyjechali z wielu stron świata: z Izraela, Kanady,
Stanów Zjednoczonych. Na Kirkucie chcieli raz jeszcze wskrzesić pamięć
o swoich bliskich, o tragicznych chwilach Holokaustu - zagłady która
dotknęła ich rodziny. Chcieli uczcić bestialsko zamordowanych przez
Niemców braci. Przybyła też młodzież z Izraela oraz spora starachowiczan.
Nad grobami przy ul. Bieszczadzkiej kadysz - modlitwa za zmarłych rozpoczęła
uroczystości. Żydzi na mogiłach rozsypali ziemię przywiezioną z Ziemi
Obiecanej. Wśród modlących się byli też nasi rodacy, miejscowi księża,
członkowie ziomkostwa Żydów Starachowickich w Izraelu i Kanadzie, przedstawiciele
Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów. Wielu przyjezdnych nie kryło łez.
Margie Levitt z Kanady na mogiłach długo "składa" hebrajskie napisy.
Co chwilę wyciera płynące po policzkach łzy - Nie, nie mam tu taty,
ani matki. Wzrusza mnie to, co tu się stało przed prawie sześćdziesięcioma
laty. To leżą nasi bracia - mówi cicho i powoli - mój dziadek i babcia
byli więźniami Treblinki - dodaje.
Stojąc na Kirkucie
- Dlaczego tu jesteśmy? - pyta ksiądz profesor Michał Czajkowski, członek
Komitetu Episkopatu ds. Dialogu z Judaizmem, współprzewodniczący Polskiej
Rady Chrześcijan i Żydów. - Jest to uroczystość świecka, polsko-żydowska.
Wspominamy Żydów, którzy tu żyli, tu mieszkali przez wieki, tu pracowali,
modlili się i tu też zostali zabici. Ta uroczystość, dla nas chrześcijan
ma też wymiar religijny, bo nie zapominamy jakie więzi łączą chrześcijaństwo
z judaizmem. Papież Jan Paweł II powiedział w synagodze rzymskiej, że
religia żydowska nie jest dla religii chrześcijańskiej rzeczywistością
zewnętrzną lecz należy do jej wnętrza. Nasze korzenie chrześcijańskie
sięgają tych żydowskich. Mamy wspólną Biblię, Boga i dlatego my chrześcijanie
włączamy się w tego rodzaju uroczystości - wierni Ewangelii i nauczaniu
papieskiemu. Świadomi jesteśmy naszych chrześcijańskich i polskich win
wobec naszych starszych braci. Te winy przypomina nam także papież.
Za nie przepraszał wkładając akt skruchy w szczelinę Ściany Płaczu w
Jerozolimie. Nasza chrześcijańska obecność tutaj jest wyrazem solidarności
z tymi zamęczonymi i aktem skruchy za to, czego chrześcijanie dokonali
na Żydach. Chcemy być znakiem lepszej przyszłości. Stajemy nad grobami
nie po to żeby zamykać przeszłości, ale żeby pokazać - zwłaszcza młodym,
że w przyszłości należy budować lepsze relacje między Polakami i Żydami.
To jest nasz chrześcijański obowiązek. - Modlitwa łączy, więc przyszliśmy
się pomodlić za naszych braci. chcielibyśmy aby związki wynikłe ze wspólnej
wiary były najważniejsze - dodał ksiądz Tadeusz Czyż, proboszcz parafii
Świętej Trójcy w Starachowicach.
Pamiętam
-Tu się urodziłem tu też wychowałem - wspomina Haward Chandler - tu
się uczyłem i skończyłem trzy klasy. Niestety tylko tyle, ponieważ po
wybuchu wojny "żydkom" nie wolno się było uczyć. W czterdziestym roku
podobnie jak inni wierzbniccy żydzi mieszkałem w getcie. Najpierw pracowałem
w starachowickich zakładach na stalowni, później na Wielkim Piecu stamtąd
trafiłem do Oświęcimia, później do Buchenwaldu i Trezinstadu w Czechosłowacji.
Udało mi się przeżyć, doczekać wyzwolenia. Wciąż jednak widzę jak śmierć
zbiera żniwo, jak giną moi bracia. Doskonale pamiętam moment wysiedlenia.
To było 27 listopada. Wypędzono nas na Rynek. Podzielono nas na trzy
grupy - pracujących na zakładach, strzelnicy i Majówce. To były chwile,
których nie da się zapomnieć. To był początek wielkiego dramatu Żydów,
który przyszło nam przeżyć - wspomina.
Izba Pamięci
Kolejnym etapem uroczystości było otwarcie Izby Pamięci Żydów Wierzbnika.
Starachowickie Centrum Kultury wypełnił głos śpiewanych Psalmów Dawidowych.
U drzwi nowo otwartej izby przybito mezuzę - zwój pergaminu z fragmentami
tory. Goście z uwagą oglądali zgromadzone pamiątki, szukali śladów obecności
w dawnej Ojczyźnie. Izba Pamięci powstała dzięki wieloletnim staraniom
starachowiczan: Anity i Macieja Frankiewiczów. Piękne obrazy i rysunki
Macieja zdobiły tego dnia wnętrza SCK.
Manifestacja przyjaźni
Oficjalne uroczystości rozpoczęły przemówienia przedstawicieli władz
samorządowych miasta i województwa. Polacy i Żydzi wysłuchali Hymnu
Izraela. Wzruszającą chwilą było wręczenie Dyplomu Uznania przyznanego
przez rząd Izraela dla rodziny Daniszewskich, która narażając swoje
życie uratowała od niechybnej śmierci dziewięcioletnią wówczas - Towe
Pagi. - Miałam 9 lat kiedy musiałam rozstać się z rodziną. Przeżyłam
tylko dzięki pani Irenie Daniszewskiej, która przygarnęła mnie do siebie.
Nie baczyła na niebezpieczeństwo, które zagraża jej i jej rodzinie.
Miała wtedy troje dzieci, męża, a nie zastanawiała się nad skutkami
decyzji. Z wielu setek dzieci jestem chyba jedną, której tutejsi Polacy
uratowali życie - wspomina Towa Pegi. - Państwo Daniszewscy wiedzieli,
co znaczy być człowiekiem, gdy świat stracił ludzką twarz - powiedziała
Bath Eden Kite, przedstawicielka Ambasady Izraela, dziękując rodzinie
i wręczając dyplom. -Po wielu latach odnalazłam tych ludzi i uważam
ich za rodzinę - powiedziała Towa Pegi. Młodzież z Izraela śpiewała
popularne pieśni żydowskie, a starachowicki chór "Portamento", dał mały
koncert przed zagranicznymi gośćmi.
W getcie
Dramat zagłady Żydów rozpoczął się wraz z wybuchem drugiej wojny światowej.
W tym czasie w Wierzbniku mieszkało 3.840 Izraelitów. W październiku
1942 r w wyniku przesiedleń ich liczba wzrosła do 6 tysięcy. Zgrupowani
zostali w getcie pomiędzy ulicami Spółdzielczą, Krótką, Rynkiem, Iłżecką
i Targową. 27 października to w dziejach historii wierzbnickich Żydów
tragiczny dzień - krwawy dzień likwidacji dzielnicy żydowskiej. Na Rynku
okupant przeprowadził selekcję. Zginęło 100 Żydów. 4,5 tysiąca osób
wywieziono do Treblinki. Resztę zdolnych do pracy rozdzielono do dwóch
obozów pracy. Nocą z 24 na 25 czerwca 1944 r wybuchł bunt. Doszło do
masowych mordów. Ci co przeżyli, zostali przewiezieni do obozu zagłady
w Oświęcimiu. Przez trzy "Judenlagry" zlokalizowane na terenie naszego
miasta przewinęło się 6.000 ludzi, 4.000 zmarło z głodu i chorób.
Kirkut
Pomnikiem wierzbnickich Żydów jest cmentarz powstały w 1891 roku. Zajmuje
on obszar 4.239 metrów kwadratowych. Zachowało się na nim 460 kamiennych
"macew" - nagrobków. |
| 
30 IV 2002
Rzeczpospolita nr 100 z dn. 29 IV 2002
Otwarto Izbę Pamięci Żydów Wierzbnika-Starachowic
W Starachowickim Centrum Kultury otwarta została dziś Izba Pamięci Żydów
Wierzbnika-Starachowic. Uroczystość została poprzedzona wspólną modlitwą
na cmentarzu żydowskim. W 1939 r. spośród 24 tys. mieszkańców Starachowic,
3,5 tysiąca stanowiły osoby wyznania Mojżeszowego. W okresie okupacji
zamordowano tu ponad 100 z nich, pozostałych wywieziono do obozu zagłady
w Treblince i Oświęcimiu. Otwarcie Izby Pamięci Żydów Wierzbnika-Starachowic
zgromadziło kilkusetosobową grupę młodzieży z Izraela i Kanady, w tym
byłych mieszkańców Wierzbnika, najstarszej części Starachowic. Modlitwę
odmówił rabin, słowo o starachowickich Żydach wygłosiła prof. Regina
Rentz z Akademii Świętokrzyskiej, zaś Psalmy Dawidowe śpiewał chór dziewczęcy.
W uroczystościach wzięli udział władze Starachowic, członkowie Ziomkostwa
Żydów Wierzbnika-Starachowic, ks. prof. Michał Czajkowski współprzewodniczący
Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów, przedstawiciele Ambasady Izraela
oraz członkowie Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Izraelskiej. |
| 
25 IV 2002
W kwietniu na łamach Tygodnika Starachowickiego w ramach cyklu "Z
kart rodowodu" autorstwa Aleksandra Pawelca ukazały się interesujące
opowiadania opisujące jak planowano rozwój starachowickiego Wierzbnika.
W jednym z odcinków autor odniósł się do niniejszej pracy dyplomowej.
Zobacz ten artykuł |
| 
13 IV 2002
Zapraszam na strony z wykazami zabytków i chronionych obiektów
przyrodniczych okolicy Starachowic.
dopisano 13 X 2003:
Niestety, zaproszenie wyczerpało swoją ważność w sierpniu 2003 roku.
Natomiast wykaz tych obiektów znajdujących się w samych Starachowicach
dostępny jest w dziale "Dziedzictwo i Turystyka" Internetowego
Planu Starachowic. |
| 
26 III 2002
Mała zmiana w planszach projektowych. Są małe fotki przedstawiające
plansze. Zmiana to tymczasowa, bowiem trwają przygotowania do poważniejszych
zmian.... |
| 
III 2002
Prace przy poszerzeniu ul. Iłżeckiej - od Al. Armii Krajowej do ul.
Targowej - trwają nadal.
Roboty przerwała zima. Wyburzono dom, ale paskudny
pawilon, który stoi "okrakiem"- uchował się. I pewnie będzie
dalej stał - bo gmina nie ma pieniążków na wykupienie dwóch lokali usługowych.
Inną kwestią jest to, że inwestorem przebudowy skrzyżowania i poprzednio
opisanej Al. Armii Krajowej jest powiat i koordynacja poprostu "nawala".
Gmina swoje i powiat swoje.
I tak np. trzeba było przebudować schodki, które wykonano podczas budowy
drogi na wiadukt (wtedy inwestorem była gmina). Gmina ma koncepcję tras
rowerowych, lecz najdogogniejsze miejsce (z bolu remontowanej alei)
połączenia górnej i dolnej części miasta nie zostało wykorzystane... |
| 
XII 2001
Zakończono kolejny etap renowacji Alei Armii Krajowej. Ponad miesiąc
temu oddano do użytku dolny odcinek tej trasy (ul. Iłżecka - ul. Kościelna),
a obecnie położono nową nawierzchnię od ul. Kościelnej do ul. Kilińskiego.
Moje obawy potwierdziły się. Nie wybudowano ścieżki
rowerowej, a na takiej szerokiej jezdni (ok. 14 m) nie wytyczono dwóch
pasów dla każdego kierunku (przynajmniej dla tych jadących pod górę).
Tak oto nie wykorzystuje się pełnowartościowo pieniędzy i czasu. Ale
czy o tym musi wiedzieć urzędnik zza biurka? |
| 
20 XI 2001
Zaczęły się prace przy poszerzeniu krótkiego odcinka ul. Iłżeckiej
- od Al. Armii Krajowej do ul. Targowej. Co z tego wynikło można przeczytać
poniżej.
Tygodnik Starachowicki nr 46 z dn. 13 XI 2001
Powstrzymana eksmisja. Rodzina do likwidacji
Dom nr 36 przy ul. Iłżeckiej został już przeznaczony do rozbiórki w
związku z zaplanowanym przez Zarząd Dróg Powiatowych poszerzeniem drogi.
Pozostające w domu dziewięć osób miało być eksmitowane w ubiegły poniedziałek.
Są to dwie rodziny. Leszek Jakubowski mieszka tu od czterech lat z żoną
i czwórką dzieci. 30 września skończyła mu się umowa z STBS-em na najem
lokalu.
- Zaległości prawie nie mam. Płacę za media, ale w związku z eksmisją
pracownik z ZEORK-u odłączył nam prąd. Prosiłem go, żeby tego nie robił.
Odpowiedział, że musi, bo inaczej by go zwolnili z pracy. A co zrobią
moi synowie? Wszyscy już pracują, ale jaki pracodawca będzie ich chciał
bez stałego meldunku? - pyta pan Leszek. - Moją żonę kilka godzin trzymali
w Urzędzie Miejskim, żeby zgodziła się na lokal zastępczy. Straszyli
policją, komornikiem. I podpisała. A tam, gdzie mamy zamieszkać, na
Objazdowej to makabra. Pomieszkamy pół roku i wykończymy się - mówi.
Domek na Objazdowej rzeczywiście nie nadaje się do zamieszkania. Przeciekający
dach, zagrzybione ściany, przepróchniałe ściany. Przeznaczony został
zresztą do rozbiórki. Wcześniej mieszkał w nim aż do ostatnich chwil
mężczyzna chory na gruźlicę.
- Czy w tym domu można mieszkać? Przecież to grozi gruźlicą - pytał
naczelnika pan Leszek.
- Ja się na tym nie znam. To załatwia Wydział Lokalowy - odpowiedział
Wacław Piekarz, naczelnik Wydziału Gospodarki Nieruchomościami.
Z kolei druga rodzina z domu przy Iłżeckiej mieszka "na dziko".
Marcin i Agnieszka Dróżdż żyją tam od roku razem z trzyletnim synkiem.
Obydwoje nie mają pracy. Utrzymują się ze 100 złotych, które daje im
MOPS.
- Jesteśmy po liceum. Mąż studiował w Warszawie, ale z braku pieniędzy
musiał przestać - opowiada pani Agnieszka. Staramy się o mieszkanie.
Może to jednak potrwać od kilku do kilkunastu lat. Gdzie się podziejemy?
Urzędnicy stwierdzili, że ja mogę iść do babci, albo do domu samotnej
matki. A mąż do noclegowni. A najlepiej, żebyśmy wynajęli mieszkanie.
Tylko za co? - pyta 21-letnia mama.
Lokatorzy mają czas na opuszczenie zajmowanego domu do 13 listopada.
Co potem? Napiszemy.
Agata Beźnic
Przemilczę postępowanie osób odpowiedzialnych za prawidłowośc
postępowania w takich przypadkach. Natomiast opiszę różnicę w planach
przebudowy ulicy z moim projektem. W pracy dyplomowej zaproponowalem
przebudowę ul. Iłżeckiej w taki sposób, że "odgina się" na
południe zaraz za cmentarzem. Wymagałoby to wyburzenia czterech rozsypujących
się domów (w których zapewne ktoś może mieszkać i przy takim traktowaniu
mieszkańców afera byłaby czterokrotnie większa). Powstałoby nowe skrzyżowanie
z Al. Armii Krajowej około 20 m bardziej na południe. Obecnie wyburzany
dom przewidywałem do zostawienia lub ewentualnej rozbudowy. Dalej droga
przecięłaby ul. Targową i połączyła się z przebudowaną ul. Ciasną. A
dalej do Kolejowej. W ten sposób rozwiązałem objazd i odciążenie Rynku.
Jeżeli mówimy o planowaniu przyszłej trasy omijającej Rynek, to wydaje
mi się, że obecne rozwiązanie będzie gorsze komunikacyjnie (choć korzystniejsze
finansowo), bowiem co prawda będzie szerzej, ale do pokonania będą dwa
ostre zakręty, aby się dostać do ciągu ulic: Spółdzielcza - Kolejowa.
No, chyba że miasto nie planuje wycofywania ruchu z Rynku... |
| 
30 X 2001
Od dziś strony o Wierzbniku dostępne są pod nowym adresem:
www.wierzbnik.prv.pl |
|
22 X 2001
Mała reorganizacja Linków starachowickich.
W Tygodniku
Starachowickim ukazuje się tekst mojego autorstwa o starachowickiej
architekturze. Oczywiście poruszam tam temat Wierzbnika...
dopisano 13 X 2003:
Linki starachowickie są już niedostępne.
Jeżeli nie ma automatycznego przekierowania należy wejść do archiwum
gazety i wybrać numer 42 z października 2001, a artykuł nazywa się "Perełki
i buble". Ewentualnie przeczytać i zobaczyć tu. |
| 
1 IX 2001
Już jest strona ze zdjęciami nowej działalności
inwestycyjnej w Wierzbniku. |
| 
18 VIII 2001
W artykule dotyczącym doraźnych remontów jednej ze starachowickich
ulic (określenie na wyrost), można przeczytać o drogowych planach inwestycyjnych
w mieście.
W końcu znalazły się pieniążki na Rynek. Oby tylko sensownie je wydano.
Tygodnik Starachowicki nr 33 z dn. 15 VIII 2001
Z informacji zawartych w Wieloletnim Planie Inwestycyjnym
wynika, że budowy dróg i chodników w najbliższych latach mogą spodziewać
się mieszkańcy wymienionych niżej ulic (...).
W 2002 r.
ul. Rynek (zagospodarowanie zespołu zabytkowego; parkingi, plac przy
pawilonach handlowych, ciąg pieszy oraz modernizacja nawierzchni placu
głównego i chodników) (...) |
| 
31 VII 2001
Z prawie miesięcznym opóźnieniem znalazłem ogłoszenie o przetargu w
Biuletynie Urzędu Zamówień Publicznych:
Biuletyn Zamówień Publicznych Nr 101 z dnia 02.07.01 pozycja 38087
Zarząd Dróg Powiatowych, 27-200 Starachowice, woj.
świętokrzyskie, ul. Ostrowiecka 15, tel. (0-41) 273-19-72, fax (0-41)
273-19-74, ogłasza przetarg nieograniczony na przebudowę skrzyżowania
ulicy Iłżeckiej, Armii Krajowej, Trasy N-S oraz odnowę nawierzchni wraz
z chodnikami ul. Iłżeckiej na dł. 540 m.b. Termin realizacji - 75 dni
od daty podpisania umowy. |
| 
31 VII 2001
W Gazecie Starachowickiej piszą o zmianach na Rynku:
Gazeta Starachowicka nr 30 z dn. 22 VII 2001
Fachowcy szcują koszty. PÓJDĄ NA STARE MIASTO
Jeżeli Radzie Miasta spodoba się pomysł członka Zarządu Miasta ds. Rozwoju
Jarosława Łyczkowskiego, Rynek w Starachowicach zmieni się nie do poznania.
Projekt opracowała architekt miasta Agnieszka Gołda i ma to być wizytówka
miasta oraz najlepsze miejsce do wypoczynku i spotkań.
Obecny wygląd Rynku pozostawia wiele do życzenia: popękana nawierzchnia,
niezbyt estetyczne ławki, rozsypujący się murek. Ambitne i odważne plany
członka Zarządu Miasta Jarosława Łyczkowskiego mają to zmienić.
- Rynek i drogi dojazdowe planujemy wyłożyć kostką granitową, która
obecnie jest zrywana z al. Armii Krajowej. Prowadzimy rozmowy z władzami
powiatu, by przekazano ją gminie. Powierzchnia "rynkowego"
placu zostanie nieco zwiększona, zainstalowane zos |